/DIGCZAS001052_1924_002_0001.djvu

			' l ' ., 1- I -: ') 

- 
j .') 
., 1....." .J!-- 


NOWEJ 


SZTUKI 


Nr. 


2 l . ,;",'ł'-': 
. ':"..,'."".:, 
, ," 
 - . . 
i..:...... ,.: 
r-. i .; 
-< 


." r ..! r{.
'){"/< r :/t.,J

 
_ l 
,n/l.... 
,.;. -( k'ił%.. 
I 


. LITERATURA. 


St. Brucz 
Sto K. Gacki 
A. Wuyt 
A. Stern 
T. Peiper 
A. Wat. 


TEATR. 


KINO. 


St. I. Witkiewicz 


Leon Trystan 


'.. . 
jt';;ę- 


r;. .
.! _ 


KRYTYKA LITERACKA. 


A.Stern 
St. K. Gacki 
S1. Brocz 


P L A S T Y K A.. 
NOWE KSIĄŻKI. 
NA MARGINESIE. 

.. .
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0003.djvu

			ALMAN ACH'\'
 
. '. 


NOWEJ SZTUKI 


24 


POD REDAKCJĄ 


STEFANA KORDJANA GACKIEGO 


CZASOPISMO ARTYSTYCZNE (6 TOMÓW ROCZNIE). 


t 
\ 
t, 


t 


Stanisław Brocz 
St. K. Gacki 


Adam Ważyk 
Anatol Stern 


Aleksander Wat 
Tadeusz Peiper 
Anatol Stern 


St. Ig. Witkiewicz 
St. K. Gacki 
Stanisław Brucz 
Leon T rystan 


TOM II Gl 


Trotuary. 
Anarchista 
(opowieść det
ktywna). 
Boruta. Morze. 
K
biety wyśnione. 
Wypadek. My na wai. 
Prima Aprilia. (n owe la) 
A. ' 
O poetach Nowej Sztuki 
(Iiat). 
Odpowiedż. 
Refleksje Literackie. 
Zarys nowej poe tyki. 
Rytmizacja ruchu w kinie. 


NOWE KSlĄlKI: A, Ziemia na lewo, Przemiany. 
PLASTYKA Blok, ftfechano-Falrlora. NA MARGINESIE. 


Skład Glowny: "OGNIWO" Sienkiewicza 6. 
Adres Redakci: ST. GACKI Marszałkowska 60.
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0004.djvu

			:
 
:
. ;;
:': )"\
' 
,"', . St.-.ła
BruC%. Słowo 
ł 2 ¥ ,St.
 Cacli. e:l
i 
Aleksander Wat. Miljard Kilowatów 
Oli; Przemiany i t. d.' 
Mieczysław Braun. Oda do Wolności 
Ptaki wojny 
Stani.ław. Brucz. Spirale (fagmnent noweli) 
Anatol Stem. Kraj 
Li.t do Anatola Sterna. 


TOM III 


:J 
J 


POŚWiĘCONY 


NOWEJ 
SZTUCE 
FRANCUSKIEJ 


UKAŻE SIĘ 
W PIERWSZEJ POŁOWIE LIPCA B. R. 


NAKŁADEM 
F 24 A L M A N A C H U N O W E J S Z T U KI 


UKAŻĄ SIĘ WKRÓTCE 


Stanisława Brucza 


;. . -; 
'._ł ' wJ' 


Anatola Sterna 


Anielski Cham 


Bitwa 


-,.
-'''' 


Stefana K. Gackiego 


Anarchista. !. 
I 
 
. ., 
opowieść detektywna 
 r _.
- 
Estetyka Kina "fili 
i t. d. 
 . 
.... 


j 
j 
j 
"j 


Leona Trystana 


PRENUMERA TĘ półroczną w sumIe 6 Złp. 


przyjmują: Warszawa "OGNIWO'" Sienkiewicza 6 . 


P. K. O. conto Nr. 440 "OGNIWO" (Almanach). 


A.k N 1)/':'.; l /
'i/ 
Co n. 0/ I 
A. 
R Ę K O P I S Y DO III TOMU ALMANACHU 


NADSYŁAĆ NALEŻY DO DN. 25.GO CZERWCA b. r. POD ADREsEM REDAKCJI.
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0005.djvu

			:"'; ! 
 
'";""4 


ROTUARY. STANISŁAW BRUCZ. 


"
 


. 


l. 
Sczerniałe pól ikony i ekrany pustyń 
Po Was i po Londynach nie będę się tułał 
Dzisiaj ból swój mojemi spieczonemi usty 
Wyśpiewa szarobluzy warszawski trotuar 
Próżno staram się widzieć miast ulicy parów 
To nie rosa na płytach - szpary sączą krew 
Mknące między murami ptaki miejskich gwarów 
Głuszą trzepotem skrzydeł z pod nóg płynący śpiew 
śpiew trotuarów 
Bolą nas w brzuchu graniaste wozów ładownych zgiełki 
Mrozów stalowe pręty walą w zakrętu skroń 
Kłują nam piersi i biodra butów wędrowne igiełki 
Często uderza kopytem deszcz - pląsający koń 
Latem zdzierają nam skórę rwą płyt granitowe zęby 
Z ciał obnażonych brunatnych trawa zielona nie tryska 
Biedny dobry trotuar - kto mu przewierca głębie 
Ni
dy nie powie przechodzeń co krew nam krokami wyciska 


. \ 
'. I,. 


Leżymy bezwładnie i szaro nakłuci gwoździami latarń 
Rozpięci na krzyżach ulic nogi złożywszy na krzyż 
Nie chcemy, byćj świętym brukiem krucjacie ludzkich kołatań 
Wstajemy wstajemy wstajemy szpalerem rosnącym wzwyż 



, .\ 
'I 


2. 
Rosną. Szarpią chmur żagle. Z niebem chcą się zmierzyć 
Powietrze pełne spiżu jest rubin i onyks 
Kanty krzyków kamiennych kołami drążonych 
Drą na strzępy łachmany wyświechtanych przeżyć 
Skrzypcom domó,w się ostro wydłużają gryfy 
Przerósł je łamiąc lazur dzwonny -szturm chodników 
Kowal reżyser buntu ogromny jak Griffith 
Młotem mosiężnej pięści dni kowadło wykuł 
Wy cościę powtarzali piękny ból człowieczy 
Deptali gwiazdami brukowany trakt 
Czemuście nam kazali uciekać od rzeczy 
Stojąc przed drzwiami kramu i spiewając tak 


t
... ; 


ił 
I 


I 


'- 


" 
 '::

 
.. ....... 
. 
.; ("- - 

 L -"
" 
:: .

"."
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0006.djvu

			o gdybyż trotuary były białą kartą 
Nogi wszystkich przechodniów wiecznemi plO rami 
Nikt nie zdołałby spisać co to iednak warte 
Ujrzeć oblicze boga pomiędzy chmurami 
To co dla was jest kartą dla mnie żywem ciałem 
Oblicze boga widzę w żyłowaniu płyt 
Z odłamków trotuaru żywcem go wyrwałem 
By zatopić weń chciwe i radosne kły 


Patrzcie! spiewając krzykiem przechodę na jezdnię 
I nozdrza mi rozpiera zapach kreozotu 
Idę przed siebie twardo niemarzący gwiezdnie 
Z rzeczywistości mi się słów wytopi złoto. 


I 
ANARCHISTA. STEFAN KORDJAN GACKI. 


(cz
ść 1 i 2 opowieści dedekt:ywnej). 


