/NDIGCZAS000047_1903_218_0001_1325778.djvu

			Nr 218.
Kraków, Piątek 25 Września 1903.
Rok XXII.
wsaateam
pótrooznle
kwartalnie:
mieslęoznlt
12 koron
6 koron
2 korony
16 „
8 »
2 kor. 70 h.
18 „
9 „
3 . - .
24 ,
12 „
4 *
,Nowa Reforma" wychodzi codziennie, z wyjątkiem niedziel i świąt uroczystych.
Prenumepata wynosi:
rooznie:
W miejscu 	24	koron
W Austro-Węgr. z przesyłką poczt.	32	„
W Państwie Niemieckiem ....	36	„
We Włoszt-ch, Francji, Anglii, Belgii,
Szwajcaryi, Torcyi i inn. krajach	48	„
Oddzielny numer (z ostatnich trzech dni) kosztuje 10 h., z przesyłką pocztową 12 h. —
We Lwowie w Biurze dzienników A. Olszewskiego ulica Kilińskiego 2 i Plohna, ul. Karola Lu¬
dwika 9, do nabycia po 12 h. Prenumeratę przyjmuje się tylko na cały miesiąc.
Listy s pieniędzmi i przekazy pieniężne na prenumeratę i ogłoszenia (inseraty) upiasza się
nadsyłać franco do Administracji „Ń. Reformy" w Krakowie. — Listów niefrankowanych
nie przyjmuje się.
Hękopisów nadsyłanych Medakcya nie zwraca,
Airti Kedakoyl 1 Administraoyi: ,.N. Beforma“ ul. Jagiellońska 10.
Telefon Bed&koyi t Administraoyi Kr 41. — Nr rach. poczt. Kasy oszczęd. 857.484.
NOWA
Pi?enumepatą przyjmują:
zamiejscową: Administracya „Nowej Reformy1* i wszystkie nrzędy pocztowe; miejsoo-
wą: administracya „Nowej Reformy" — Główna trafika w Rynku. — Agencya J. Hopcasa
i A. Salomonowej, plac Maryacki 2. — Handel St. Karlińskiego. Sukiennice. — Handel
Kretschmera, Rynek. — Handel J. Ekiera, ul. Karmelicka 18. — Zaaiiejsoową prenu¬
merata 1 ogłoszenia przyjmują: Biura dzienników we Lwowie Ludwik Plohń. ul. Ka¬
rola Ludwika U, S. Sokołowski. — W Przemyślu Heszeles. — W Jarosławiu L. Strassberg.
W Wiedniu pp. Eaasenstein & Vogler (także w Hamburgu, Frankfurcie nad Menem, Berlinie,
Lipsku, Bazylei i Wrocławiu). — A. Oppelik, R. Mosse. (także w Berlinie Hamburgu, Monachium
i Norymberdze). — Hermann Goldschmied, M. Dukes Nachf., H. Schalek, J. Danneberg. —
W Paryżu Sociśtś Mutuelle de Publicite A. Lorette, directeur, Rue Caumartin, 61.
Ogłoszenia (inseraty) przyjmuje administracya, Kraków, Jagiellońska 10, za opłatą od miejsca
wiersza drobnem pismem (petit) za pierwszy raz 20 h., za każdy następny raz po 10 h. — Nade¬
słane po 60 h od wiersza za każdy raz. — Nekrologia po 50 h od wiersza. — Głosy publiozne
po 2 kor. od wiersza układ tabelaryczny, cyfrowy, skomplikowany pierwszy raz 40 h, następny po
20 h od wiersza. — Załączniki do „N. Reformy“(prospekty,cyrkularze, ogłoszenia itp.) przyjmuje
się za cenę 2 kor. od 100 egz. dla zamiejscowych, a 1 kor od 100 egz. dla miejscowych prenum.
Należytość należy naprzód nadsyłać przekazem pocztowym.
Celem uregulowania nakładu
prosimy o
wczesne nadesłanie prenumeraty.
Wynosi ona kwartalnie:
W Krakowie 6 koron.
W Austro-Węgrzech 8 koron.
Bliższe szczegóły w nagłówku dziennika.
Nowi prenumeratorzy zarówno miejscowi, jak
zamiejscowi, otrzymają bezpłatnie początsk za¬
mieszczanej obecnie w feletonie „N. Reformy"
nadzwyczaj zajmującej powieści M. G a w a 1 e-
wicza p. t. „Plemię Anteusza" — a nadto
początek wychodzącej w tygodniowym, książ¬
kowym naszym dodatku, sensacyjnej powieści
Bolesławity p. t. „Moskal11.
kie zajmie stronnictwo niezawisło¬
ści. Jeśli to stronnictwo wciągnie do dysku¬
syi w Sejmie także rozkaz cesarski do armii,
w takim razie i stronnictwo liberalne zniewo¬
lone będzie zająć stanowisko w tej sprawie.
Na razie zanosi się na to, że opozycya z tej
strony będzie jeszcze gwałtowniejszą, niż była
poprzednio.
Na wczorajszej konferencyi stronnictwa u
chwalono jednogłośnie wnieść na dzisiejszem
posiedzeniu Sejmu projekt adresu, dalej
rezolacyę, uznającą zatrzymanie żołnierzy trze¬
ciego roku za sprzeczne z konstytu-
cy ą.
Po manifeście cesarskim.
Przypuszczenie nasze, że hr. Khuen w dal
szym ciągu starać się będzie o załatwienie prze¬
silenia na Węgrzech uprzejmością, łagodnością
i drobnemi ustępstwami, sprawdziło się. W mo¬
wie swej, wypowiedzianej na wczorajszej przed¬
południowej konferencyi węgierskiej partyi li¬
beralnej, przedstawił najnowszy manifest cesar¬
ski jako akt wielkiej, niewyczerpanej życzliwo¬
ści monarchy dla narodu węgierskiego i żądał
i nadal zupełnego, bezwzględnego zaufania do
korony. Dalej wskazał na to, że manifest ce¬
sarski zawiera nowe ustępstwo na rzecz Wę¬
grów, gdyż zatwierdza zmiany w dziedzinie
wojskowej , które dotychczas tylko zapowie¬
dzią no. Inne ustępstwa otrzymają Węgrzy
w dziedzinie wychowania wojskowego. Polegać
one będą na tem, że rząd pomnoży fundusze,
mające na celu uprzystępnienie młodzieży wę
gierskiej wykształcenia wojskowego, oraz na
tem , że w szkołach wojskowych znaczuiejsza
część przedmiotów ma być wykładana w
języku węgierskim. W końcu zaznaczył
mówca, że nie otrzymał mi&yi utworzenia sta¬
łego, lecz tylko prowizorycznego gabine¬
tu, który ma być łącznikiem między koroną a
narodem w tej ciężkiej chwili.
Zdaje się, że mowa hr. Khuena, zwła¬
szcza zaś ta jego interpretacya manifestu ce¬
sarskiego, wywarły ^obre włażenie w stron
nictwie liberalnem. Ze wszystkich stron win¬
szowano mówcy, że podjął się patryotycznego
obowiązku służenia koronie i narodowi w tej
krytycznej chwili. Uczynił to pierwszy hr.
Apponyi, który nadto w swem przemówie¬
niu wielką okazał wstrzemięźliwość. Ważniej¬
szym i donioślejszym jeszcze sukcesem mani¬
festu cesarskiego i wystąpienia hr. Khuena
była uchwała, jaką powzięła partya liberalna
na wieczornej konferencyi. Oświad¬
czono w niej, że wobec deklaracyi prezesa ga¬
binetu odpada konieczność dalszych
obrad nad rozkazem cesarskim do
armii. Fakt zaś, że tę uchwałę powzięto j e-
dnogłośnie, dowodzi, iż na razie przynaj¬
mniej grożące rozbicie się stronnictwa libe¬
ralnego zostało zażegnane. Merytory¬
czną uchwałę co do politycznej treści najno¬
wszego manifestu cesarskiego zastrzegło sobie
stronnictwo na czas, kiedy nowoukonstytuo-
wany gabinet przedstawi swój program. O u-
chwaleniu adresu do korony nie było już
mowy. Odrzucono nawet wniosek posła Iwan-
k i , aby stronnictwo zajęło stanowisko także
wobec wojskowego programu rządu.
Jest to dla hr. Khuena sukces wielki, ma
bowiem teraz znów za sobą całe stronnictwo
rządowe — lecz o dalszym przebiegu przesi¬
lenia sukces ten jeszcze nie decyduje. Wszy¬
stko zależy i dziś jeszcze od stanowiska, ja¬
Wiedeń, 23 września.
(Przed parlamentem i w parlamencie — Z pierwszego
posiedzenia Izby. — Manifest cesarski).
(—t.) Pod widocznym wpływem sprawy
węgierskiej rozpoczęła austryacka Izba
poselska swoją — „parlamentarną czynność".
Niezwykły też panował nastrój a także i ze¬
wnętrzny wygląd parlamentu przedstawiał oso
tliwy widok. Formalne zgromadzenie ludowe
około gmachu parlamentarnego. — Zewnętrzny
przedsionek przy głównem wejściu od Ring-
strasse przepe*niony ludźmi. Idący do parła
mentu posłowie i dziennikarze musieli z wiel¬
kiem wytężeniem siły torować sobie drogę,
gdyż przy drzwiach wchodowych tłok był o
kropny. Biedny portyer rady sobie dać nie
mógł, przywołał więc do pomocy aż trzech wo¬
źnych, aby obronić drzwi przód naporem.
Wewnątrz gmachu rojno i gwarno, jak w ulu.
Posłowie stawili się w wielkim komplecie. —
W wielkim przedsionku także ogromny tłok
W kuloarach poselskich ruch bardzo ożywiony
Pomiędzy posłami czeskimi widać grupy żywo
rozprawiające. Niemcy nie wierzą w obstruk-
cyę czeską, tymczasem wybucha ona w pełnej
formie wniosku p. Płaczka. Czesi razem ze
swoimi radykałami mają w zanadrzu cały tu¬
zin takich wniosków, którym należy się pierw¬
szeństwo w porządku dziennym.
W chwili, gdy piszę ten list, toczą się bar¬
dzo gorące rokowania z Młodoczechami, ażeby
dali przed wnioskami naglącemi pierwszeństwo
rządowemu przedłożeniu o rekrutach. — Być
może, że Młodcczesi zgodzą się na to, ale i
w takim razie obstrukeya nie będzie usuniętą,
ponieważ czescy radykali zgłaszają sześć wnio¬
sków naglących, które w danym razie mogą
wypełnić czas bardzo dobrze do 29 b. m., na
który to dzień Sejm czeski jest zwołany, a
inne Sejmy krajowe, już do obrad powołane,
mają podjąć czynność w dalssym ciągu. W ra¬
zie atoli, gdyby targu z Młodoczechami nie
dobito, przyszedłby jutro pod obrady naglący
wniosek dra Forzta, żądający zmiany istnieją¬
cej konstytucyi, wniosek, którego treść odbie¬
ga zupełnie od przedmiotu, t. j. od spraw woj¬
skowych. Ewentualność ta oznaczałaby rozpo¬
częcie ogólnej czeskiej obstrukcyi w najlepszej
formie i kwostyonowalaby wogóle parlamentar¬
ne załatwienie ustawy o rekrutach.
Z takiego położenia wyprowadzałaby tylko
furtka §. 14. Jeden z posłów czeskich rzekł
do mnie w tej sprawie:
— Niech sobie Koerber używa §. 14, jak
mu się tylko podoba. Dlaczego niema załatwić
nim sprawy rekrutów, jeśli na jego podstawie
znosi ustawę cukrową, uchwaloną przez oby¬
dwie Izby, i w dodatku sankeyonowaną przez
cesarza. Fakt tensam mówi głośno i wyraźnie,
iż nie mamy ani parlamentu, ani konstytucyi,
tylko ich pozory dla łudzenia i bałamucenia
opinii publicznej.
Pomimo niektórych dość ostrych mów i
przedmiotu bardzo aktualnego, satno posiedze¬
nie dzisiejsze mało budziło interesu. Wszyscy
pozostawali pod wrażeniem manifestu cesar¬
skiego do Węgrów, manifestu, który zarówno
co do formy, jak co do treści, jest unikatem
w pełnem słowa znaczeniu. Ton jego jest rze¬
wny, chwytający za serce, jednak treść tasa¬
ma, co w rozkazie dziennym, wydanym w Chło¬
pach , i dlatego nie spodziewają się tutejsi
znawcy Węgrów, żeby ogłoszenie jego mogło
polepszyć położenie.