I. 
Czy na rożnie ziemi, czy w eterze nieba 
wszędzie nas -obarcza, które twarzą w twarz 
wisi - słońce w przestwór wdrążone, jak maszt. 
Dzisiaj poprostu trzeba 
rozwalić tę głuchą maszynę: 
pojedynek jest śmieszną rzeczą 
odkąd mechanik F. postawił gilotynę. 
Linę zWiążemy z liną i krwawą obręczą 
słońce ściągniemy na ziemię zaciśniętą pętlą. 
Skrzypi tor. Chmury, jak ładowny muł 
pod olbrzymim ciężarem brzuchy zWiesiły na dół. 
Gdzieś nad niemi warczy propeller. 
Słońce z chmury spadnie kropelką. 
Na wysokiej deszczem zlanej trybunie 
panie z zapartym tchem za parapet zwisały wytarty - 
panoWie przez lornetki obliczali gdzie runie - 
paryski rzeźnik krzyczal: gdy umierał Ludwik XV!... 


ł 


, 


.. 


"'. 
. - " 


".
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0007.djvu

			. 


Nie skończył. Nawprost aparatu. 
przecinając niebieskie olbrzymy 
(rzeźnik krzyczał: ach zluzujcie mnie od tej maszyny!) 
VJ pełnym galopie cwałował buhaj nieba 
rycząc: Słańce ta blaga! - 
trzymam _ py.ku bombę *wiata akumulator. o' 
Z niebotycznej centrali. którą W zębach noszę 
tysiąc misternych drucików 
przelatuje i wiąże spiralne kondygnacje - 
przy pomocy najprostrzych truców 
.łączy węzłowe. oszklone stacje 
od bieguna do Pacyfiku 
od dołu aż do zenitu. 


1\ 


. 


. 


Wierzajcie: . to jest najlepszy ze światów. 
.odemknięty naroścież. jak drzwi poematu 
trzymany w równowadze mego nosa trąbą 
chociaż cal, nazewnątrz je.t nabitą bombą! 


... 


2. 


1 
ł 


Kawałek nosa to przecież błahostka. 
paniom z trybun odpadały. - głowy! 
gdy buhaj, ten czarowny rumak wyścigoVJy 
:skoczył i po torze pomknął, jak grzechotka. 
Domy, podcięte brzytwą 
frunęły - 
-ulicami Paryza od samego Tuileries 
rozpoczęła się ta szalona gonitwa. 
Fruwały kapelusze, krynoliny dam, 
nawet parasol mera. wieżyczki Notre Dame, 
biskup w tonsurze. 
wyglądając z hotelu pod "Gwiazdą.... 
niezmordowany jazdą: 
krzyczał: "Godd dam! 
"Za miljon dolarów każdy śWięty 
może oglądać gołe - bez" pończoch - buhaja pięty!" 


.
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0008.djvu

			500.000.000 metrów na sekundę 
to jest bieg szalony. 
Einstein mówi - szybkość nieskończona 
- ale jest w Paryżu Rotunda 
poprostu mała kawiarnia, 
tam. za stolikiem Erenburga 
siądziesz, buhaju, i napiszesz: "Dumie - 
jutro będzie pogoda". 
Biedny Czyżewski! Obstąpią go tłumnie 
ł każą, po polsku pisane, czytać - słowa boga! 
Patrzcie! cały Paryż spieszy: 
biskup w tonsurze, 
mer z parasolem na chmurze, 
panie z trybun 
i paryski rzeźnik - 
wszyscy słuchają gigantycznej depeszy, 
którą czarnem na - blacie Rotundy 
wypisał buhaj, jak tajemne rundy. 
Gdy skończyli, ktoś rzekł: jak cicho 
i nagle cały Paryż wrzasnął bardzo głośno: 
trzymajcie djabła! siadu na wehikuł! . 
w ogromnym tumulcie 
chciano zagrodzić drogę 
temu, który na dorożce w klęśniętej jak gąbka 
mówił: 
..tro*niel mam w kieazeni bomb.! 


1 



 


i w tej sekundzie kończy si
 cz
ść druga. 


d. c. n. 


. . 


- 


- 


- 


- I \ .
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0009.djvu

			'
 
BORUT A. 
I 


ADAM WAlYK. 


Tęcze wieczorne. Lampy nad miastem, 
jak owal śWiętych głów w aureoli. 
Glob laWiruje. Niebo kraciaste 
od strun W sto łun rzępoli. 
Drzemią W 'pieleszach trąby cherubinów. 
Zakwitnij gestem. Płoń. Zaklęcie wymów: 
Widzę na ja
ie, oglądam w snach 
przestrzeń zgniecioną, jak srebro blach. 
Twe noce przechadzki - o hejże swobodą!- 
oglądam, jak kret zaczajony, Boruto: 
We dnie leżysz spity jak kłf)da, 
a nocą karmisz się cierpką butą. 
Hejże swoboda! - Mieszkają na przyrzeczu 
ludzie, co -Śpią całe życie; 
do snów nie kołysze ich wieczór, 
ani się budzą o świcie. 
Boże na niebie, - tyś ich nie przeczuł, 
gwiazdno polarna, - nie płoniesz wich duszach; 
mieszkają, . 
śpiąc, 
na przyrzeczu; 

adają, 
śniąc, 
do Syrjusza. 
Wędrowne skrzynie. 
Tabliczki domostw. 
Wzejdzie i minie 
z djamentów pomost. 
Łażą tu wilki. 
Łają po żydzie. 
Nocą włóczykij 
Boruta - idzie! 



 


..
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0010.djvu

			w juchtowych butach jedzie Boruta 


jak gil na czapie trzepoce kita 


zsiadł z kaprawego koguta 


sto gWia
d sto dZwonów go wita 
Lament tobie śpiewam, żałosny wagabundo; 
masz omen pechowca i sławę pyszałka, 
pobił cię Pan Bóg w zdradzieckich rundach, 
teraz gorzałkę sączysz z antałka; 
zapijasz pałkę, smętny desperat, 
płacząc po locie wprzężonym w kierat; 
przesypiasz dzionek, wstajesz; i wieczór... 
wieszasz u boku pochwę po mieczu. 
Masz kaptur opryszka, masz wąsy sumiaste, 
płyniesz w mgle świateł w weneckiej gondoli. 
Tęcze wieczorne, lampy nad miastem. 
Owale łświętych głów w aureoli. 
W gondoli w mgle świateł płynies
 po wodzie. 
Blaszane okręty szybują w gospodzie. 
Płacze papuga, paw w krasie piór. 
Szumi ci węgrzyn i straszy cię kur. 
Gdy 
Wit zwęza oczy omdlałym kobietom, 
jak kot szalejesz, .bezdomny planeto, 
śnie w półksiężycu, śnie w średniowieczu... 
Witam cię ja, który śnię na przyrzeczu, 
człowiek szkarłatny, gorzki kronikarz, 
który nie umie spoglądać na wschód. 
Przede mną kryjesz się i zamykasz 



-
 


. 


.. 


M
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0011.djvu

			' f -"""X"" 
- .,'/"J;' 

 t': :__" "."'1 
, ;ł':".'" 
, . 


t" I 



rota swego _serca, serce mocnych wrót. 
Swidrami oczu drogę ci wiercę,' 
przed nami przestrzeń miłośnie klęka. 
Jak strasznie to beli... że nikt foię nie lęka 
twych kroków tętniących jak serce. 
Serce północy dygoce i kwili. 
Przestrzeń zgnieciona jak srebro blach. 
Wzrok w niej się łamie, jak w toni dziryt, 
wiedną w niej gesty i słowa, jak w snach. 
Serce północy trzepoce i kwili. 
Nów się rozszczepił; śr-ł dusznych płacht, 
śród umbr cuchnących - cudnie pachnie Lilit 
Schnie juź boruto, krew cherubinów, . 
gaśnie w agonji tęcz rubinów; 
. w skrzyniach ukryci gadają z Syriuszem. 
Wyjdź w noc. Do bram bij. Mierz w Ślepia szyb. 
Wznoś się na grzymsy, na blanki, wykusze, 
dżwigaj się, piętrz się, jak gigant - grzyb, 
weklnij się w okrąg, kwieć glorją rąk, 
niech na zatrntą kartę mych ksiąg 
w noc spadnie gwiazda, półksiężyc i gryf. 