Tutejsze koła polityczne zwracają też uwa¬
gę jeszcze na jednę okoliczność, mianowicie,
że cesarz zamianował hr. Khuen-Hedervarego
najprzód prezydentem gabinetu, a dopiero jako
takiemu poruczył utworzenie nowego gabinetu
węgierskiego. Zwykle dzieje się inaczej. Pa¬
nujący porucza pewnej osobie utworzenie no¬
wego gabinetu, a jeśli ona to polecenie spełni,
wtedy następuje mianowanie jej na kierownika
ministerstwa, w przeciwnym razie otrzymuje
tosamo posłannictwo inna osobistość. Z tego
wynika, iż na Węgrzech rząd nowy w osobie
hr. Khuena został utworzony na wszelki wy¬
padek. Znaczący to objaw.
Wiedeń 23 września.
(Z Koła polskiego. — Rozprawa nad klęskami elemsn-
tarnemi. — O nstawie rekrutacyjnej. — Tajemni, a.)
(=) Jestem w tem niemiłe^ położeniu, że
muszę wam pisać o tem, co mniej znacznie
was zajmie od tego, czego mi oisać nie wolno,
z powodu... „tajemnicy". Więc Czytelnicy „N.
Reformy" domyślą się zapewnie, że jestem
dzisiaj sprawozdawcą Kołowym, i że Kolo za¬
słoną „tajemnicy" pokryło dyskusyę swoją po¬
lityczną, która w obecnej chwili jedynie mo¬
głaby obudzić zajęcie.
Koło, aczkolwiek zebrało się pod silnem wra¬
żeniem manifestu cesarskiego, nie przystąpiło
odrazu do rozpraw nad kontyngentem rekruta,
lecz wysunęło na front inne sprawy, aby tym
czasem umysły się uspokoiły.
Zabrał tedy głos najpierw pos. Niemen-
towski i odczytał deklaracyę, mającą jego i
p. Walewskiego oczyścić z zarzutów, jakie czy¬
niono im w dziennikach z powoua udziału ich
w budowie kolei do Zbaraża i Pocraajee. Za¬
bierał w tej sprawie także głos pos. Walew¬
ski.
Całą, drażliwą sprawę pp. Niementowskiego
i Walewskiego odesłano do prezydyum Koła,
celem jej zbadania.
Poruszono następnie sprawę szkód, wyrzą¬
dzonych przez powodzie i pożary. Po pp. Wo-
dzickim i Górskim zabrał głos- pos. Danie¬
lak iw gwałtowny sposób uderzył na rząd,
zarzucając mu, że nie przyszedł krajowi z dość
skuteczną pomocą. Nie podjęto dotąd żadnych
robót publicznych, nie dano ludności zboża na
zasiewy, subweneya dia Galicyi nie pozostaje
w żadnym stosunku do wyrządzonych szkód.
Natomiast »rysłauo wojsko na manewry do o-
kolic, nawiedzonych klęskami.
Przeciw wywodom posła Danielaka wystąpił
minister Piętak starając się udowodnić, że
subweneya rządu, udzielona Galicyi, jest pro¬
centowo wyższą, w stosunku do wysokości
szkód, od subwencyi, udzielonej innym kra¬
jom.
Przemawiali w tej sprawie pp. Wojtyga, Po¬
toczek, Byk i Bomba, poczem p. Rotter
przedstawił rozmiary szkód, jakie z powodu po¬
wodzi poniósł Kraków, a zwłaszcza zakłady
przemysłowe. Dotąd miasto nie otrzymało przy¬
rzeczonej przez rząd pomocy, a różowe obie¬
tnice p. Koerbera, dane deputacyi krakowskiej,
pozostały bez następstw.
Jak zwykle, całą sprawę klęsk elementar¬
nych, odesłano do „specyalnej“ komisyi, w któ¬
rej skład weszli pp. Wodzicki, Górski, Gara-
pich, E. Abrahamowicz, Wojtyga i Byk. Może¬
my być spokojni; żaden z tych panów rządu
nękać nie będzie.
Wreszcie przystąpiono do „poiządku dzien¬
nego", t. j. do wniesionej dzisiaj przez rząd
ustawy o kontyngencie rekruta. Do głosu za¬
pisało się bardzo wielu posłów. Pierwszy za¬
brał głos poseł Stwiertnia i przedstawił
ciężary, jakie kraj nasz wogóle dla wojska po¬
nosi. Koło nie ma powodu uchwalać rekruta
dla obecnego rządu, bo do niego nie ma
zaufania. Powstaje więc jedynie kwestya,
czy ma to uczynić dla państwa, dla jego mo¬
carstwowego stanowiska.
Książę Sapieha odczuł tutaj swoim deli¬
katnym zmysłem politycznym, że rozprawa na
ten temat mogłaby przybrać charakter dla pe¬
wnych sfer drażliwy, i czemprędzej wystąpił
z wnioskiem, aby ją przykryć mokrą oponą
tajemnicy. — W jego tropy podążył hr. Dzie-
duszycki i ujął oponę tajemnicy za drugi ko¬
niec. Zaprotestowali przeciw „tajemniczości"
pp. Rotter, Danielak, Pastor i Grek,
atoli przy głosowaniu „tajemniczość" otrzymała
27 głosów, jawność tylko 25, — więc dzięki
brakowi trzech głosów dia jawności zamykam
sprawozdanie.
dający znaczniejszych zapomóg dla robotni¬
ków kopalni nafty wSchodnicy i Bory¬
sławiu, którzy w liczbie 7000 wskutek pa¬
nującego w galicyjskim przemyśle naftowym
zastoju stracili pracę i środki do życia. Wnio¬
sek wykazuje obszernie przyczyny zastoju, nę¬
dzę robotników tamtejszych i wzywa rząd, aby
bezzwłocznie zbadał stosunki tamtejsze i po¬
spieszył z pomocą robotnikom. 2) Wniosek po¬
sła W o j t y g i, domagający się zapomogi dla
pogorzelców w R z ą s c e i dla dotkniętych po¬
wodzią rolników. 3) Wniosek posła Byka o
zapomogi dla pogorzelców Złoczowa. 4) In-
terpelacyę posła Olszewskiego w sprawie
przekupstw wyborczych przy wyborach do
Sejmu galicyjskiego w r. 1901. 5) Interpela¬
cję posła Schoenerera w sprawie zape¬
wnienia prerogatyw języka niemieckiego w ar¬
mii. 6) Interpelacyę posła Sylwestra w
sprawie veto, założonego przez Austryę w eon
clave. 7) Interpelacyę posła Pachęra, żąda¬
jącą kontroli nad Bankiem austro węgierskim
wobec niepłacenia podatków na Węgrzech.
Pod grozą obstrukcyi.
Dyskusya, jaka się wywiązała na wczoraj-
szgm posiedzeniu Rady państwa po mowie dra
Koerbera, przekonała Izbę, że radykalni
Czesi zamierzają groźbę obstrukcyi na seryo
w czyn zamienić. Nie pomogły perswazye je
dynego mówcy polskiego,-który wczoraj dostał
się do głosu, Dawida Abrahamowicz a, że
właściwie wniosek posła Płaczka, żądający na
tychmiastowego zwolnienia ze służby trzecio-
rocznych żołnierzy, jest zupełnie zbyteczny,
gdy jnż i rząd zmierza do tego przez przedło¬
żenie Izbie nowej ustawy. Czesi nie zmienili
swej taktyki. Poseł S i 1 e n y oświadczył, że
Czesi wówczas dopiero „przyjrzą się bliżej"
nowemu przedłożeniu rządowemu, gdy rząd
cofnie środek represyjny, jakim jest zatrzyma¬
nie pod bronsą wysłużonych żołnierzy. Czesi
nie mają najmniejszego powoda pomagać rzą¬
dowi w jego chwilowych kłopotach, stanowczo
też protestują przeciwko wprowadzeuiu do ar¬
mii pod hasłem jej jednolitości germaniza-
cyi i prusactwa. Mówca zakończył mowę
swą zapewnieniem, że Czesi nie występują by¬
najmniej przeciwko żądaniom Węgrów, prze¬
ciwnie, zajmują względem nich życzliwe sta¬
nowisko.
Następnie wygłosił jeszcze poseł Fressl
długą mowę czeską, w której jeszcze ostrzej
zaczepiał rządy dra Koerbera.
Na tera przerwano posiedzenie. Za kulisami
toczą się podobno rokowania, mające na celu
spowodowanie Czechów do odstąpienia od ob¬
strukcyi , do tej chwili jednakże nic nie sły¬
chać, iżby osiągnęły już c»l zamierzony.
1 stronnictwa niemieckie nie okazują na
razie entuzyazmu dla nowej ustawy wojskowej.
Zdaje się jednakże, że po wyjaśnieniach, jakie
otrzymali na wczorajszem posiedzeniu swego
klubu wykonawczego, zmienią swoje stanowisko.
Z wyjaśnień tych wynika bowiem, że rząd ob¬
staje przy swojera przedłożeniu i nie zgodzi się
na uchwalenie jakiegokolwiek z wniosków, na¬
glących , dalej, że uchwalonej w lutym przez
Radę państwa ustawy wojskowej rząd w Sej¬
mie węgierskim nie cofnął, lecz ją tylko o d-
r o c z y ł.
Oprócz wymienionych już wczoraj wnio¬
sków nagłych, zgłoszono jeszcze następująco:
1) Wniosek posła Stwiertni i tow., żą¬
Majstrowie i uczniowie.
Kraków, 24 września.
Wczoraj zamieściliśmy, z braku miejsca,
krótką tylko kronikarską wzmiankę o zgroma¬
dzeniu majstrów krakowskich na Kotłowem i
powziętych przez nich uchwałach, skierowa¬
nych przeciw zarządzeniu władz przemysło¬
wych, aby wieczorna nauka uczniów (teimina-
torów) w szkole uzupełniającej odbywała się
nie, jak dotąd, od 7 do 9 goda. wieczór, lecz
aby zaczynała się już o godzinę wcześniej. —
Zarówno przebieg obrad, jak powzięte na tem
zebraniu uchwały zmuszają nas do zabrania
w tej sprawie głosu. A więc przedewszystkiem
przypatrzmy się treści sprawy, która w obo¬
zie naszych rękodzielników taką wywołała
wrzawę.
Ministerstwo oświaty i Rada szkolna krajo¬
wa przeprowadziły reformę uzupełniających
szkół przemysłowych tak co do planu, zdąża¬
jącego do nadania szkołom charakteru więcej
zawodowego, jak, też co do nadzoru szkolnego,
j W myśl tej reformv każda szkoła ma swój
wydział wykonawczy, rodzaj knratoryi, której
zadaniem jest opieka bezpośrednia, rozwinięta
nad szkołą. Równocześnie pragnąc naukę u-
czynić skuteczniejszą, rozporządziła Rada szkol¬
na w porozumieniu z ministerstwem, aby nau¬
ka odbywała się nie, jak dotąd, od 7 do 9 go¬
dziny wieczór, a więc w czasie najniestosow¬
niejszym, bo po całodziennej pracy i takiem
fizycznem znużeniu uczniów, iż raczej spać,
niż uczyć się mogli. Rada szkolna i minister¬
stwo miały zamiar naukę przesunąć na godzi¬
ny dzienne, licząc się 'jednak ze stosunkami
faktyczuemi a poniekąd ustawowemi (ustawa
przemysłowa pozwala uczniom młodocianym
pracować tylko do godziny 6 wieczór), prze¬
sunęły naukę o jednę godzinę wstecz, a więe
od 6—8 wieczór.
Wynika stąd korzyść pod każdym względem
znaczna, bo skracając przynajmniej o godzinę
pracę dzienną uczniów, strasznie przeciążonych,
bo zajętych obecnie od 7 do 12 i od 1 do 9
wieczór (wraz z nauką) o tyle też skuteczniej¬
szą czyni naukę szkolną i pozwala, uczniom
po godzinie 8 przecież przed spaniem odpo¬
cząć.
Cała ta sprawa była przedmiotem wyczerpu¬
jącej dyskusyi na ostatniem posiedzeniu komi¬
syi przemysłowej Rady miasta Krakowa. Dele¬
gat Rady szkolnej, inspektor krajowy Stefano¬
wicz, przedstawił sprawę obszernie i wymo¬
wnie. Rozwinęła się rozprawa, w której jeden
z uczestników, członków komisyi, dał do po-
Mttrymi Gawalewitt.
Plemie Anteusza.
POWIEŚĆ.
55
(Ciąg dalszy).
Pomyślał chwilę i znowu ją zagadnął:
— Co pani sądzi o Trojdanowiczu ?