- ," --'.ji 
.':'i"Z:
 
, .. .,
} 
:, . \. .., 
 
I "'::'
 


MORZE. ADAM W AlYK. 


f: 

. 
.
 


Porty są wszędzie. 
Porty są nawet w Warszawie. 
Co dzień, czekając na tramwaj, 
oglądam jacht na wystawie. 
A jutro, lub pojutrze, będzie 
Atlantyk i siny A wiatyk. 
Dołem, czy górą, w ogromnym pędzie, 
jak oczy - poniesie mnie statek. 
Kto mówi, że w 12 lat po katastrofie 
nie można je.chać Tytanikiern?' 
Co wieczór, co noc odpływamy, 
nie potegnawszy się z nikim - 
i kiedy piszę te słowa, pie
zy raz po długiej chorobie, 
morze nie dzieli nas, nie wierz. Jestem przy tobie. 


, .. 
. 
:. :,
.
?t ...
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0012.djvu

			KOBIETY WYŚNIONE. ANATOL STERN. 
MA TISSE'OWI. 1 


nic mi nie mówi różowa wenus boticzela 
wychylająca się z okrągłej .oceanu konwi! 
drwię sobie gdy się przed nią z zachwytu spopiela 
stado płaskich kobiet - bełkocących chorągwi 
rafaelów piękności leonardów rozettich 
to wątłe dziewczę którego - chłopcze - łaski błagasz- 
innych żądam rozmiarów ciał! barw innych nie tych! 
Widząc wasze się pienię. pięknej ziemi tragarz! 
obce mi są te wspaniałości! gorące jak lato 
skóry kobiet drażniące renglod aksamitem 
gdzieindziej Widzę wenerę! bezczelnie brzuchatą 
dziewkę co swym sierpem walczy z szumnem żytem 
ta pani o ciemnych oczach słodkich jak daktyle 
nie ta obłoczna jest panią mojej dzikiej feerji 
ach zpośród tych wszystkich zpośód kobiet tylu 
tyś jedna mnie zwyciężyła kobieto galerji! 
nie te sobie ciała o wątłej linji chwalę 
których najlżejszą ręką się kreśli powaby! 
ja wielbię formy .niezgrabne i ciężkie owale 
i śpiewam tęgobiodre i ogromne baby!! 
próżno szukać ich w galerjach w spiżarniach obrazów! 
znajduje ciężkie bóstwa co mi się objawiły 
w kubach knajp rozszalałe przy miażdżeniu zrazów!! 
przy rzekach kiedy piorąc wypinają tyły! 
o wtedy je poznaję i usta słowem mi wzbierają! 
wzrokiem tyłów fantastycznych grę upartą chłonę 
Widzę przypływa i odpływa pełne piersi jajo 
I i wrastają W piach nogi walce sztywne i czerwone 
Widzę przecież monotonne muskułów pochody 
kiedy tłuką kijankami ramiona wspaniałe 
i Widzę jak zgrzane praczki nie wychodząc z wody 
rodzą bez przerwy piszczące niezliczone małe! 



 


3£
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0013.djvu

			tak! trysnęła gwiazd pędami gleba światów tłus.ta 
wszystko wkrąg płodzi i wszystko jest zapłodnione! 
ocean ziemi między kobiet kolanami chlusta 
i zapładnia bez końca ciał nabrzmiałą żonę! 
znów znów nowy adam błądzę. w raju na nowo" 
pod stopami mi się ziemi tysiączne piersi trzęsą 
słoneczna góra się kołysze Wisząc nad mą głową- 
Widzę własną duszę - obnażone dzikie krwawe mięso!! 
1920. 


Wyp ADEK. ANATOL STERN. 


szły z kościoła tłumnie moje sztywne ciotki 
niosąc na czarnych swych szyjach kolorowe sznury 
kiedy zrzuciwszy z siebie wreszcie ciężar słodki 
i tłukąc silnie piętami wzniosłt:m się do góry 
jakże Się' na swych miejscach ludzie zakręcili dziwnie 
i jakże ktoś za sznur mój targał ogromnie przejęty 
kiedy czując miast łba na plecach upojoną dynię 
odrzuciłem precz od siebie nudny balast - pięty! 
. , 


. i dzwoniąc językiem czułem stróż niknących szaletów 
jak się rozsadzam z radości i jak warjuję wprost z tego 
że rzucam już' metafizykę przyjaciół osłów - poetów 
lecąc prosto w śmietanę słońca - słońca rozpryskanego!! 


MY NA WSI. ANATOL STERN. 


o siano żaru na którem usta 
podamy sobie piersi i ciała! 
patelnio pola dzwoniąca i pusta 
na której będziesz z sykiem topniała! 
potem brzemienność kwietna i słońce 
schylone nad pieluszkami mokremi 
gdy gwiazdom szczekaniem nas witającym 
odpowiadają psy wszystkie Z' okrąglej ziemi. . 


o 


37 


,
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0014.djvu

			PRIMA APRILIS. ALEKSANDER'WAT. 
.1 
I 


Piotr Mareau spędzał godziny poobiednie w fotelu, rozmyślając 
o wyższości porządku i systemu nad anarchją, ndd humorem nad wszelkie- 
mi duchami rewolty. 
I 
Nie były to próżne mędrkowania, pozbawione treści istotnej - nie! 
życie cale, długie życie Piotra było najlepszem tych rozmyślań potwier- 
dzeniem, nieustanną demonstracją. wspaniałą apoteozą! 
. Długie życie Piotra Mareau, wszystkie jego dnie, jednakowe i syste- 
matyczne obdarzały go błogą świadomoś,cią porządku, świadomością 
dokladnie wykonanego planu, wobec której cóż znaczą niedole starości, 
znużenie i wszelka niemoc zużytego ciała! 
Wszystkie jego dnie! - tylko... jeden jedyny, inny, niepojęty, wy- 
łamywał się z karnego . szeregu, przepełniając go dreszczem tajemnicy 
i niepokoju
 Przybliżał się teraz w pamięci jak na filmie, rosnąc, wyra- 
stając ponad miarę, grożąc zasłonięciem, unicestwieniem misternego po.;. 
rządku całego długiego życia. . 
31 marca 1921 roku (minęło od tego czasu kilkadziesiąt lat, . lecz 
Piotr pamiętał ten dzień dokładnie), bibljotekarz Piotr Mareau wracał 
o zwykłej godzinie z zajęć do domu. Lecz wbrew wieloletniemu zwy- 
czajowi zatrzymał się po drodze i usiadł na ławce na skwerze. To pierw- 
sze wykroczenie przeciw Regularnemu Planowi dnia było niewątpliwie 
początkiem wykolejenia, niezwykłej i dziwnej katastrofy, która później 
nastąpiła. 
Piotr dokonał tego uchybienia prawdopodobnie pod nieświadomym 
wpływem wiosny, pierwszego dnia wiosny, który wdarł się do Paryża, 
zrywając chudą sko
tniałość zimy i niedostatków powojennych. To miasto, 
pamiętające jeszcze dobrze dnie, kiedy było strasznym szrapnelem zni- 
szczenia, pryskającym odłamkami miljonów ludzkich na fronty, teraz 
przemieniło się w musujący, w szumiący szrapnel radości. Zdawało się, 
że za chwilę rozsadzi to wesołe przygodne towarzystwo rzeczy żywych 
i nieżywych, rozerwane radośnie na części, że wyśle je na szyję niebu, 
kolorkowemu, głupio wyłupionemu, podobnemu do młodego junkra. 
Lecz zapadał zmierzch, i niebo coraz bardziej błękitniało, lśniąc od 
stalowych błysków, które z dziwnym czarem przeszywały łagodność, 
uroczystą słodycz aury. Ulica spływała w mrok, podobna do przepięknej, 
skąpanej w drzącym światłocieniu akwaforty. Aeoroplany turkotały nad 
głową jak anioły, unosząc się w górę znakiem krzyża.. Nad nimi - ró- 
żowe Jilje obłoczków i pełne czerwone serce nieba, usuwające się w cień, 
jakby znużone miłością. Pod nimi - sennie szumiące tramwaje, i kolo- 
rowe procesje aut i powozów. Ale nadewszystko był to zapach, zapach 
Primawery, który wzruszał do głębi, i świergot orkiestry ptaków, obwie- 
szających jak brodawki sędziWą starość drzewa, jeszcze czarnego od zimy. 
I już w tym sennym wolnym ruchu nieba, powozów i światła, w tych 
nieruchomych masywnych ciałach kamieni, nieba, asfaltu przewalała się, 


38
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0015.djvu

			dźwigała się. pęczniała, parła, tarła się, dzieliła się, rozlewała. nabuchała 
radosna. wrzeszcząca, roześmiana, kolorowa, tysiącgłowa, tysiącręka, t y- 
siącnoga masa. 
Tymczasem Piotr przestał istnieć jako dotychczasowy Piotr Mareau J . 
uczony bibljotekarz. Zdarta. została powłoka tępej mechanicznej powagi_ 
zerwane transmisje przyzwyczajenia, które zapędzały go bez reszty 
W maszyn.ie Planu Dnia; zginęły i rozWiały się regularność, porządek_ 
akuratność, system, obowiązkowość, dokładność świetnie funkcjonującego 
zegarka. To, co zostało, to było: niesformowane żywe serce wzru- 
szeń, percepcji i wrażeń, kWitnąca lawa, żywa zasada samego kwitnienia, 
. zapachu, kształtu, koloru, światłocienia, ruchu i radości ulicy. 
Wszystko jedno który z mnogich komicznych epizodów. rozdawa- 
nych nam tak szczodrze przez filmową taśmę ulicy, szczególnie paryskiej 
wiosną, stał się formą dla jego rodzącej się nowej świadomości, ukształ- 
tował płynną i już krzepnącą wrażliwość; który z tych śmiesznych wy- 
padków i zjawisk, która z tych pociesznych sytuacji, mimowolnych cha- 
pliniad, jakiemi potrafi się bawić nieustannie oko wyrafinowane i kształ- 
cone, zapadły w jego Świadomość, aż tak istotnie, że stała się wyłącznie 
świadomością komizmu. . 
Dość_ że Piotr dotychczas absolutnie pozbawiony poczucia humoru, 
najzupełniej nie znający śmiechu, teraz w nagłej przemianie zobaczył 
otaczający go -świat jako skłębiony, rozrastający się organizm komizmu: 
Stał się prawdziwym śmiechotryskiem; gejzerem śmiechu, pokryty 
ruchomą, falistą jego . muskulaturą. Nie trzeba mu było specjalnych sy- 
. tuacji komicznych, każda sytuacja, każdy szczegół, każdy fragment wi- 
dzialny był już źródłem humoru. Kamienie, przedmioty, ludzie, w splocie 
ich statytyki i ruchu. W szechw:adne prawo jego rządziło teraz wszystkiem. 
"Komizm to wtargnięcie wyobrażeń form życiowych wyższych w formy 
niższe, tak jak tragizm jest fenomenem odwrotnym. To duch opiekuńczy 
rasy ludzkiej, zasada kultury, kiełkowania wzwyż, pędu ku coraz dosko- 
nalszym formom. W tern ujęciu, np. stają się zrozumiałe pozornie 
sprzeczne tendencje współczesnej literatury: humor i dążenie do rel
gji. 
Bowiem czem ma być współczesna relis;!ja, jeśli nie uzasadnieniem dążenia 
do wyższych form, uzasadnieniem, którego nic innego dać nie potrafi: 
W tern świetle humor staje się metodą, treścią religijności, a mistyfikacja 
objaWieniem! W tern -świetle pękają góry zadawnionych nieporozumień! 
N
eporozumienia kapłanów. którzy nie wiedzieli, że duszą religji jest nie 
zmistyfikowane objawienie, lecz .objawiona mistyfikacja; nieporozumienie 
filozofów, którzy, oskarżając objawienie w mistyfikacji, nie spostrzegali się, 
że mistyfikacja jest objawieniem". 
Tak myślałby Piotr Mareau, gdyby mógł i chciał rozmyślać. Tym- 
czasem do tego stopnia był zajęty przeżywaniem śWiata na nowo, W ży- 
wiole śmiechu, że najzupełniej zapomniał o s,obie, . zapomniał o UŚWię- 
conym wieloletnią tradycją trybie swego życia. 
Było już po północy, kiedy reflektory i przejaskraWiony plakat za- 
chęciły go do zwiedzenia nocnego teatrzyku. Dawano tam sztukę p. n. 


39
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0016.djvu

			-
 


..Landru, morderca kobiet-. Był to realistyczny skrót a.ktualnej wówc.zas 
tajemniczej sprawy niejakiego Landru, sprawy, która przez szereg mie- 
sięcy zasilała dreszczem sensacji Paryż i świat cały. 
Osobnik ten był oskarżony o zgładzenie w celach rabunkowych 
siedmiu kobiet, z któremi pod różnemi pozorami: kupna mebli, małżeń.stwa 
i t. d., nawiązywał bliższe stosunki. Jedynym realnym dowodem było 
całkowite zniknięcie tych pań i kilka .spalonych kości, znalezionych 
w kuchence w jego willi. 
Sztuka miała ogromne powodzenie. Piotr, siedząc w loży partero- 
wej tuż przy scenie, znajdował wiele radości wtem obustronnem misty- 
fikowaniu się a
torów i publiczności, na którem zasadza 
ię teatr. Tu 
odbywały się misterja mistyfikacji, tu uczono się p
znawać - jej czar. 
W epilogu miała się odbyć egzekucja. Już gilotyna była na - scenie. 
Publiczność śledziła w najwyższem napięciu za przebiegiem sztuki. Nagle, 
kiedy uwaga widzów dosięgła szczytu, ktoś z loży parterowej przesadził 
barjerę, dzielącą go od sceny, poczem, stojąc przy gilotynie: "Landru 
jest niewinny. To ja jestem mordercą" rzekł głosem przejmującym i głębo- 
kim. Był to, Jak się domyślacie, Piotr Mareau. 
Głos Piotra wkrótce zapanował nad wrzawą i grzmiał w zupełnej 
ciszy, władny i sugerujący. 
To, co Piotr mówił następnie, znalazło słuchaczów aż nazbyt wdzię- 
cznych i podatnych. Złożyło się na to wiele czynników. Naiwna teatral- 
ność publiczności sprawiła, że nie dostrzegli, iż Piotr zachowuje się i mówi 
tak, jakgdyby był aktorem w tej sztuce Z właściwą sobie nieświado- 
moścją i integralnością tłum przechodził z wyobrażeniowego śWiata teatru 
w świat rzeczywistości konkretnej, nie Widząc nieprzebytej i niezgłębio- 
nej przepaści, która je dzieli. 
Następnie - sama sprawa pozostawiła wiele wątpliwości; teatralny 
kult występnych bohaterów, dziwnie sprzecznv, gdyż czci się ich ze wzglę- 
du na występek, i jednocześnie pragnie się ich rehabilitacji, teatralna wiara 
w teatr jako w głos sumienia, wywołujący reztonans z najbardziej zatwardzia- 
łego zbrodniarza, który nie - potrafi wszak znieść powtórnego widoku swej 
. 
zbrodni, podwojonej, bo okupiOnej krwią niewinnie skazanego; być może, że 
działała tu nawet głęboka, mimo że spaczona, wiara w nieśmiertelność, która 
nie może się godzić ze śmiercią jako z ostateczną, - wszystko rozwiązu- 
jącą instancją; wreszcie ukryta głęboko nienawiść do sądu i radość z po- 
wodu stwierdzenia omyłek sądowych; - - to wszystko i wiele innych 
jeszcze powodów stworzyło arenę niezmiernie dogodną dla Piotra, który 
tu dokonał 'wspanialej apoteozy mistyfikacji. 
Mimika jegp była przekonywująca przez - gwałtowną boleść, wyra- 

oną zewnętrznem stragizowaniem wewnętrznego śmiechu. Mówił w ciszy 
zupełnej, głosem namiętnym, czasem podniesionym i śWiszczącym, cza- 
sem przytłumionym, wychodzącym jakby z najgłębszych głębin duszy, 
gdzie mieszka skrucha, gdzie człowiek obcuje z Bogiem. 
" . . . Co mnie uczyniło niewolnikiemJego człowieka, którego niskość 
moralna przejmowała mnie zawsze wstrętem? Nie umiałbym wam tego 
opowiedzieć. Jakieś prawo drapieżne kazało mi dążyć do własnej zguby,. -;, 
kazało mi, niby jaskółce pod spojrzeniem kobry, rzucić się naoślep W roz-T 