— O panu Trojdanowiczu?... Ja nie sądzę,
bo go za mało znam, ale on jest bardzo za¬
bawny, kiedy mówi. Wie pan, że ja się raz.,.
Tylko pan jemu tego nie powtórzy, na pew’no?...
Niech pan da słowo!
— Daję!
— No, to dobrze; otóż ja się raz omal nie
udusiłam ze śmiechu przez niego w Tarnawi-
cach. Nusiałara uciec od stołu, bo już wytrzy¬
mać dłużej nie mogłam. Pan tego nie zauwa¬
żył?... Potem to mi wstyd było spojrzeć mu
w oczy.
— Ale jak się pani zdaje, czy to jest do¬
bry człowiek?..
— Wszyscy ludzie są dobrzy, tylko jedni
mniej, drudzy więcej.
— A ja?... Jaki ja jestem?...
Popatrzała na niego, zarumieniła się i spu
ściła oczy.
— Pan jest też dobry, nawet lepszy od in¬
nych, bo pan jest poeta. A miał mi pan po¬
kazać swoje wiersze?... Ja taka jestem cieka¬
wa przeczytać co pańskiego!
Tomcio zrobił minę bardzo poważną, spoj¬
rzał na nią niemal uroczyście, sięgnął ręką
w zanadrze, wyjął z kieszeni duży pngilares
skórzany, pełen papierów, wycinków z gazet i
listów, i, wyszukawszy w nim ćwiartkę papie¬
ru, podał ją ostrożnie pod stołem Andzi ze
słowami:
— Ma pani!... Tylko dla pani samej.
Dziewczyna zaczerwieniła się, jak wiśnia,
oczy jej zabłysnęły ciekawością i zadowole¬
niem, ale się zawahała; nie śmiała sięgnąć
ręką po tajemniczą kartkę i, zmieszana, spy¬
tała:
— Dlaczego mi pan to pod stołem podaje?
— Dlatego, aby inni nie widzieli.
— Pan się wstydzi swoich wierszy?
— Nie, ale nie lubię się niemi chwalić
przed profanami; w pani odczuwam duszę sio
strzaną, więc mam zaufanie. Niech pani to
przeczyta i schowa, żeby nikt nie widział.
— A mogę to sobie wkleić do albumu?
— Jak pani chce.
— O, dziękuję panu!...
Twarzyczka jej rozpromieniła się wielką ra¬
dością i dumą; wzięła szybko po laną kartkę
i z bijącem sercem, jakby w tej chwili ukry¬
wała ogromną jaką tajemnicę przed całym
światem, wsunęła rękopis Tomcia za stanik
na piersiach, wodząc płochliwym wzrokiem po
towarzystwie, czy tego niezręcznego manewru
nikt nie widzi.
Zdawało się jej, że popełnia jakiś czyn ka¬
rygodny, przyjmując po raz pierwszy w życiu
z rąk mężczyzny pismo, którego nie wolno jej
było pokazać nikomu i myślała:
— Ojoj!... Ja się chyba spalę ze wstydu,
jeżeli to kto zobaczył. Ciekawa jestem, czemu
on swoich wierszy nie chce pokazywać innym,
tylko mnie jednej?... Muszę wyglądać teraz,
jak piwonia!...
Gorąco jej się robiło, siedziała, jak na roz¬
żarzonych węglach i raz po raz niespokojuera
okiem rzucała na piersi w obawie, czy ręko¬
pis Tomcia nie przegląda z poza czarnej su¬
kienki i czy się nie zdradzi z posiadania jego
wobec argusowych spojrzeń świata.
— Panie — odważyła się spytać po pewnej
chwili — a co to jest?... Romans, balada, sie¬
lanka, może elegia?... To bardzo długie?...
— Nie — odpowiedział po cichu, nia pa¬
trząc wcale na nią — tylko ośra wierszy.
— Oktawa?
— Nie, to sobie coś takiego, od ręki, bez
właściwej formy — zobaczy pani.
— A jaki tytuł?
— Bez tytułu.
— O szkoda! — westchnęła — ja bardzo
lubię tytuły; niech pan prędko wymyśli jaki
tytuł!
Przegarnął włosy, głowę nieco przechylił w
tył, zamknął powieki i po chwili rzekł:
— Zatem „Rumieniec duszy"; tak, to bę¬
dzie najodpowiedniejsze.
Ona aż dech w piersiach zaparła, takie na
niej wrażenie zrobiły te słowa.
— „Rumieniec duszy", — powtórzyła sze¬
ptem zachwycona; — rumieniec duszy!... To
bardzo ładne.
I rzuciła mu z pod oka spojrzenie pełne za¬
chwytu i podziwu, a potem zaczęła bardzo
szybko dziobać widelcem groszek na talerzu
i udawała, że jest zajęta jedzeniem i że ją
nic więcej na świecie nie zajmuje poza gro¬
szkiem zielonym.
Nigdy w życiu jeszcze nic jej tak nie ucie¬
szyło i nie pochlebiło, jak to, że posiadała
prawdziwy manuskrypt i autograf prawdziwe¬
go literata, nie byle jakiego tam „studencia-
ka", którym się przechwalały czasem jej kole¬
żanki z pensyi, ale literata drukowanego,
poety, który dla niej — „tylko dla niej sa¬
mej" — napisał wiersze umyślnie i ofiarował
je do albumu na pamiątkę, a nawet na jej
żądanie dorobił jeszcze taki piękny i niezwy¬
kły tytuł, jak „Rumieniec duszy".
Nie mogła doczekać tego końca obiadu i
kiedy babcia Starlińska, przeżegnawszy się
i ucałowawszy w czoło swojego Kubcia, dała
hasło wreszcie do powstania z miejsc, Andzia
pierwsza podała z uściskiem rękę Tomciowi
i szepnęła z uroczemi rakami na twarzy:
— Dziękuję, ogromnie panu dziękuję!...
Potem upatrzyła pierwszą sposobną chwilę
i wymknęła się do ogrodu.
Romuald, niezwykle ożywiony rozmową przy
stole, którą podczas całego obiadu poważnie
prowadził z Joasią, zaproponował swoim go¬
ściom, aby kawę wypić na wolnem powietrzu
w altanie i, podawszy ramię babci Starlińskiej
jako najstarszej w towarzystwie, zaprowadził
ją z wielką atencyą do parku.
Było już po zachodzie słońca; pogodny, cie¬
pły wieczór letni roztaczał niewymowny urok
w całej przyrodzie, przez gałęzie drzew prze¬
glądały złotawe blaski nieba, sosny pachniały
smółką, od strony Wręty dochodził zgłuszony
szum fal, pluskających o tratwy i kłody drze¬
wa, zwalone na brzegu rzeki.
W powietrzu była cisza, ani jeden listek nie
szeleścił na drzewie; w głębi parku odzywało
się tylko dalekie kukanie kukułki i głos fu¬
jarki flisaczej wznosił się z dołu od rzeki.
Kluczkówna odeszła nieco dalej aleją, wio¬
dącą na skraj ogrodu, i przyglądała się szero¬
kiemu krajobrazowi wioski, rozspanej na fali¬
stej płaszczyźnie wybrzeża.
— Podoba się pani ten widok? — usłysza¬
ła nagle za sobą zapytanie Wielkosza.
Zwróciła głowę i uśmiechnęła się, zauważy¬
wszy, że poszedł za nią, szukając dalszego
ciągu rozmowy, przerwanej przy obiedzie.
— Musi mi się podobać, — odrzekła — bo
stanowi kontrast tego, co mnie otacza zwykle.
Przyzwyczajona jestem do monotonii równin,
na których oko i myśl gubią się po za krań¬
cami horyzontu. Pan lubi naturę?
(Ciąg dalszy nastąpi.)
		

/NDIGCZAS000047_1903_218_0002_1325779.djvu

			2	Nr.	218.
NOWA REFORMA.
Piątek, 25 Września 1908.
znania, że nowe rozporządzenie napotka na o-
pór u naszych majstrów.
Pomimo to komisya prawie jednomyślnie
przyjęła zarządzone zmiany w przekonaniu,
że byłoby lepiej, gdyby cała sprawa wniesiona
była wcześniej, tak aby majstrowie zrozumieli
jej doniosłość i znaczenie. W myśl uchwał ko¬
misyi, prezydent plakatami ogłosił, że nauka
będzie się odbywać od 6—8. Szkoły już się
zaczęły, a wedłag informacyj przez nas zasią-
gniętych, nauka, jak się tego należało spoizie-
wać, idzie w nich lepiej i skuteczniej.
Z powodu tej reformy 3zkolnej, zawrzało
wśród majstrów krakowskich. P. Kosobucki
zwołał do Koła mieszczańskiego starszych ce¬
chów, a ci postanowili zwołać wielkie zgroma¬
dzenie na Kotłowem, które też rzeczywiście
odbyło się we wtorek wieczór.
Przebieg obrad świadczył, że olbrzymia wię¬
kszość zebranych majstrów pojmowała tę spra¬
wę już nietylko ze stanowiska egoizmu stano¬
wego, lecz że ten egoizm miał podstawę n i e-
słychanie ciasną, obliczoną na dziś i jutro,
a nie mogącą pomieścić interesów rzemieślni
czego stanu, obliczonych na dalszą metę. —
Z wyjątkiem dwóch mówców (stolarza B o b e r a
i malarza Mikulskiego), którzy jaśniej na
sprawę patrzyli, wszyscy inni mówcy wystąpili
ze stanowczym protestem przeciw zarządzonej
reformie w nauce wieczornej terminatorów.
W każdej sprawie mogą różne panować o-
pinie. W tym wypadku atoli idzie o to, czem,
jakiemi argumentami majstrowie kra¬
kowscy popierali swoje zapatrywania? Wszy¬
stkim bez wyjątku oponentom na tem najwi¬
doczniej tylko zależało, aby nie tracili jednej
godziny pracy ucznia, która, w dodatku, wedle
ustawy przemysłowej, i tak była do pewnego
stopnia nadużyciem. Do tego motywu żaden
z mówców przyznać się otwarcie nie śmiał,
ale wynikał on aż nazbyt jasno ze sprzeczno¬
ści, zachodzącej między założeniem a wnioskiem
ich przemówień. Bo wszyscy mniej więcej o-
ponenci przyznawali się do przekonania, że
nauka szkolna dia terminatorów jest po¬
trzebną, atoli każdy z nich protestował
przeciw udoskonaleniu tej nauki przez jej
wcześniejsze rozpoczynanie ;i silił się na udo¬
wodnienie, że tak pomyślana nauka jest nie¬
możliwa. albo zła, wreszcie, że niema na nią
czasu. Najpomyułowsi przenieść ją chcieli na
niedzielę, lub do niedzieli wyłącznie ograni¬
czyć ją pragnęli. Argumentacya taka więc do¬
prowadzała do wniosku, że dotychczasowy spo¬
sób nauki terminatorów był zły, nowy byłby
jeszcze gorszy, — a więc... jedyna stąd kon-
kluzya, że nauka szkolna terminatorów wo¬
góle jest niepotrzebna i tylko odrywa
ręco od pracy zawodowej, do której zużytko¬
wania pp. majstrowie roszczą sobie wyłączne
prawo.
Przy tej sposobności posypały się sentencye,
które wprost niesłychaną przykrość sprawić
musiały każdemu, kto szczerze miłuje stan
rzemieślniczy i pragnie jego rozwoju. Bo ode¬
zwały się argumenty takie, jak że uczeń „ze
szkoły nie będzie mieć chleba, bo tam się
niczego nie nauczy1*, — albo że teraz
przychodzą do terminu uczniowie ze szkół śre¬
dnich, „więc po co mają chodzić do szkoły,
gdzie więcej umieją, niż ich profe¬
sorowie" (sic!) i t. p.
Ogół przemysłowców może nie odpowiadać
za te paradoksy, uchylające się w XX wieku
z pod opinii ludzi myślących, — ale ten o-
gół, reprezentowany na wtorkowem zgroma¬
dzeniu, nie zaprotestował przeciw
nim, lecz powziął uchwałę, aby nie posyłano
uczniów o 6 godzinie wieczór do szkoły i wy¬
brał komisyę, która w tej sprawie ułożyć ma...
„memoryał".
Rzecz wprost nie do wiary, że obecny na
tem zebraniu wiceprezydent dr Leo, profesor
prawa w uniwersytecie Jagiellońskim, nie wy-
tłomaczył pp. majstrom jasno i otwarcie, że
sprawę przegrać muszą nietylko wobec rządu,
ale wobec opinii całego cywilizowanego świa
ta, gdyby ten świat zająć się nią zechciał.