40
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0017.djvu

			"Wartą paszczę zatracenia. SpOjrzeniem kobry, spojrzeniem magnetyzera 
władał nade mną Landru. . 
. Byłem jego przyjacielem. Obludne, ohydne sI owo, którem się łu- 
dzi czlowiek, ukrywając nędzę swej słabości i nikczemności! Najbrudniej- 
sza, najobludniejsza elementarna jego forma, wobec której nikną wszelkie 
. > inne... 
...już bardzo wcześnie wyłowił mnie i przeznaczył na ofiarę dla swej 
drapieżnej natury. NiezróWno\
ażone namiętności, które mną targały 
i ciskały po wrogich i obcych falach życia, uczyniły mnie łupem łatwym 
i śWie
nym. Uśpił moją czujność, pochlebiał mi, omotał mnie uslużnością 
i przyjaźnią. Aż wkońcu ściągnął sidła, Wówczas stał się moi
 tyranem, pa- 
nem ka
dego czynu, duszy i ciała. Wtedy nastało dla mnie piekło straszne, 
udręki, piekło haniebnej zależności, piekło wstrętu do siebie, buntu i nie- 
nawiści niewolnika, która nie śmie się przejaWić nazewnątrz... 
Landru był to ordynarny typ sutenera, o wielkim sprycie i inteligencji. 
Być może, kochał mnie nawet, tak jak się kocha sWą ofiarę. Byłem ,mu 
potrzebny, byłem wprost warunkiem "jego istnienia. Ze mnie czerpał 
energję, inspirację, siły, życie całe. Pozostawiony sam sobie był niczem, 
"nie istniałby zgoła, wszczepiony w obcą wolę rozwijał się, rozkwitał 
pysznie. Wychował sobie ze mnie wykonawcę swych s
antażów. Popelniłem 
cały szereg łajdactw, oszustw, wyłudzeń, szpiegostwa, nie zdając sobie 
wprost z tego sprawy. Ja, który chlubiłem się dawniej z nazbyt czułego 

umienia, straciłem wszelkie poczucie występku, kiedy był przez niego 

nspirowany. Staczalem się coraz nizej. Z latami przyszla rezygnacja. 
.pla świata, dla obcych byłem nędzną kreaturą tolerowaną tylko dzięki 
wielkoduszności w handlu. Dla obcych moje zalety w jakiś dziwny 
.. sposób przenosiły się na niego, natomiast obarczaly mnie jego wady, jego 
"ordynarność, wulgarność, jego niezwykła chciwość. Jego obecność wy- 
starczyła, abym naraz" tracił te resztki życzliwości, któremi jeszcze gdzie- 
niegdzie się cieszyłem. Byłem przedmiotem powszechnej i swojej własnej 
wzgardy i obrzydzel)ia. Obezwładniwszy mnie całkowicie, zerwał wszelkie 
zWiązki łączące mnie ze światem. Odebrał mi przyjaciół,. życzliwych, 
bliskich. Wkrótce on jeden .był łącznil
iem, Wiążącym mnie ze światem 
... 
zewnętrznym. 
Anna była moim życiem wewnętrznem. 
Zaczęło się od niej. Dlugo ukrywałem ją przed nim, z lękiem my- 
ślalem o chWiłi, kiedy ją odkryje. Wiedziałem, że uczyni wszystko, by 
mi ją odebrać.. W pojedynku o kobietę wygrana była wszak zgóry prze- 
sądzona. Jakże drżałem na samą myśl, że ją zobaczy, że ją pozna. 
Ukrywalem ją. starannie. Ukrywałem ją dlugo. Dość długo, aby mi- 
łość moja, miłość człowieka osamotnionego, i spodlonego,' rozgorza- 
ła ogniem, który mnie spali doszczętnie; dość długo, aby, tak mi się 
naiwnemu wydawało, być pewnym. jej miłości. Co za naiwność! być 
pewnym miłości kobiety. Marzyłem, że tu, w tej wielkiej namiętności 
rozpocznie się moje odrodzenie, że tu odżyję i uwolnię się z udręki 
haniebnej niewoli. Jaka lekkomyślność! budowałem swoje ()drodzenie na 
Wierności kobiety! Aż pewnego razu, wyśledził nas. Wszys1ko poszło 
prędzej, niż mogłem się spodziewać. Zaprosił nas na niedzielę, na prze- 


. 


41
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0018.djvu

			'chadzkę zamiejską. Nie chciałem pójść, przeczuwałem konsekwencje
 
byłem jednak dość słaby i niezdecydowany, aby na jej naleganie ustąpić. 
Haniebna słabość. 
W
zystko pogalopowało w niezwykłem tempie. Trzeba mu przyznać, 
umiał być czarujący, dowcipny, subtelny. W kawiarni zamiejskiej, dokąd 
nas zaprowadził, dostrzegłem W ich oczach te mimowolne blaski, ten. 
magiczny niejako przypływ wzajemnego przyciągania się,. płomień mi- 
styczny tak boski dla kochanków, tak straszny w ukochanych oczach' 
, 
kiedy się pali dla innego. ;e 
Były to okropne chwile, dłużące się. jak wieki. Nie umiałem się na 
nic zdobyć. Sparaliżowany, niemal ledwo słysząc i widząc, wiedziałem 
tylko, że mi ją odbiera. Byłem obezwładniony, bezbronny, znierucho- 
miały od burzy wewnętrznej. Waliło się wszystko, roztapiało, grzęzło" 
we mnie w jakiemś bagnisku jęku. Tego nie można było znieść. Musia- 
łem przyspieszyć katastrofę. Nie wiem co uczyniłem, nie pamiętam. Nie 
. wiem. Pamiętam .tylko jak odeszli razem, opluwając mnie wzgardą. 
Odtąd nie odchodziłem od nich. Byłem cieniem ich miłości, przy- 
glądałem się sytemu zadowoleniu ich szczęścia. Bytem zawsze przy nkb, 
wchłaniałem Widok. ich rozkoszy. A oni, nie unikali mnie, - zdawato 
się. \ że znajdują jakąś wyrafinowaną przyjemność w ujawnianiu prze- 
de mną najtajniejszych pieszczot miłości. ' 
Aż pewnej nocy,-nieprzytomny od bólu, wślizgnęłem się do ich. sy- 
pialni z nożem w ręku... , 
Nie rzekliśmy do siebie ani słowa. Landru drżał w febrze lęku. 
Trzeba wam wiedzieć, ten sutener był niezwykłym tchórzem. Mdlał na 
widok krwi. 
W zupełnem milczeniu zajęliśmy się uprzątnięciem śladów zbrodm. 
Zbrodni, o której nic Wam dotychczas nie było wiadomo... 
Duszno mi tu!" , 
W skupionem milczeniu wynoszą go na rękach na ulicę. 
Nic nie przerywało pietystycznej niemal ciszy, tylko gdzieś, daleko 
turkotała spóźniona dorożka; mleczne, błękitne lampy i blask gwiazd 
oświetlały Piotra; i głos jego grzmiał, rosnąc i niknąc w dziwnych wzru
 