Przecież, jak już poprzednio zauważyliśmy,
majstrowie krakowscy wprost nie chcą wy¬
tworzyć szerszej podstawy dla należycie poję¬
tych interesów własnego stanu. Oni nie
widzą, że ich terminator, to kandydat na po¬
mocnika, towarzysza, czeladnika. Czyż będzie
on mógł później odnieść korzyść ze szkoły
zawodowej, bez której niepodobna dzisiaj
stanąć rzemieślnikowi na wysokości swego za¬
dania, a rzemiosłom krajowym wytrzymać kon-
kurencyę z zagranicą, jeżeli, terminatorem bę
dąc, nie przysposobi się do tej szkoły w zzkole
wieczornej ?
Albo się uznaje prawo i konieczność postę¬
pu w rzemiośle, tak samo jak we wszystkich
gałęziach ludzkiej produkcyi, albo się go nie
uznaje. Czy krakowscy majstrowie prawo to
uznać raczą, czy nie, ono będzie istnieć i pa¬
nować w całym świecie. A to prawo mówi ja¬
sno: jeżeli ma być postęp, to nowa generacya
pracowników powinna się uczyć i w znajo¬
mości swego zawodu posunąć się dalej od ge¬
neracji starej. Panowie majstrowie krakowscy
twierdzą, że ich uczniowie niczego się w szkole
nie nauczą. A gdzież się mają uczyć?
Naturalnie w ich warsztatach. To znaczy: u-
czeń nie sięgnie poza wiedzę majstra, a więc
w postęp przemysłowy wbija się gwódź...
Ale cały świat, każdy inny kraj, pójdzie na¬
przód, zdobędzie rynki światowe, a majstrowie
krakowscy płakać będą dalej bezradnie na
biedę i nędzę, bo nie chcą uznać zasadniczych
praw rozwoju ekonomicznego, walczą w XX.
wieku ze szkołą, staczają harce o jednę go¬
dzinę nauki dla młodego pokolenia, które ma
kiedyś rozwinąć przemysł i rękodzieła.
Źle się bawicie panowie majstrowie krakow¬
scy!
W obozie powstańców.
W ostatnich numerach paryskiego dziennika „Le
Journal** korespondent jego Jacąaes Dbnr opisuje
swój pobyt pomiędzy powstańcami macedońskimi.
Przedarłszy się przez gęsty las w towarzystwie
powstańea przewcdrika i tłómacza na leśną polanę,
■potkał tam Michała Gerdżikowa, naczelnika od
daiałów powstańczych we wschodniej Macedonii,
tudzież dwóch jego pomocników: Stamo Ikonomowa,
b. kapitana konnicy bułgarskiej i Lazara Madzia-
rowa, byłego profesora z Macedonii. Po wymiania
wstępnych frazesów, odezwał się Gerdżikow:
— Gdy nas Turcy prześladowali i znęcali się
nad nami w wilajecie adryanopolskim, musieliśmy
prowadzić walkę i połączyć eddzlały, które po¬
wstały przeciwko jarzmu tureckiemu. Jesteśmy do¬
brze uzbrojeni, niezaprzeczenie, ale dla obrony i
pomszczenia naszych. My nie mamy nic do ukry
wania. Żaden z nas nie zarzyna kobiet, starców,
lub dzieci.
A potem, podniecając a!ę, pokazał mi Gerdżikow
równinę widną z daleka i mówił:
— Było tu niegdyś 32 wsi bułgarskich, dzisiaj
spalonyeh, po których nie zostało nawet 32 chat.
Wszędzie rabunki, gwałty, rzezie niezliczone bez¬
bronnych ofiar.
Krótkie milczenie przerywa jego skargę, w któ¬
rej wre głuchy gniew, a potem, jakby z nieohęcią,
dodaje:
— Zaiste, kiedy ogłosiliśmy rewolucyę, nigdy
nie myśleliśmy o tak strasznych rzeczach. Sądzi¬
liśmy, że Turcy będą nas ścigać, walczyć z nami,
mąi przeciwko mężowi. Ale nie... Ich taktyka? Ona
jest zupełnie prostą. Maszerują przeciwko wsiom,
zatrzymują się w odległości około dwóch kilome¬
trów 1 rozpoczynają ogień z dział. Potem strzała¬
mi ■ karabinów zmiatają wszystko, co mogłoby się
znajdować w okolicznych lasach i podpalają krzaki.
Wszystko płonie. Dzieci i kobiety, uciekłszy do
tych schronisk chwilowych, idą pod mlecz. Wtedy
napastnicy spokojnie rabują wieś, gwałcą ujęte ko¬
biety wedle wyboru i swoją krwawą zdobycz wo¬
jenną kończą rzezią starców.
— Ale nas, ludzi silnych — mówił dalej Ger¬
dżikow — strzegą się Turcy prześladować. Musimy
czekać na nich po gościńcach, chcąc z nimi wal-
bzyć. Oh! co za zmiana! Ci ludzie tak są nie¬
wprawni w walce, że się zbijają jak lękliwa trzo¬
da, chowają jedni za drugich, tak iż jedną kulą
można zabić dwóch lnb trzech. Jedyny ich cel, to
rabunek. Kupoy za nimi ciągną i kupują zdobycz
za byle jaką cenę. To są brudae hordy, zloezyń-sy
bez odwagi.
Wojsko tureckie tak jest znane z bitności i
sprawności, że sąd Gerdżikowa wywołuje mimowoli
nledowierzauie, ale jak się zdaje, przywódca po¬
wstańców macedońskich, mówił chyba o nleregu-
larnem wojsku tureckiem. Na pytanie korespondenta,
czy powstańcy mają dosyć zapasów żywności, od¬
parł Gerdżikow:
— Mamy znaczne prowianty mąki, masła, soli,
sera, konserw mięsnych. Wszystko to znajduje się
w górach, w miejscach ukrytych, o których wie¬
dzą tylko naczelnicy oddziałów i ich zastępcy.
Z bronią na ramieniu, zebraliśmy — wiedz pan
to — nasze zboże, nie pozostawiwszy nie na po¬
lach, Wszystko jest zwiezione.
Następnie opowiadał Gerdżikow, że już od trzech
lat przygotowywał rewolucyę, formując oddziały.
Był profesorem w Monasterze, gdzie zabił żandar¬
ma, który go chciał uwięzić. Po tym czynie „po¬
szedł w góry", które znał dokładnie. Z ramienia
komitetu centralnego Borys Sarafow objął dowódz¬
two Da południu, Radżim na zachodzie, a Gerdil-
kow na wschodzie Macedonii. Liczy 26 lat życia.
Korespondent, zaproszony przez Gerdżikowa, za
s‘adł do obiadu, który składał się i sardynek, sal
cesonu, pieczonej baraniny i sera. Od czasu do
czasu jeden z powstańców podawał mu wedle zwy¬
czaju bałgarskiego, szklankę wina na tacy.
— Szlachetny naczelniku — rzekł korespondent
do Gerdżikowa — zapewne w ten sposób nie ob¬
chodziłbyś się z Turkiem.
— Dlaczego? — odparł Gerdżikow. — W osta¬
tnich czasach wzięliśmy do niewoli trzech oficerów
tureckich. Jedli przy moim stole, a potem kazałem
ich odprowadzić do Burgas. Tam byli na wolności.
A widząc moje zdziwienie, dodsł:
— My nie strzelamy ludzi bezbronnych.
Tam poanał Jaoąuei Dhur poetę Silianowa, do
wódeę oddziału dynamitardów macedońskich. W skó¬
rzanej kieszeni miał Silianow czarną kulę, któfą
Gerdżikow pokazał korespondentowi, mówiąc:
— To jest bomba. Każdy z nich ma przy sobie
bombę. To nasza artylerya górska, mająca tę za¬
letę, że jest nadzwyczajnie ruchliwą.
Dla uniknięcia nieszczęśliwego wypadku oddział
dynamitardów rozłożył się po drugiej stronie rzeki,
dosyć daleko od obozu powstańców. Korespondent
i Gerdżikow udali się tam, prowadzeni prsez Si¬
lianowa. Wyszedł naprzeciwko nim powstaniec a
ogoloną twarzą i okularami na nosie. Był to za¬
stępca naczelnika Silianowa, były nauczyciel Todo-
row. Gerdżikow przedstawiając obu, rzekł do dzien¬
nikarza francuskiego:
— Silianow i Todorow byli w Monasterze nie¬
gdyś moimi uczniami.
Tutaj objaśnił Gerdżikow korespondentowi, w jaki
sposób powstańcy sami wyrabiają bomby. Benja-
minkiem oddziału dynamitardów jest Bojczew, chło¬
piec 16-letni. Stanął przed gościem ze swoją twa¬
rzyczką lalki, na której pot i proch pozostawiły
wielkie plamy. Gerdżikow zapytał go żartobliwie,
czy nie myje sobie czasem twarzy.
— Naczelniku! Nikt się nie myje na wojnie —
odrzekł Bojczew.
Opuściwszy oddział dynamitardów i wracając do
obozu, rozmawiał korespondent z Gerdżikowem o
walce za pomocą bomb. Gardżikow wyjaśnił mu,
dlaczego powstańcy chwycili się bomb i zakończył
swój wywód uwagą:
— Bezczynność Europy pogrąża nas w rozpa¬
czy.
Uroczystość Siemiradzkiego.
Powoli zaczyna się w stowarzyszeniach kra¬
kowskich odzywać ruch pewien, mający na celu
uświetnienie uroczystości złożenia zwłok Sie¬
miradzkiego na Skałce, uroczystości, której tak
niewłaściwie dano miano „pogrzebu". Komitet
miejski powinienby zawczasu podjąć prace około
dekoracyi nlic, któremi pochód przeciągać bę¬
dzie. Naszem zdaniem wypadałoby wydać także
opinię, aby oprócz żałobnych, wywieszano także
sztandary o barwach narodowych. Wogóle
w mieście głucho, jak gdyby odbyć się
miał nieco lepiej opłacony „pogrzeb" zwykłego
śmiertelnika.
Niechże ludność miasta Krakowa nie czeka
inicyatywy od komitetu, nie dającego znaku
życia, lecz sama spieszy z inicyatywą i udzia
łem, bo łatwo stać się może, że Kraków skom¬
promituje się tym „pogrzebem" Siemiradzkiego
wobec całej Polski.
Ogólny program złożenia zwłok Siemiradz¬
kiego na Skałce, ułożony przez krakowski komi¬
tet miejski, a ogłoszony plakatami, jest następu¬
jmy:
W sobotę d. 26 bm. o godz. 9 przed południem
odprawione będzie nabożeństwo żałobne w kościele
Maryeckim, poczem nastąpi wyprowadzenie zwłok.
O godz. 8 rano stowarzyszenia i instytucye udział
biorące w pochodzie pogrzebowym, zajmą miejsca
w kościele Maryackim i przed kościołem. Mistrzem
ceremonii jest radca miejski, p. Piotr Kossobudzki.
Orszak pogrzebowy pójdzie przez ulice: Rynkiem
od kościoła Najśw. P. Maryi, Grodzką, Stralomiem,
Krakowską, Skałeczną na Skałkę. Porządek orszaku
będzie następujący: 1. Straż pożarna miejska i o-
chotnicza. 2. Uczniowie szkół średnich. 3. „Har¬
monia11. 4. „Sokół11. 5. Stow. akademickie. 6. Zbór
ewangelicki. 7. Zbór izraelicki. 8. Przełożeńitwo
gminy izraelickiej postępowej. 9. Kongregaaya ku¬
piecka. 10. Tow. tatrzańskie. 11. Tow. techniczne.
12. Krak. Tow. oświaty lud. 13. Tow. „Szkoły
lud." 14. Uniw. ludowy. 15. Tow. im. Tad. Ko¬
ściuszki. 16. Tow. opieki nad weteranami wojsk
polskich r. 1830 —1831. 17. Tow. wzajem, po¬
mocy uczestników powstania polsk. r. 1863—18<4.
18. „Przytulisko11. 19. Wydział stow. wzaj. pom.
rękodzielników i przemysłowców. 20. Miejska Kasa
chorych' 21. „Ognisko". 22. Stow. nauczycielek.
23. Krak. związek okręć. stow. katolickich rzemia-
ślniczo-robotniczych. 24. Stow. katol. młodzieży ręk.
„Praca". 25. Stow. kat. ręk. „Jutrzenka". 26. „Gwia¬
zda11. 27. „Przyjaźń krakowska". 28. Czytelnia
kat. 29. Stow. kupców i młodzieży handl. 30. Tow.
farmae. „Unitas". 31. Stow. kandydatów adwoka¬
ckich. 32. Kolegium adwokatów i notaryuszów.
33. Tow. lekarskie. 34. Izba handlowa. 35. Magi¬
strat m. Krakowa. 36. Rada m. Podgórza i dele-
gacye miast. 37. Rada pow. krakowska. 38. Dele-
gacye Rad pow. 1 Tow. rolnicze. 39. Tow. strze¬
leckie. 40. Żałobni goście z innych dzielnic pol¬
skich. 41. Tow. Przyjaciół Sztuk Pięknych. 42. „Pol¬
ska sztuka stosowana". 43. „Sztuka". 44. Tow.
muzyczne i konserwatoryam. 45. Artyści dramaty-
csni. 46. „Lutnia". 47. Delegaeye z wieńcami.
48. Cechy i Stowarz. rękodzielnicze z chorągwią
mi i insygniami. 49. Duchowieństwo zakonne.
50. Duchowieństwo świeckie. 51. Kapituła krakow¬
ska. 52. Celebrans z otoczeniem. 53. Ciało zmar¬
łego. 54. Rodzina. 55. Reprezentaeya kraju.
56. Rady m. Krakowa i Lwowa. 57. Akademia
Sztuk pięknych. 58. Uniwersytety Jagielloński i
Lwowski. 59. Akademia Umiejętności. 60. Wyższe
zakłady naukowe. 61. Tow. Miłośników historyi i
zabytków Krakowa. 62. Tow. Weteranów wojsko¬
wych. 63. Uczniowie szkół średnich. 64. Straż po¬
żarna. 65. Publiczność.
Wstęp do grobowców na Skałce mają tylko:
Członkowie reprezentacyi kraju, Rady miasta Lwo¬
wa i Krakowa, Akademii Umiejętności, Uniwersy¬
tetów Jagiellońskiego 1 Lwowskiego, oraz wyższych
zakładów naukowych. Ulice, któremi pochód postę
pować będzie, zamknięte zostaną dla ruchu koło¬
wego.
W programie pogrzebu Henryka Siemiradzkiego
pominięto przez -pomyłkę Towarzystwo dziennika¬
rzy polskich. t)&»cnle prezydent miasta wyznaczył
dla deputacyi Towarzystwa miejsce tui przed To¬
warzystwem sztuk pięknych. Deputacya złoży, jak
się dowiadujemy, wieniec na trumnie.
Koło artystyczno literackie w pochodzie żałobnym
zajmie miejsce między artystami dramatycznymi a
Towarzystwem śpiewackiem „Lutnia". Artyści - ma¬
larze zajmą miejsce między stowarzyszeniami „Pol¬
ska sztuka stosowana" a Towarzystwem polskich
artystów „Sztuka". — Lwowskie Towarzystwo
przyjaciół Bztuk pięknych reprezentować będzie na
pogrzebie prof. Tadeusz Rybkowski.
Z Towarzystwa Szkoły ludowej. Zarząd głó¬
wny wzywa wszystkich członków oraz członków
zarządów Kół mlojscowych, pragnących wziąć udział
w pogrzebie ś. p. Henryka Siemiradzkiego do zgro¬
madzenia się o godzinie 81/, zrana w dzień po¬
grzebu przed pomnikiem Mickiewicza.
Zarząd stowarzyszenia Czytelnia dla kobiet
zaprasza Szan. członków do wzięcia zbiorowego
udziału w pochodzie w czasie uroczystości złożenia
zwłok ś. p. Henryka Siemiradzkiego. Puukt zborny
w lokalu Czytelni w sobotę o godz. 8 zrana.
Z „Sokoła". Wzywam wszystkich druhów posia¬
dających uroczysty strój sokoli, by celem wzięcia
udiiału w odprowadzeniu zwłok ś. p. Henryka Sie¬
miradzkiego zebrali się w sobotę w dniu 26 wrze¬
śnia br. o godzinie 71/* rano w gmachu „Sokoła".
Dyrektor dr S t. Rowiński.
Delegatem Tow. sztuk pięknych i Związku
artystów polskich *e Lwowa na obchód sprowa¬
dzenia zwłok Siemiradzkiego na Skałkę wybrano
prof. Tadeusza Rybkowskiago.
Grono obywateli sędziów przysięgłych, którzy
w sobotę 26 bm. zasiadać mają w sądzie karnym
w jakiejś bagatelnej rozprawie, zwraca się za na¬
szem pośrednictwem do prezydyum sądu krajowego
karnego z życzeniem, aby w dniu tym nie odby¬
wały się żadne rozprawy, gdy zarówno sędziowie
przysięgllobywatele, jaic i urzędnicy sądu powinni
wziąć udział w uroczystości pogrzebowej.
Kraków, 24 września.
Organizacya szkółek początkowych. Ważna
nader sprawa była przedmiotem obrad Zarządu głó¬
wnego Tow. „Szkoły ludowej" na onegdajszem te¬
goż Zarządu posiedzeniu. Towarzystwo to przystą¬
pić ma w myśl uchwały tegorocznego walnego zgro¬
madzenia do organizacyi na szerszą skalę począt¬
kowych szkół w całym kraju. Szkółki te, organizo¬
wane z pomocą nieznacznych stosunkowo środków
materyalnych, mają być istotnie szkołami bojujące-
mi ze zmorą analfabetyzmu w naszej dzielnicy. —
Towarzystwo „Szkoły ludowej" postanowiło wnieść
do Sejmu odpowiednią petycyę o pomoc w przed-
sięwziętem dziele, a jeśli Sejm nie odmówi wyda
tnej pomocy, w kraju naszym powstanie około 200
Bzkółek t. zw. początkowych, które z pomocą orga¬
nizacyi Tow. „Szkoły ludowej" niezawodnie skute¬
cznie szerzyć będą elementarne podstawy oświaty,
t. j. sztukę czytania i pisania w najszerszych sfe¬
rach społeczeństwa.
Komisya brukowa Rady miasta odbyła wczoraj
posiedzenie pod przewodnictwem wiceprezydenta
dra Lea, na którem uchwalono jeden chodnik ulicy
Batorego wyłożyć płytami betonowemi z fabryki
miejskiej, układając je na warstwie betonu grubo¬
ści 21/* cm. Dalej uchwalono ułożyć chodniki z ko¬
stek przez szerokość ulicy od ulicy Floryańskiej
do wieży Maryackiej i od kościoła 00. Franciszka¬
nów na ulicy do magistratu. — Następnie postano¬
wiono płytami betonowemi wyłożyć część chodni¬
ków W ulicach Wygoda i Swoboda, część chodnika
w ulicy Karmelickiej od kościoła 00. Karmelitów
do ulicy Batorego i chodnik w ulicy św. Filipa
po stronie kościoła ks. Misyonarzy; chodniki z mo¬
zaiki uchwalono ułożyć po jednej stronie ulicy
Garbarskiej, oba zaś chodniki ulicy Brackiej i
i część chodnika w ulicy św. Jana mają otrzymać
płyty porfirowe; tory jezdne obu tych ulic wyło¬
żone zostaną kamieniem kostkowym. Oprócz tego
uchwalono kilka napraw zepsutych bruków. — Ko¬
misya brukowa odbywać będzie posiedzenia co ty¬
dzień.
Zatwierdzenie docentów. Z Wiednia donoszą,
że minister oświaty zatwierdził dra Stanisława Z a-
krzewskiego jako docenta prywatnego dla pol¬
skiej i średniowiecznej historyi na wydziale filozo
ficznym, zaś dra Stanisława Dobrowolskiego
jako docenta prywatnego dla ginekologii w uniwer¬
sytecie Jagiellońskim w Krakowie.
Wycieczka kolarzy. XI. wspólny wyjazd Od¬
działu kolarskiego krakowskiego „Sokoła" odbędzie
się w niedzielę dnia 27 bm. do Bochni. Zbiórka o
3 kwadranse na 7 mą przy rogate* mogilskiej,
skąd nastąpi odjazd.
Okradzenie	sklepu. W nocy z	4 na 5 lipca
b. r. do sklepu	Mojżesza Fischera	przy ulicy	Bo¬
żego Ciała na	Kazimierza włamało	się kilku	zło¬
dziei i zabrali	pewną ilość skóry,	kilka par	ka-
maszków i nieco drobnej monety. Kradzież powtó
rzyła się jeszcze tej samej nocy, a organa poli¬
cyjne wkrótce aresztowały sprawców i odebrały od
nich skradzione przedmioty. Sprawcami są czterej
chłopcy, z których najmłodszy liczy 18 lat, naj¬
starszy lat 21. Dzisiaj stanęli przed trybunałem
przysięgłych pod zarzutem zbrodni kradzieży. —
Wszyscy przedstawiają nader smutny obraz zepsu¬
cia i zaniedbanego wychowania. Są to typowi an-
drusi, o twarzach zapowiadających, że będą czę¬
stymi lokatorami cel więziennych. Nazwiska ich:
Piotr Jewuła, Józef Kulisz, Feliks Lenart i Ale¬
ksander Wiejowski. Byli oni już niejednokrotnie
karani za kradzież i włóczęgostwo, a u dwóch pier¬
wszych kradzieże weszły już w nałóg. W ostatnich
czadach ta spółka złodziejska nie miała stałego
miejsca zamieszkania, lecz żyła jak „ptaki niebie¬
skie", nocując w Ludwinowie w krzakach lub u
znajomych, i wyprawiając się często na złodziej¬
skie łowy.
Podczas rozprawy, Łtórej przewodniczył radca
Ferens, obwinieni w części przyznawali się do wi¬
ny, przeważnie jednak zeznawali bałamutnie, sta
rając się zwalać winę jeden na drugiego. Gdy sę¬
dziowie przysięgli na zadane im pytania odpowie¬
dzieli potwierdzająco, trybunał wydał wyrok ska¬
zujący Piotra Jewułę na 2 lata, Józefa Kullsza
na półtora roku, Feliksa Lenarta na 14 miesięcy,
a Aleksandra Wiejowskiego na półtrzecia roku
ciężkiego więzienia i obostrzający więzienie wszy¬
stkim postem co dni 14. Zasądzeni wyrok przy-
jęli.
Z Towarzystwa urzędników prywatnych. —
Nadzwyczajne zgromadzenia urzędników prywatnych
odbędą się w Wieliczce w niedzielę d. 27 b. m. 1
w Wadowicach we wtorek d. 29 b. m. oba o go¬
dzinie 3 po południa w sali Rady powiatowej.
Zgromadzenia te zwołuje w porozumieniu z miej¬
scowym oddziałem centralny zarząd krajowego To¬
warzystwa urzędników prywatnych i wysyła na nie
swego delegata.
Na tych zgromadzeniach będą mieli urzędnicy
prywatni, tak członkowie Towarzystwa jak i nie-
członkowie, sposobność poinformowania się o celach
Towarzystwa i korzyściach, jakie daje swym człon
kom, oraz o sprawie ustawy pensyjnej, o potrzebie
ustawy o uregulowania stosunków służbowych 1 in¬
nych ustaw ochronnych 1 t. p.
0 znajomość języka polskiego. Z Opawy pl
szą nam, że ludność polska miasta Frysztatu wnio¬
sła do Wydziała krajowego i do Rady szkolnej
krajowej podania, w których domaga się, aby na
kierownika nowozałożonej szkoły wydziałowej we
Frysztacie zamianowany został tylko taki kompe-
tent, który biegle włada językiem polskim. Takie
same podania wniosła przed kilku dniami redakeya
„Giosu ludu śląskiego".
Wystawa przemysłowa i nowy „Sokół" w
Brzeżanach. Za inicyatywą krajowego Związku
przemysłowego we Lwowie odbędzie się w Brzeża¬
nach przeglądowa wystawa wyrobów przemysłu kra¬
jowego, z równoczesnem poświęceniem i otwarciem
nowej Sokolni. Czas trwania wystawy obejmuje
od 11 do 19 października b. r. Za komitet urzą¬
dzający wystawę i otwarcie Sokolni podpisani są:
dr Stanisław Scbitzel, poseł na Sejm, Kazimierz
Traczewski, poseł na Sejm I dr Albert Zauderer,
burmistrz Brzeżan.
Samobójstwo. Z Krynicy donoszą nam, że wczo¬
raj w tamtejszym parku zastrzelił się sekretarz na¬
miestnictwa, Witold Lassota. Powodem samobój¬
stwa miała być długa 1 nieuleczalna choroba.