szeniowych modulacjach. 
"Teraz wszystko się odmieniło, odwróciło się całkowicie. " 
To ja byłem tyranem, bezwzględnym, brutalnym - a ori lękał się 
mnie, drżał przedemną, jak niewolnik przed bóstwem okrutnem. Morder- 
stwo dało mi odraz u przewagę, kategoryczną, absolutną., Ze śmiechem, 
z okropnym wstrząsającym śmiechem, chwytałem czasem jego spoj- 
rzenia, da'Yniej, ach! tak stiąsznie pogardliwe, teraz śledzące mnie ukrad- 
kiem, w niepokoju, w struchlałem ubóstwieniu.. 
Nie wy
ał mnie - wiedziałem ° nim zbyt wiele. Dręczyłem go, 
doprowadzałem do łez, do histerycznych ataków. Jego lęk wzmagał 
się z dniem każdym. Chciał uciec. Daremnie. Zaczęło mu się nie- 
powodzić. Marzył ° ucieczce do A:neryki. Jął się wulgarnych szan- 
tażów,. wyłudzania pieniędzy od samotnych kobiet, którym obiecywał mał- 
żeństwo, kupno mebli, majątków. Czekałem, aż nawiąże bliższe stosunki-=-: 
wówczas ja występowałem, ja dręczyciel! Byłem zazdrosny o te kobiety... 
42
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0019.djvu

			stare, brzydkie, śmieszne! Napastowałem je, obchodziłem się brutalnie. 
Daremnie szukały opieki w jego dobroci, łagodności. Był bezsilny. 
Było nas troje w obszernej willi, w której przeżyliśmy najstraszniej- 
sze chwile życia. I Zemstą, zemstą pałałem, niebo zemsty i trjumfu, za 
wszystkie lata ucisku, gorączkowe obłędne niebo zachwytu rozwarło się 
dla mnie. Jakże dręczyłem tę biedną parę, z jaką rozkoszą smakowałem 
każde przerażone drgnięcie ich serc! Co za straszna noc! Dokładnie 
powtórzyło się to co z Anną... Landru krzyczał, zdawało mi się, że osza- 
lał. Zajęliśmy się sporządzaniem kuchenki... Usunęliśmy starannie wszelkie 
ślady... Za tą zbrodnią _ nastąpiły inne. Wszystkie następne powtarzały się 
z przerażliwą dokładnością. Landru już nie usiłował uciec. Być może 
wciągnęła go narkoza zbrodni. jak mnie wciągnęła. Nie było siły oprzeć się... 
...Śmierć jego była ostatnim szantatem. Nie wydał mnie. Pragnął 
zostać wyłącznie tajemniczym bohaterem. Zresztą niewiele by mu to po- 
mogło: sumienie jego było dostatecznie obarczone. Żądza popularności 
J teatralnej nieśmiertelności jest w tych ludziach silniejsza aniżeli katusze 
prawdziwej Śtilierci!..." 
Tłum był w niezwykle podniosłym nastroju. Na własne Piotra żąda- 
nie zaniesiono go na rękach do prefektury. Tu wylegitymował się. 
Kiedy wyszedł z prefektury, tłum drtał z ciekawości. "Nie jestem 
mordercą kobiet. Jestem prorokiem Nowego Jeruzalem". Tlum słuchał 
w osłupieniu. Piotr nie dał mu się opamiętać. Krzyczał, bił się w piersi, 
.płakał. Nawoływał do pokuty. Bliski jest Dzień Ostateczny! Przepełniła 
się miara grzechów! Tylko ostra pokuta i modlitwy mogą uratować od 
zagłady. O, głębie zepsucia ludzkiego! musiał opowiedzieć tę bajeczkę 
o. Landru, inaczej nie słuchano by go wcale. 
, : RozpaGzał, krzyczał, nawoływał. Religijny nastrój udzie1il się tłumo- 
wi. Prorok sensacyjny zawsze potrafi go unieść, zresztą w tych czasach 
powojennych tłum był religijny. tJlica oczekiwała swego- Bernarda z Clair- 
vaux. Sceptycy usuwali się widząc g
oźną i entuzjastyczną postawę tłu- 
mu. Odzywały się płacze kobiet, spazmy i jęki. Korporacje młodziety kato- 
lickiej nadciągały, oświetlając ulicę pochodniami i napełniając śpiewem 
pobożnym. Swit roztoczył wachlarz ponurych barw, W których zastygały 
fanatyczne twarze. W zachwyceniu religijnem, 'niby w cudownej pielgrzym- 
ce, przeciągano ulicami nosząc Piotra na rękach. . 
Śpiewano. Kajano się z grzechów. Prowadził do domu swego, s;!dzie 
jakoby zebrał narzędzia grzechów śmiertelnych.. Jak ongi Sawanarola 
pragnął je oddać na pastwę płomieniom. . 
Był jut brzask na niebie, kiedy zbliżono się do celu. Piotr znikł 
w mieszkaniu poczem, po chwili z palkonu "Bracia, siostry", krzyczał 
"okradziono mnie!" , 
Tłum roschodził się ponuro i apatycznie. Świt czołgał się z dachów 
i z wyższych piętr, ciskał w złości martwe chłodne barwy na ludzkie po- 
stacie. Akademickie korporacje odciągały czwórkami śpiewając pieśni. 
Niebo tchnęło jut barwnem, miłem ciepłem. Ptaki świergotały. 
Sprzedawcy gazet napełniali ulicę swemi wrzaskami: 
,Landru jest 
niewinny! Schwytanie pra
dziwego Sinobrodego"!' . 


43
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0020.djvu

			"
,\;,'F}'Yf'7"7::;': .: ." . _ . .':'1; 
f-
t . . - Piotr Mareau spoglądał wówczas na skręconą'w znak zapytania" 
.:. - . t91arz swej starej gospodyni. . . 
Mimowoli oko jego spoczęło na kartqe kalendarza. "Prima aprilis tt ; 
rzekł bezdźwięcznie. Poczem, spojrzawszy na stary zegar ścienny, rzet." 
biony W kształcie maski satyra, dodał: . '> 
.Ach, wszak już mi
ła pora mojej rannej herbaty.. ';.i) 


=- - 

.

.A 
.
 - - - 
-
- 


',', 
,". 
c. 
ii 



.
 
 ..€ 
'
-
-.
- 


: 
 


...... 
'U
 

-
- 


Talerz. Na nim rycerska czerwień jabłek poraniona łzami ze 'złota. 
Ależ to najazd kułaków w la
pjonach, czerwona ka
 
nanonada na arkuszach śniegu. zapisanych łapamirozma- 
[rZone,o kota.. 


Cytryna, żółte oko uśmiechu. Ta gęsta pieśń jej skóry ten rozpięty pas 
. fiarocha 
Winal a za tę chwilę w jedwabiu możnaby kupić gładką tancerkę i złu" 
rdzenie że nas koch8.i 
F ajka która obok rozłożyła swe klamstwo Nie wierzcie jejl To potok, któ- 
rym mieszkańcy stołu spławiają swe ramiona. Widzicie' 
dzban
 O niego chodzi. O słony łuk jego biódr. O twarde 
.. . 
wome Jego mięsa. 


J ta bajka jego SZYI mytej rtęcią dnia. Patrzcie. T o szyja oświetla .

 
[ul . . b . ..,." 
ICę l za l'
h 
Ja czarne słowo które się po niej wałęs8.i < 
, 


A li 
U - TADEUSZ PEIPER. 


- 
 j 


o" 

 "

I 


.":1 
" 
;1 


«>?: 
. ,'". 


.,
. 


",!;:.; 


.....; 
-i oH
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0021.djvu

			o POETACH NOWEJ SZTUKI. 
UST DO REDAKTORA "ALMANACHU". 