Witold Lassota należał do zdolnych i pracowi¬
tych urzędników namiestnictwa. Znany był również
jako autor wielu poważnych rozpraw i monografij.
Początkowo bawił jako urzędnik w Dalmacyi, gdzie
oddawał się z zamiłowaniem studyom ekonomicznym
1 społecznym. Powróciwszy do kraju, pracował dłuż¬
szy czas nad historyą nowoczesnej socyologii i ogło¬
sił w tym kierunku kilka rozpraw, mających na¬
ukowe znaczenie. Wiele z nich, jak n, p. „O strej
kach rolnych w Galicyi", zdobyło sobie aktualno¬
ścią i jasnością poglądów uznanie w kołach nauko¬
wych. — Niesłychanie pracowity, zasilał fachowemi
monografiami i artykułami najpoważniejsze pisma,
jak „Prawnik", „Ekonomista", „Przegląd prawa i
administracyi" i „Przewodnik naukowy i literacki11.
Wyczerpująca praca umysłowa wywołała ciężką
chorobę oczu, która groziła mu kalectwem. I to
było zapewne przyczyną targnięcia się na życie.
ZnOWU pożary. W tych dniach wybuchł groźny
pożar w Dzikowie starym koło Cieszanowa, który
dzięki energicznej akcyi ratunkowej straży pożar¬
nych z Dzikowa nowego, Cewkowa i Ułazowa zni¬
szczył jedynie 3 zagrody włościańskie, łącznej war¬
tości 12.440 koron. Przyczyna pożara niewiadoma.
Przed paru dniami w Glinianach po godzinie 2
po południu wybuchł groźny pożar, który obrócił
w perzynę 38 gospodarstw włościańskich. Szkoda
wynosi około 85 980 koron i była ubezpieczoną za¬
ledwie na 37.020 koron.
W gmia'e Potoczyska, powiat Horodenka, zni¬
szczył w ty«h dniach pożar 28 domów mieszkał
nych wraz z 54 zabudowaniami gospodarskimi, war¬
tości 37.300 koron. Ze spalonych budynków tylko
8 domów było ubezpieczonych, na łączną kwotę
5224 koron.
Oaegdaj wybuchł w gminie Gruszka pod Tłu¬
maczem w szopie tamtejszego włościanina Michała
Szkrowyda pożar, który rozszerzywszy się na są¬
siednie budynki, zniszczył ogółem 19 zagród wło¬
ściańskich. Szkoda wynosi 44.720 koron.
W gminie Zazdrości, koło Trembowli, obrócił
w tyeh dniach poż*r w perzynę 5 zagród wło¬
ściańskich z tegoroczną kreseencyą. Ogólna szkoda
wynosi 11 tysięcy koron i była tylko w małej
bardzo części ubezpieczoną. Przyczyna pożaru nie¬
zbadana.
W okolicy Winnik zniszczył pożar w Gajach 12
zagród włościańskich, wyrządzając szkodę na 14 500
koron ubezpieczoną na 11.300 koron. Trzech po¬
gorzelców nie było ubezpieczonych. Powodem wy¬
buchu pożaru było bawienie się dzieci zapałkami.
Ze świata.
t S. p. Adam Badowski. Wczoraj o godz. 3
po południu, po długiej i ciężkiej chorobie, zmarł
w Warszawie wybitny artysta-malarz, Adam Ba¬
dowski. Urodzony 1857 roku w Warszawie, kształ¬
cił się pod kierunkiem Gersona, Kamińskiego, Cynka
i Leflera, i po sumiennych studya:h za granicą
osiadł w Warszawie, gdzie zasłynął jako znakomi¬
ty portrecista. Pracował nadto z pożytkiem i chlu¬
bą jako dyrektor rządowej szkoły rysunkowej i
kierownik własnej szkoły malarstwa.
Zamach Prusaków na poznańskie bractwo
kurkowe. Donosiliśmy już, że w celu rozbicia pol¬
skiej większości w poznańskiem bractwie kurko-
wem zgłosiło się z wyższego rozkazu na członków
bractwa 150 urzędników regencyjnych l policyj¬
nych. Liczba ta wzrosła jeszcze do 265. Zarząd
bractwa nie przyjął tych panów, wiedząe jak! jest
cel tej inwazyi, wskutek czego wnieśli oni zaża¬
lenie do władzy nadzorczej. Zwołane w tej spra¬
wie posiedzenie bractwa policya poznańska ro¬
związała. Nowy ten gwałt pruski ten dobry o-
siągnie skutek, że otrzeźwi także skłonnych do
ustępku ugodowców polskich w bractwie.
Kadet pruski. Sąd wojenny w Kllonli skazał
chorążego Hiissenera, który zabił jednorocznego
Hartmanna, na 2 lata i 7 dni twierdzy. Jest to
wyrok ostateczny, wydany przez trzecią instancyę,
od którego niema apelacyi, chyba łaska cesarska.
Konsulat argentyński w Warszawie. P. Józef
Białostocki, zamieszkały w Warszawie, otrzymał
pozwolenie na pełnienie obowiązków konsula argen¬
tyńskiego w Warszawie.
Zamordowanie urzędnika konsularnego. Z Mo¬
naco donoszą, że kanclerz tamtejszego wicekonsu-
latu włoskiego, Stella, który tymczasowo kierował
urzędem konsularnym, został w swojetn pomieszka¬
niu znaleziony ze sztyletem w sercu. Stslla pra¬
wdopodobnie został zamordowany.
Straszny błąd sprawiedliwości. Prasa włoska
donosi o straszliwej pomyłce sąda, która wyszła
na jaw dopiero obecnie po 80 latach. — W nocy
z d. 31 lipca na 1 sierpnia 1872 r. w miejsowo-
ści AHa na Sycylii nieznani złoczyńcy zamordowali
Rozalię di Marco i jej kuzyna, i zrabowali pienią¬
dze tudzież kosztowności. Sąd, na podstawie luźnych
pogłosek uwięził, jako sprawców tego morderstwa,
czterech braci Drago, a mianowicie: Wincentejo,
Antoniego, Rosolina i Augustyna. Piąty brat, Da¬
mian, znajdował się wówczas zagranicą. — Już
w śledztwie popełniły władze karygodne błędy,
które sąd ukoronował. W sierpniu 1874 po dwu¬
letnich rozprawach sąd wydał wreszcie wyrok, po¬
twierdzony później przez trybunał kasacyjny. Mocą
tego wyroku Wincenty, Augustyn i Rosolino zo¬
stali skazani na śmierć, Antoni na 10 lat eiężkich
robót, a dozorca ich gospodarstwa Salro na doży¬
wotnie więzienie. Dnia 24 sierpnia 1874 r. został
Augustyn Drago stracony. Ksiądz , który go spo¬
wiadał, oświadczył, że skazaniec jest niewinny. Gdy
ludność się o tem dowiedziała , zaczęła demonstro
wać przeciwko wyrokowi. Sąd nie śmiał wykonać
dalszych dwóch wyroków śmierci i karę tę zmienił
na dożywotuia więzienie. Damian Drago, powróciw¬
szy z zagranicy, starał się usilnie o rewizyę pro¬
cesu, ale umarł, nie doczekawszy się skutku swo¬
ich zabiegów. Wkrótce potem umarł w więzieniu
Antoni. Obecnie okazałe się niezbicie, że morder¬
stwa dokonał brygant z bandy Leonego, która była
postrachem okolicy Palerma. Władze wezwały ska¬
zanych niesprawiedliwie, ażeby wnieśli podania o
ułaskawienie, oni jednakże, całkiem słusznie, odmó¬
wili, żądając rewizyi procesu i zupełnej rehabilita-
cyi. Sąd z urzędu uwolnił ich * więzienia — ale
prasa domaga się energlczuie nowego procesu.
Balonem przez Alpy. Jak Wiadomo, przed kil¬
ku dniami odbył aeronauta Spelterinl z dwoma to¬
warzyszami podróż balonem przez Alpy. Opis tej
podróży pojawi się później, tymczasem podają dzien¬
niki szwajcarskie niektóre zajmujące daty. I tak,
największa wysokość, którą podpaś podróży osią¬
gnięto, wynosiła 5.300 metrów, a wysokość prze¬
ciętna 4.800 metrów. Najniższy stin termometru
wynosił 8° C. poniżej zera, średaia zaś szybkość
balonu 10 do 15 kilometrów na godzinę.
Zamach na listonosza. Listonosz Stefan Boda
w Budapeszcie udał się wczoraj rano do kamienicy
nr. 14 przy bulwarze cesarza Jósefa, ażeby wrę¬
czyć pakunek słuchaczowi prawa, Eageniussowi
Litschekowi, który mieszkał n wdowy Julii Stepaa.
Gdy listonosz wyszedł z pomieszkania, otrzymał na
schodach od jakiegoś młodego człowieka uderzenie
w głowę żelaznym hakiem, skutkiem czego padł na
ziemię. iSprawca zamachu zabrał listonoszowi 1000
koron z torby I umknął bez śladu.
Proces oficerów serbskich. Wczoraj zrana
rozpoczęła się rozprawa przeciw aresztowanym w Nl-
szu oficerom. Sądowi przewodniczy generał Łazz-
rewicz; tak on, jak i inni członkowie sąlu, nie
brali udziału w spisku na króla Aleksandra. Wy¬
rok zapadnie dziś.
Smaczna baranina. W Budapeszcie doByć sze¬
rokie warstwy ludności zachwycone były odkryciem
jatki, gdzie mięso baranie, świeże, najprzedniejszej
jakości sprzedawano po cenach nadzwyczaj niskich.
Równocześnie policya dzień po dulu zasypywaną
była doniesieniami o kradzieży dobrze karmionych
psów i kotów. Wreazcle udało się dojść do źródła.
Mianowicie niejaki Medek z dwoma robotnikami
łapał nocami psy 1 koty, bił je, a potem sprzeda¬
wał mięso do jednej jatki, która odsprzedawała je
publiczności, jako baraninę. Kiedy rewizya przy¬
szła do jego domu, znalazła tam zabitych kilkana¬
ście psów i kotów, oraz skóry z 60 psów 1 30
kotów.
		

/NDIGCZAS000047_1903_218_0003_1325780.djvu

			Piątek, 25 Września 1903.
Międzynarodowy kongres statystyczny obra¬
duje obecnie w Berlinie. Imieniem cesarza niemie¬
ckiego powitał nczestników kongresu minister spraw
wewnętrznych Hammerstein przemowami w języku
niemieekim i francuskim. Szereg naukowych wykła¬
dów rozpoczął profesor Leyasseur z Paryża odczy¬
tem o powierzchni i zaludnieniu ziemi.
Przez kłusownika postrzelony został poseł do
Sejmu węgierskiego, Stefan Radowszky, przywódea
partyi ludowej. Rana, którą odniósł w rękę, okaza¬
ła się tak ciężką, że lekarze musieli rękę odjąć.
Trucicielka. Prawdę powiedział Balzac, twier¬
dząc, że „wielcy zbrodniarze wyrastają na prowin¬
cyi". Oto w cichej mieścinie prowincyonalnej Saiat-
Clar we Francyi została uwięzioną niejaka Rachela
Galtie, oskarżona o otrucie męża i dwóch najbliż¬
szych krewnych. Rachela Dupont, córka rzeżnika
w miasteczku Cassencuil, wyszła za mąż za niższe¬
go urzędnika z Bordeanx, Galtie’ego, który został
później sędzią pokoju w Saint-Ciar, llczącem 1500
mieszkańców. Rachela w chwili ślubu liczyła 16
wiosen i żyła z mężem przykładnie przez 7 lat.
Nagle p. Galtie, który zawsze dożo jadał, zachoro¬
wał i po kilku dniach umarł. Było to w r. 1902.
Wdowa opłakiwała go należycie, w kilka zaś dni
po pogrzebie udała iię do agenta pewnego towa¬
rzystwa asekuracyjnego, zapytując, co się dzieje z
ubezpieczeniem jej męża. Agent odpowiedział, że
Galtie miał zamiar ubezpieczyć się na życie na
kwotę 50 000 franków, ale zamiar nie przyszedł
do skutku. Pani Galtii udała się na pewien czas
do Casseneuil, gdzie zamieszkała n swojej babki.