Drogi Stefanie! 
Pytasz, co sądZf; o Nowej Sztuce, co sądZf; o was wszystkich? 
Być wspólczesnym. Oto sztuka. Opanować tycie, opanować naj dalej wysuniC
 
pozycjt; życia, pto sztuka. Grecy znali tylko bieg konia. Motna odcyfrować jazdc 
truchtem i stepa w ich metryce poetyckiej. Moją ambicją jest sprostać galopowi 
orantowego konia: elektryr.zności. Nie jest siC dziś tylko czlowiekiem. Jestem takie 
'telefonem, kinem, teleskopem, maszyną rotacyjną, plakatem. radiotelegrafem. Świat 
jest dynamiczną pomaraI'iczą, którą pożeramy. Współcześni nam poeci tylko siC ni_ 
.zachwycają. Oto dwie filozof je życia: czynna i kontemplacyjna. Oto różnica. Ale nie 
.działać-to znaczy: być młortwym. Skamandryci i inni to ludzie martwi. Niepodobna 
-'.l:aprzeczyć, że tworzą oni rzeczy pic;kne, -"lecz są to pif;kne trupy. 
(N a m a r g i n e s i e I i s t u: Sztuka paseistyczna staralasię zbogacić 
.ujmowaną przez się rzeczywistość jakqś nową cechq
 X-em lub Y-em
 nie wyply- 
'wającym z jej natury
 cec/lq sztuczną. biologicznie z nie; niewyplywającq. Realność 
.nie byla cenna sama przez sili, Trzeba byto ją w!,sty/izować
 - trzeba ją bylo 
.,.upiększyć". Lecz Nowa Sztuka nie upiększa rzeczywistości.-ona jq przeksztalca. 
Dokonala ona zautonomizowania estetyki. jako metody artystycznego konstruowQ- 
.nia lwiata. W swej nawskroś spolecznej ekspansji. oparliśmy si" na instynktach 
nie zmechanizowanych ludzl(iej nalury. Wstęrujemy IV świat cywilizacJi. jako wy- 
rafinowani barbarzyńcy. Noi siamo i primilivi di una nuova sensibilila (Boccioni). 
Dokonywa się waźna praca tworzenia wspólczesności. W krytyce materja/f- 
..stycznej to tworzenie n9wej rzeczywistości jest tylko djalektycznem ..wykrywaniem 
i zbijaniem sprzeczności". W poezji jest twórczościa bardziej syntetyczną, bar- 
.dzie; twórczq. Chodzi o zbogaceuie ..form przedmiotowych" nowej kultury. 
Przekreśla się to wszystko
 do czego sif; przywiązalo
 z czego sili wyrosi o 
Sentyment pod jego wszystkiemi jarmarcznemi maskamt. Westetyce. W religji. W so- 
..cjologji. W erotyce. Pracuje się nad sl(omplikowaniem natury materjalu artyslYcz- 
nego. nad odkryciem jego praw rozwojowych). 
A jednak naprawdt; z nami jest tylko garść ludzi. tych, którym nie 
wystarcza nikczemne, rozestetyzowane smakowanie tycia. Dość trudno jest siC po- 
rozumic:ć z czytelnikiem, nie mogąc rzucić szeregu książek: musimy żądać odeI'i od- 
'gadywania całości z fragmentów: z "A", z "PrzemianII, z .Ziemi na lewo". W dzi- 
-siejsze.l Polsce ksiątki nasze-to "biążki, które nie cbcą mieć czytelników wielu.. 
.chodzi o ludzi. którzy wierzą w naszą prace mimo paszkwilów, i mimo przemił- 
	
			

/DIGCZAS001052_1924_002_0022.djvu

			\ . 


szcie. Ty drogi Stefanif', pełniący w pewnej mierze rolf; artystycznego sumienia 
naszej sztuki. nie pozwalającego jej zejść na udeptaną ś
ieżkę kanonu. nawet naj- 
współcześniejszego. -. i czyniący w poezji swej próby klasycznego ujednostojnienia 
rytmiki przy zachowaniu- środków nowoczesnej techniki poetyckiej. Oto praca pol-- 
skiej nowej sztuki. Oto co jest nowym klasycyzmem dnia dzisiejszego. 
Starałem się określić naj charakterystyczniejszą dla każdego z nas dziedzin«; 
zdobyczy w nowej pcezji. Nie wynika z tego bynajmniej, niedopuszczalna w nowej 
twórczości-specjalizacja. Ana)jza ta ukazuje ty
ko, jakiemi drogami wdziera się no- 
wa poezja coraz głębiej w psychikę czytelnika.t-jak kształtuje ,nową kulturę kolek- 
tywu. której jesteśmy wyrazicielami. f 
"Kolektyw - powie ten, czy ów-ależ to "fokomel". to blaga! Jesteście skraj- 
nymi indywidualistami". Jest to zdanJe specjalnie rozpowszechnione. Nawet Ypsylon
 
parodjując któryś z mych wierszy w "Szczutku", pisał swego czasu: 
Furda lvewton i Kopernik, . 
Pierwszp - trabtf,- drugi piernik, 
\Vszpstkich światów oś bezmierna 
Niech się kręci kolQ Sterna. 
I - doprawdy-autor tego poemaciku-niechcący odgadł wiele. Istotnie, każdy 
artysta Nowej Sztuki wygrywa' samego siebie. Ale wygrywa metodą wydartą 
współczesnemu życiu i w celu zsyntetyzowania życia emocjalnego współczesnej mu . 
roboczej zbiorowości. Oto moment kolektywu w Nowej Sztuce. -.. 
A zarzut niezrozumiałości? Kiedy krytj'k-czytelnik, lub. recenzent -: mówi:- 
Ten wiersz jes
 bzdurą,-mam ochotę odesłać go do słów Jana Epsteina, świetnego 
krytyka i poety: "Niebezpieczeństwem jest mówić przy pierwszej trudności: "Nic 
nie rozumiem. To idjota. Otóż istniejt; zawsze alternatywa; J "To jest idjota M , albo, 
"Ja jt;stem idjota".- Twierdzenie. że nie rozumie się, lub nie uznajt:: się nowych kie- 
runków, straciło już dawno tę szczyptę snobistycznego wdzięku, której można było 
się w nif'm dopatrzeć wtedy. gdy wstydzono się istotnie nierozumienia -nowej twór- 
czości. Dzisiaj wyznanie takie jest kompromitującym dowodem ubóstwa intelektual- 
nego i całkowitej atrofji wyobraźni. Chociaż przyznam, że z dwojga złego, wol«; 
tych, którzy nie "uznają" Nowej Sztuki (t. zw. nie uznaj
 życia współczesnego), niż 
jegomościów. kwiczących z zachwytu nad Marinettim i Majakowskim i przytem bar- 
dzo nie faworyzujących nowej sztuki polskiej. Nie lubię tych entuzjastów zagranicy: 
nie lubię tchórzów j szantażystów. Czy mam wymienić nazwiska? Odłóżmy to na 
kiedyindziej. Dziś ma Nowa Sztuka szereg ważniejszych proble-tnatów do rozwią- 
zania. Dyskusja nad nimi została otwarta. 


ANATOL S TERN. 


NOWE KSIĄŻKI. 
A. 


NAPISAŁ TADEUSZ PEIPER. RYSUNKAMI ZDOBIŁ KISSLING; 
KRAKÓW 1924. . 