W testamencie babka zapisała pani Galtii 10.000
franków. Nagle babka owa nmarła, chorując zale¬
dwie kilka dni. Rachela Galtii podjęła spadek i
powróciła do Saint-Clar. Przed kilkunastu dniami
przybył do niej w odwiedziny brat jej, prowizor
aptekarski, Dupont, zachorował w domu siostry 1
umarł po kilku dniach. Rachela podjęła po nim su¬
mę 50.0§O fr., na którą nieboszczyk był ubezpie¬
czony. Teraz publiczność w Saint-Ciar zaczęła gło¬
śno podejrzywać Rachelę o truclcielstwo, zwłaszcza
gdy się dowiedziała, że na receptę weterynarza
brała arszenik w aptece rzekomo dla wytrucla
szczurów. Pewnego dnia na drzwiach jej domu
znalazła się karta z napisem: „Trucicielka**. Po
ekshumacyi zwłok stwierdzili lekarze w Ich wnę¬
trznościach obecność arszeniku i wtedy prokurato¬
rya kazała uwięzić Rachelę. Obok tego prokurato¬
rya obwinia ją o kradzież klejnotów na szkodę żo¬
ny pewnego oficera marynarki. Klejnoty te znale¬
ziono w jej mieszkaniu podczas rewizyi. Rachela
Galtii zachowała w więzieniu zupełną swobodę
umysłu.
Repertoar Teatru miejskiego.
W sobotę: „Krwawe gody**, tragedya w 5 aktach A.
Lindnera, przekład A. Urbańskiego.
W niedzielę: „Krwawe gody".
2 kaludarza. W piątek 25 września: Władysława
i O. i Kleofasa; w sobotę 26 września: Cypryana p. i
Justyny; w niedzielę 27 września: Kośmy i Damiana.
Wson6 404-—. Akoye BankTereinu 468 5^. Akoye
tiodeneredit 912 —. Akcye Galicyjskiego Banku hipote¬
cznego 629 50. akcye kolei państwowych 64160. Akoyfc
kolei południowej 79—. Akoye N. Tramwaye lit A.
—Akcye N. Tramwaye lit. B. —. Akoye ko¬
lei Elbethal 416' —. Akcye kolei Północnej 6400 Ak¬
oye kolei Czerniowleokiej 672 —. Akoye Alpiny 358 —.
akoye Kima Muranyi 441'—. Akoye Pragskiego Towa¬
rzystwa żelaznego 1644 —. Akoye fabryki broui 349'—.
Akoye tureckie tytoaiowe 547 —. Gal. karpaokie akeyj-
ne Towarzystwo naftowe 1<>'23. Obligacye węgierskie
indemuizacyjne 95 90. Renta majowa 99 66. Austryaok*
renta koronowa 99 80 Węgierska renia koronowa S0'65.
5# 1, Listy Towarzystwa kredytowego ziemskiego 98-40
4*/. Listy Banku krajowego 98 50	4‘/*°/» Listy Banko
krajowego 102'—. 4'/i Bank krajowy 102'—. 4% Listy
Banku hipotecznego «8-—.	4'/«"/» Listy Banka hipote¬
cznego 101*—. 6°/b Listy Bar ka hiyoteosnego 11176.
4% Galicyjskie obligacye proplnaayjns 99 40	4’/* Ga-
iioyjska pożyczka krajowa z reku 1893 98 85. 4*/, Po-
żyozka m. Lwowa ti6 90 Losy turecki* 117 60. Marki.
117 47. Buble 253—.
Usposobienie spokojne przy ustalonych kursach, tylko
kredyty słabo.
Cukier spokojny 22'—. Spirytus bez interesu 40’80.
Nafta niezmieniona.
Cennik Izby handlowe] i przemysłowej
w Krafcmwla
s 24 września 1903 e. godsic# 1 w goładaio.
Korony.
t, Wei«ty	płaoą
fesble papierowe	ŚŚ52 50 264 —
Starki niemieckie  	 i 17 — 117 (I
franki papierowe	 *4	80	93	3«
P-TOdziostofifankSwii w złocie • . .	19	—	1*	10
U, Listy uitawws:
67, Listy zastaw, prera, Banks hipot,	111	10	112	60
i1/,0/, LisSy zastawne Bsnku hipGtee*.	100	76	101	71
i®/	fc	.
i1/*/* Librty zastawne Bsukc krljow.	101	75	10*	71
t% ,	*	.	,	98	60	98	60
f/jŁisiys***-**1 .Tow.fcr«SL«iem.nieok.	98	—	—	—
1%	.	.	>	.	.	. 41-letnle	»	-	99	-
4*/, r *	»	*	»	« W-lrtnle	»8	-	99	—
Ili, Obllgaoyc I pstyszkl.
i•/, Galioyjzkle obligacye	propluacyjae	99	20	100	to
f/o Poiyozka	krajowa	s	r. 1693 , .	98	60	99	tO
4*/f	■ miasta Lwowa ....	85	25	9*	M
. . . .... 101 - 108 -
		

/NDIGCZAS000047_1903_218_0004_1325781.djvu

			Nr 218,
S O W A E F O B, M A
Piątek 85 Września 1903,
Panna
w średnim wieku o ła-
godnem usposobieniu po¬
szukuje posady do zarządu domu. R. C.
poste restante Kraków.	2389
Hurtowny Skład Papieru i Tektur
K. ANGELUSA
w Krakowie, ul. św. Marka 19
przyjmie dochodzącego
Praktykanta biurowego
2387 z wyrobionem pismem. i 3
Wielki wybór
Lamp i Nafty
poleca znana firma 2391 l o
JANA ERKERA
Kraków, Szewska Nr 3
Rozwóz nafty darmo.
C«L|i frontowy, eleg. umebl. dla je-
O dl Uli dnego lub dwóch panów za
raz dlo wynajęcia. Na żą
danie z utrzymaniem. Ul. Pańska 7,
parter.	2381	2	0
Nauka
języków: włoskiego, an
gielskiego i rosyjskiego.
Wszelkie tłoinaczenia. Kraków, ul.
Łazienna 5, I. p. korytarz na prawo.
2380 2 0
Intratna kamienica
II-piętrowa o dwóch frontach w śródmieściu
w Krakowie jest do sprzedania pod korzy-
stnemi warunkami. Pośrednictwo wykluczone.
Zgłoszenia listowne pod 2170 przyjmuje Ad-
ministracya „Nowej Reformy". 2170 10 10
L. 2799/3.
2376
Obwieszczenie.
Celem zabezpieczenia dostawy nafty
i oleju rzepakowego w roku 1904 ogła
sza się licytacya ofertowa.
Zapotrzebowanie roczne wynosi około
4000 klg. nafty i około 2000 klg. oleju
rzepakowego.
Oferty zapieczętowane i stemplem na
1 koronę opatrzone, należy wnosić naj¬
dalej do 10 października 1903 do c. k,
Dyrekcyi zakłada kary w Wiśniczu,
gdzie też poprzednio złożonem być win¬
no wadyum w kwocie 100 koron.
Ceny należy podawać z dostawą do
zakładu kary w Wiśniczu lab też loco
dworzec kolejowy w Bochni.
Wiśnicz, dnia 21 września 1903.
C. k. Dyrekcya zakładu kar. w Wiśniczu
SYROP PAGLIANO
środek do czyszczenia krwi
wyrabiany od roka 1838
przez Prof. Girol&mo Fagliano,
Florencya, via Pandolfini (Wiochy).
Skład wysyłkowy: Apteka. Brachetti,
9io 50 ioo Ala (Tyrol połud.)
Sr Pierze gęsie =S
tylko 60 ot.
a lepszy gatunku 70 ct. za pół kilo.
Pierze to jest szare, zupełnie nowe i
rękami darte, gotowe do nasypywania
pierzyn, poduszek i spodków. Próbę
w ilości 5 kilo wysyła za zaliczką po¬
cztową : J. Krasa, handel pierza
w Smichowie koło Pragi (680) Czechy.
Wymiana dozwolona. Upraszam o do¬
kładny adres.	2394
Na pluty! Na przysmak!
Dla kuchni, gospody i handlu polecam swe
aa najlepsze uznane
młode grzybki zaprawione
główki we winnym occie i w korzeniach czy¬
sto marynowane, w 5-kg. baryłkach 4 złr. o-
płatnie;
Rydze marynowane,
wyborny przysmak, same młode główki we win¬
nym occie, korzeniach i cebuli zaprawione, w
5-kg. baryłkach 4 złr. 50 ct. opłatnie;
Oatręinioe w onkrze zaprawione,
orzeźwiająca przekąska do tłustych potraw,
czyściutko przyrządzone w 5 kg. baryłkach za
3 złr. opłatnie;	2357	2	0
Grzyby suszone,
najpiękniejsze, wybierane, czyste, białe, dro¬
bne, prawie same młode główki: 1 kg. za 2-50
*łr., pośledniejsze za 2 złr. i 150 złr. — wy-
lyła za zaliczką, ręcząc za rzetelną obsługę
Józef Kostelecky ve Swatouchu
15, p. Svratka (Czechy).
FILIA
c. k. uprz. galic. akcyjnego
w Krakowie
kupuje i sprzedaje pod najkorzyst-
niejszemi warunkami wszelkie
papiery wartościowe,
wydaje
3ia°|0 i4°|0 Asygnaty kasowe
przyjmuje
wkładki na książeczki rach.
bieżąc., oprocentowując
4%,
przyjmuje depozyta wartościo¬
we do przechowania, udziela za¬
liczki na papiery wartościowe i
uskutecznia zlecenia na zakupno
lub sprzedaż efektów na giełdach
krajowych i zagranicznych.
takowe po
403 17 22
Księgarnia G. Gebethnera i Spółki w Krakowie
POLECA:
Birmy St. Błędne koło, dramat w 1 akcie. Kor. 1‘20.
— Poezye. Kor. 1'60.
— Przez miłość, dramat w 4 obrazach z prologiem. Kor. 1'80.
Chrzanowski Ign. Okruchy literackie. Kor. 2 60.
Treść: St. Konarski. — Smutek Gabryeli. — Kornel Ujejski. — Ideały
Asnyka. — Album Pani Kostrowickiej. — O pierwszej powieści
Sienkiewicza. — Na wyspie.
Ciemniewski Jan ks. dr. Poznanie i kształcenie charakteru. Kor. 4.
Gruszecki A. Zwycięzcy, powieść. Kor. 3.
Hertz Benedykt. Bajki. Kor. 2.
Kraushar Al. Towarzystwo królewskie przyjaciół nauk. 1800—1832. Mono¬
grafia historyczna. Księga III. Czasy królestwa kongresowego. Czterole-
cie drugie 1820—1824. Z ilustr. Kor. 7-50.
Laskowski K. Melodye. Kor. 2'60.
Matuszewicz-Gedroic Antonina. Biały demon. Nowele i Fantazye. Kor. 4.
Słowacki J. Genezis z ducha. Pierwsze wydaniu krytyczne z komentarzem
treści i formy, opracował W. Lutosławski. Część pierwsza. Kor. 3.
Stattlerowa Cecylia, Stattlerówna Helena, Klementyna i Marya. Poezye. K 3 30.
Żeromski St. Opowiadania. Wydanie trzecie. Kor. 3 20.
Do nabycia we wszystkich księgarniach. 2335 1 4
ineral.
Rządowo
#
uprawniona
tani
pod firmą
K. Rżąca i Chmurski w Krakowie
przy ul. św. Gertrudy pod Nr. 4,	2142	4 0
wyrabia pod kontrolą komisyi Przemysłowej Tow. Lek. Krak. polecone przez toż Tow.
'wody mineralne sztuczne
odpowiadające składem chemicznym wodom: BILIŃSKIEJ, GIESHUEBLERSKIEJ,
SELTERSKIEJ, VICHY, MABYENBADZKIEJ, HOMBURG, KISSINGEN, tudzież
specyalne lecznicze
jak: litową, bromową, jodową, żelazistą, kwaśną, oraz wody lecznicze normalne
z przepisu Prof. Jaworskiego.
Sprzedaż cząstkowa w aptekach i drogueryach. — Cenniki na żądanie franco.
W szkółce drzew owocowych
Zdzisława hr. Tarnowskiego w Dzikowie,
istniejącej od lat 40, a zostającej pod zarządem ogrodnika Jana Cybul¬
skiego, są do sprzedania w wielkiej ilości szczepy dlo zakła¬
dania sadów-, jakoto: jabłonie, gruszki, śliwki, wiśnie, czereśnie
i derenie, do naszego klimatu zastosowane, które okazały już najlepsze rezul¬
taty i wytrzymałość na wszelki.) zmiany powietrza. 2388 l 4
Cena sztuki od 2 do 4 lat	—	kor.	80	hal.
od 4 do 6 lat	1	kor.	—	hal.
Starsze, które już rodzą	2	kor.	—	hal.
Zamówienia przyjmuje Zarząd	Zamku w Dzikowie,	p. Tarnobrzeg.
Uprasza się o podanie dokładnego adresu. — Na żądanie cennik darmo i opłatnie.
Aptekanza
A. THIERR3BGO BALSAM
najlepszy dyetetyezny środek dcraowy
przeciw zboczeniom w trawieniu, osłabieniu, nudności, zgadze, rozdyma
niu i t. d., łagodzi kaszel, uśmierza kurcze, usuwa flegmę, przeczyszcza.
12 małych lub t> dużych słoików opłatnie wraz ze skrzynką 4 kor. —
Apteka pod „Aclołem-Stróźem“ A. Thierrego w Pregradzie
pod RohitBch-Sauerbrmm.
  Prawdziwy tylko ze znakiem ochronnym, jak obok. :■ ■
Zaleca się bardzo brat; ze sobą ten środek zawsze w podróż na wszelki
wypadek.	1448	17	20
Centralne ogrzewania i wentylacye
wszelkich systemów,
wodociągi i kanalizacje
klozety, łazienki, łaźnie, mechaniczne pralnie i suszarnie,
■■ ■ — = oświetlenie gazowe	—~
projektuje i wykonuje
Inź. Leonard Nitsch i Spółka
Biuro techniczne i Zakład instalacyjny
w. Krakowie, ul. Kolejowa 18, parter, Nr. telefonu 381.
Kosztorysy bezpłatnie. — Najlepsze referencye. 2126 7 50
;iix>oooo5o 13 o Marya Dumaire
w Krakowie, ul. św. Jana 26, II. p.
Inteligentna
wdowa w średnim
wieku, z odpowie¬
dniemu kwalifikacyami przyjmie miejsce
gospodyni u starszego pana. G. G. po¬
ste restante Krakóio. 23'4 3 3
LECZNICA
Dra A. Tarnawskiego
w Kosowie 19«6 16 20
za Kołomyją, stacya kolej. Zabłotów, we
wschodnio-południowych Karpatach,
otwarta do końca października b. r.
Leczenie fizykaino-dyetetyczne.
Pierwsza kraj. FaWa Kufrów
oraz wyrobów
RYM ARSKO-SIODL ARS KICH
I GALANTERYJNYCH
Lud w ika
E
przy ul ,r Szpitalnej 32
i ul. Floryauskiej 6 w Krakowie
poleca swoje wyroby, mianowicie:
Wielki wybór gotowych uprzęży nowyeh
i używ. różnego rodzaju, oraz wszelkich
przyborów do podróży.
Ma także na składzie powozy i wózki
na resorach nowe i używane.
Lando i kilka wolantów używanych.
Zamienia stare powoź/ na nowe
2075 za dopłatą wedle umowy. 14 o
Absolwent obecnie
liiem. w Bielsku,
słudhacz praw
w Krakowie, poszukuje posady nauczyciela do¬
mowego lub lekcyj języka niemieckiego. —
Emil Sznapka w Czechowicach, p. Dzie¬
dzice.	2305	3	31
nany w szerszych kołach PENSYO-
STAT P. Giżyckiej, Krupnicza
Nr 13, II p. na prawo, przyjmuje i
w t.ym roku panny uczęszczające do
zakładów naukowych, zapewniając im
troskliwą opiekę. Do 15go paździer¬
nika pokoje dla przejezdnych z komfor¬
tem urządzone. 2269 10 10
%
LOSY TURECKIE.
Główna wygrana obecnie
frk. 348.000, 174.000 netto,
Najmniejsza wygrana
franków 232 złotem.
Zanosi się na podwyższenie wygranych!
Sześć ciągnień rocznie. Najbliższe
0ŚĘT 1 października 1903. TSSIJ
Los na 31 rat miesięcznych po 4: ii O K.
Każdy los musi być wyciągnięty,
Natychmiastowe wyłączne prawo gry po
zapłaceniu pierwszej raty. Listy ciągnień
„Neuer Wiener Mercur" za darmo.
Kantor wymiany
Otto Spitz, Wiedeń,
2358 Siadł, Schottenring Nr. 26.	2	5
Rolnik
34 lat liczący, religii rzym.-kat., żonaty, wła¬
dający językiem polskim, ruskim i niemieckim,
obznajomiony najdokładniej tak z administra-
cyą jak i gospodarstwem rolnem; wzorowy ho¬
dowca bydła, trzody i koni, długoletni planta¬
tor buraków cukrowych, ziemniaków i chmielu,
znający się na gorzelnictwie i dokładnie na
hodowli ryb i na cegielni, wreszcie posiadający
znajomość prowadzenia rachunkowości gospo¬
darczej, poszukuje (z powodu wydzierżawienia
majątku) odpowiedniej posady, rządcy zaraz
lub od Nowego Eoku. Na żądanie prześle od¬
pis dwu świadectw i powoła się na opinię
swoich byłych P. T. służbodawców. Łaskawe
zgłoszenia: R. poste restante Kołaozyoe.
2375 2 3
Hennolina
roślinna tynktura na włosy.
Przywraca stopniowo kolor od
blond aż do najciemniejszych.
77 Niezwykle łatwy sposób użycia. —
Najlepsza, nieszkodliwa, wypróbowana.
POLECA	2279	5	5
Salon fryzyerski JE2.. WISKIDY, Kraków, Plac Maryacki.
Prospekty na żądanie. — Odprzedającym rabat.
8 R. DITMAR *
Kraków, Rynek główny L. 13,
POLECA	2306	2	0
Lampy wszelkiego rodzaju
Latarnie, lichtarze, pająki, kandelabry, stoliki, etażery, wazony, figury i wyroby
majolikowe.
Palniki ze siatka clo spirytusu
pod gwarancyą nigdy niedymiące; można zastosować do każdej lampy.
Piece naftowe bez rur i komina
niedymiące „Caloriphśre Ditmar“ do ogrzewania pokoi, przedpokoi, sionek, wychodków itp.
Piece gazowe w każdej wielkości.
Kuchnie naftowe i spirytusowe
szybko gotujące w różnych wielkościach.
Kuchnie gazowe
odpowiednie dla restauratorów i właścicieli pokoi do śniadań, (dla rychłego odgrze-
wania lab utrzymania potraw w jednej temperaturze).
KTćlft© nieekspiodują,cą salonową, oraz prawdziwą amerykańską.
WĘT W abonamencie, jak zwykle, taniej. “UKS
Od 5 litrów wzwyż z odstawą do domu.
Wysyłki nafty na prowincyę w beczkach, balonach szklanych lub cynkowych
uskuteczniam do każdej stacyi kolejowej we wtorki i piątki.
Pompki do wytoczenia wysyła się na żądanie. Ceny tanie!
Mam zaszczyt donieść Szanownej
lym sierpnia b. r. otworzyłem
P. T. Publiczności, iż z dniem
i ni im
w Krakowie przy nL Biskupiej 9,
tel. Np. 337.
Kto dba o swoje zdrowie i chce utrzymać zdrowy żołądek, niech
pije piwo otstrawskie królewskie oraz porter kuracyjny,
które^ sprzedaję na szklanki w mej Restauracyi przy ul. Flo-
ryańskiej pod L. 31, gdzie potrawy są przyrządzane jedynie na
świeżem maśle i w wielkim wyborze.
Dziękując za dotychczasowe względy, polecam się i nadal Szanownej
P. T. Publiczności i proszę o liczne odwiedziny.
Z poważaniem	Ji\	GWOŹdZiewiCZ.
Rozwóz piwa w beczkach i butelkach odbywa się ze składu przy
ul. Biskupiej L. 9, telefonu Nr. 3 3 7.	1941	n	12
  Największy Zakład pogrzebowy
Wolnego
Jedyny w Krakowie,
posiadający własną fabrykę trumien. — Wielki wybór trumien metalowych i z drzewa.
Główny skład przy ul. św. Tomasza 1. 4, tuż przy placu Szczepańskim, telefon
Nr. 331. — Filia przy ul. Kopernika 1. 6.
Zakład urządza pogrzeby od najskromniejszych do najwspanialszych ze znaną ścisłą
punktualnością, uchylając pozostałej rodzinie wszelkie trudy.
Zakład podejmuje się przewozu i sprowadzania zwłok ze wszystkich krajów Europy.
Ceny możliwie najniższe, na żądanie spłata ratami miesięcznie. 2138 35
Winogrona stołowe la
5 klg. opłatnie z opakowaniem pocztą 3'— K
y5 klg. „	^	„	koleją	12-— K
wysyła Dobrzański et liodha, Oriorac
Slayonia.	2348	4	8
Su.teJ elst
młodszy, ubeznany dobrze z bufetem,
potrzebny 2347 5 5
Musiałowicz & Janik, Lwów.
!' M IfllJP M z'mowe stołowe naj-
WUDILlIStA lepsze w rozmaitych
gatunkach 100 kg. netto opłatnie ko¬
leją 32 kor., GRUSZKI 40 kor. —
wysyła natych za zaliczką 2361 2 2
Sllberbusch, Zaleszczyki.
SKŁAD NAFTY
WOJCIECHA BIEDRONIA
przy ul. Zwierzynieckiej l. 22
poleca najlepszą
CESARSKA NIEZAPALN4 NAFTĘ
z rafineryi A. hr. Skrzyńskiego w Libuszy
po cenach najniższych.
Również przyjmuje abonament — jak
zwykle — taniej. 2200 7 8
Towarzystw o wzajeamej pomocy 0. U. J.
(Collegium novum) poleca zdolnych a-
kademików na guwernerów, korepety¬
torów i mundantów w miejscu i na
prowincyę. 2020 7 o
Poszukuję pracy!
Posiadając rutynę handlową, biegłość
w prowadzeniu ksiąg i korespondencyi,
wogóle w czynnościach kancelaryjnych
każdej gałęzi handlu i przemysłu, po¬
szukuję jakiegokolwiek zajęcia czy to
jako: lachmistrz, magazynier, kontrolor
lub manipuląnt. biurowy i t. p. Wyma¬
gania skromne, polecenie chlubne. —
Zgłoszenia: „Uczciwa praca11 poste re¬
stante Kraków. 232fi 2 3
rachunkowości państwowej i buchal-
teryi, pod kierunkiem rutynowanego c. k.
urzędnika rachunkowego, przeniesiony
z ulicy Basztowej
.8.
Nauka zwięzła, pewna w kursach zbioro¬
wych i pojedynczo. — Dla Pań osobne godzi¬
ny. —■ Dla zamiejscowych odrębny system nauki
Warunki bardzo przystępne, dla niezamożnych
bezpłatnie.	1584	27	30
Ustrzeżenie!
—©—
Publiczność poczuwająca się do
popierania przemysłu rodzimego —
żąda w sklepach kopert i papierów
listowych wyrobu nowo założonej
fabryki S. W. Niemojowskiego
ze Lwowa. Niektórzy kupcy, zwła¬
szcza prowincyonalni, którzy z po¬
wodów dla mnie niezrozumiałych,
wzbraniają się Utrzymywać na skła¬
dzie moje wyroby, pozamawiali u
swoich dostawców papiery listowe
z napisem: „Wyrób krajowy14 i Pu¬
bliczności żądającej wyrobów krajo¬
wych , sprzedają jako takie, wpro¬
wadzając ją w błąd, a wyrządzając
przemysłowi rodzimemu i mnie wiel¬
ką krzywdę.
Oświadczam więc , że w kraju
istnieje tylko jedna fabryka kopert
i papierów listowych pod firmą: S.
W. N i e m o j o w s k i, że wszystkie
wyroby moje zaopatrzone są wyżej
odbitym znakiem ochronnym; wszel¬
kie więc wyroby’ papierowe bez po¬
wyższego znaku, a tylko z napisem
„Wyrób krajowy14, nie są w kraju
wyrabiane, a ci, którzy je jako
wyroby krajowe sprzedają, popeł¬
niają nadużycie, które Publiczność
powinna napiętnować.
Gdyby powyższe ogłoszenie nie
położyło kresu dalszym nadużyciom,
zmuszony będę ogłosić z imienia i
nazwiska tych kupców, którzy je
uprawiają.	1324 25 o
S. W. Niemojowski,
pierwsza w kraju fabryka
wyrobów z papieru.
Z Drukami Literackiej (przedtem pod firmą Nowa Drukarnia Jagiellońska 'i
NA SEZON LETNI NAPÓJ CHŁO¬
DZĄCY BEZALKOHOLOWY
wie, ul. Jagiellońska 10.
poleca
Rządca Drukami L. K. Górski.
SKŁAD APTECZMY
HAKMELICKAl 15.