'; 


Jedt;n z naszych poetów, - przytem autor wielu cenn:ych niekiedy 
U
3g krytycznych, mówi w jednej z nich o "odrębnej technice myślenia artystycz- 
nego", które cechuje nową poezję francuską. Pragnąc ocenić tom poezyj Tadeusza 
Peipera, książkę o naj krótszym prawdopodobnie na świeCie tytule-, - musimy 
pominąć zwykJą metodę większości naszych krytyków, uważających wszelką now
 
formę za spączenie starej,-i uwzględnić ową, charakterystyczną dla nowej poezji,- 
"odrębną technikę myślenia". Bez tego książka świetnego krytyka i poety pozostanie 
dla nas dziełem, zamkniętem na siedem piecz
ci. 
A przecież książka ta jest dziełem niemal klasycznem, jeśli przez klasycyzm' 
zechcemy rozumieć tę doskonałą równowagę artystyczną, na którą składa się obe- 
cność w dziele sztuki ustalonej nietody tworzenia, wraz z wyrażoną pozytywnie. ,- 
zasadą wartościowania. 


. 


46
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0023.djvu

			Jest to ów trudny, upajający klasycyzm współczesności, który "mote być 
'blizki jedynie pewnej kategorji erudytów, b
dących równocześnie arystokracJII 
,neuropat}"czną". Ukazuje rzeczywistość załamującą si
 w krysztale wy- 
czulonej. twórczej wyobraźni, rozkwitającą pąkiem wieloznacznych wyobrażeń: .ra- 
miona, kaplice w mięsie"; "słowa, brzuchate goł
bie", "niebo, karta tytułowa zagi- 
nionej książki". Jednorodna, daleka od dowolności, symbolika ich wyraża' niemal 
religijny patos, liryczne ubóstwienie materjalności świata, dynamiki i twórczej pracy_ 
Lecz ubóstwienie to wyrażone jest w sposób jak najbardziej epkki. Nawet te obrazy 
przytoczone - stanowiące świetny materjał na współczesną metafore (ramiona, ka- 
plice: kaplice ramion.-słowa, brzuchate goł
bie: brzuchate goł
bie słów) są właści- 
wie zdaniami dopełniającemi. lub nieco automatycznie skracanemi porównaniami. 
Są one wynikiem pracy cerebralnej raczej, niżli twórczego wybuchu. Są ra- 
czej wykreślanit:m nowego oblicza świata,- niż jego intuicyjnem odgadywimjem. Ta 
klasy
na nawskroś forma poezyj Peipera jest w zgodzie z ich treścią ideową. Po- 
dobnie, jak formalni!:: nie cierpią one na przekrwienie naczyń metaforycznych, co jest 
cechą szczególną nowej poezji, podobnie treściowo wolne są od hypertrofji pier- 
wiastków uczuciowych. Poeta ten nie zna romantycznych po!:zukiwań, niepokojów. 
wewn
trzl1vch antynomij, - posiada imJ)onującą świadomość swych celów. Mógłby 
,on -powiedzieć, jak doskonaly poeta francuski. Blaise Ceudrars, z którego techniq 
poetycką łączy go nić pokrewieństwa: "je ne sais pa
 aller, jusqu'au' bout", ale 
z pewnością nie dodalby, że czuje z tego powodu I
k i z pewnością n!e porównałby 
-siebie (jak to. czyni aulor ..Po
mes elastiques") z padającym aeroplanem. 
To wyjątkowe stanowisko poety możnaby wytlumaczyć wpływami awan- 
Jtardy l\Iłod
j Francji i pewnych prądów naszej filozofji społecznej (Brzozowski prze- 
-dewszystkiem,. Pierwszej zawdzi
cza bezwątpienia Peiper pewne właściwości te(;h- 
niczne swej poezji. Tam należa:oby szukać źródla bogatej plastyki nadrealistycznej jego 
.pot:matów (cytryną, żółte oko uśmiechuj kopuła kościola, popielniczka dnia,. Cba- 
'rakterystyczne też są dla tych poezji (cecha wspólna całej poezji nowoczesnej) 
dalekie, wyrafinowane, irracjonalne asocjacje, nietylk9 pomiedzy elementami jednej 
przenośni, lecz i pomi
dzy całemi zdaniami. Wiersze Peipera-to kompozycje ku- 
bistyczne, o' skom.plikowanym rysunku, utrzymane w barwach czystych i gorących. 
jak powietrze tego słonecznego kraju, który tak nie'dawDo opuścił. To prawda. 
.1.e rysunek niekiedy siC; gmatwa, koloryt jest m
tny. Nie ulega wąpliwości 
przeladowanie kompozycyjne niektórych poematów i stylistyczne pewnych zdali 
-(por. "Z miesuego zegara..... str. 10). Ale przecie wsz
dzie pod temi brakami. jak 
, Pompeja pod lawą Wezuwjusza. - kryje siC; poetycka forma, "potrząsająca nowości 
.kwiatem". . 
I taka jest dziewicza. aromatyczna moc konkretności tej formy, - te roztapia 
-si
 w niej, jak w mocnem, gor
cem winie,-caly z
dny, podług nas, społeczny dy- 
daktyzm, tych poezji, tak chciwie w
szony przez rozmaitych społecznych wyżłów 
sztuki. Ideą o zabarwieniu dydaktycznem' jest w poezjach Peipera "ś
iatopogl
d 
,pracy". Pi
ść, rc;ka, pl
Ć palców dłoni czlowieka pracującego - oto pi,
cioksi
 
świata. W najprzeróżniejsz}ch obrazach przesuwa si
 ten ostateczny archimedtsowy 
punkt oparcia dla czlowieka, miotanego soczyst
 burz
 wspólczesności: "czlowiek 
zamieszkal w swojej własnej dłoni-, ,,,motnaby świat zbudować z włosa, a cóż do- 
piero z dłoni", "krew... do macicy nowych słońc i nowych slów - do r
ki". "wiatr 
. liczy moje palce, mlotek pcha mi w r
kC;". 
Jest to zuchwalstwem klasyka wlaśnie, odgarniającego 'egzotyzm wzruszeń 
i pragnieJi ponadludzkich i pozaludzkich;'. gaszącego wieczny i gorzki niedosyt 
'.rozpalonej wyobraźni, zakoJiczenie tomu slowami: "Bc;dziemy wegiel. tłomaczyć na 
zloto, złoto na bajk
". Nawiązanie alchemicznych maszynowych czarów współcze- 
. sności do prostodusznego kolowrotka poezji t
sknoty i marzenia. Ukazanie w per- 
.spektywie kierunków i szkól elementarnego celu: nierealistycznej "bajki", artystycz- 
nej wizji nowego, twórczo przebudowanego świata, do którego dążymy poprzez kom- 
.plikacje coraz abstrakcyjnieszych i coraz syntetyczniejszych form. 


A. STERN. 


47 


J
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0024.djvu

			PRZEMIANY. ST. K. GACKI. WARSZAWA 1924. WYD. "OGNIWO-. 


,1'" 
, 


Każdy wiersz Stefana Gackiego jest jednym z etapów zdobywania odrębnej 
formy poety,ckiej. Zmaganie się poety z materją stałą, metafory i koncepcji, odsła- 
nia' siłę jegJ i słabość. Otóż cały aparat kosmiczny, którym Gacki - operuje, jest 
wielką maszynerją teatralną; skały, bryły, globy. dęby, pioruny, komety, drednauty. 
wulkany, reflektory - to rekwizyty teatralne mieniące się dekoracyjnością, kiero- 
wane natchnioną ręką poety - reżysera, obdarzonego wysokim zmysłem teatraJ- 
ności. To on - rozwinięty zmysł teatralności - jest źródłem łatwości abstrachowa- 
nia pojęć - "wspięty na .zadzie patos brył" - to on nadaje rozpęd poszukiwa
iom 
bardzo abstrakcyjJ'lych, bardzo odległych i jakże tearalnych obrazów: . 
Niema przestrzeni 
ni fali łąk, 
tylko olbrzymie fjordy ziemi 
zamknęły pustkę uściskiem rąk. 
Proszę się nie lękać! Uścisk rąk jest tylko patetycznym gestem pośród bryi 
fantastycznej awansceny. Łatwo jest akcesorje świata kojarzyć i łączyć w obrazy 
jaknajśmielsze -i pozornie nieusprawiedliwone, sk£lro się ma pod ręką całą rekwizy- 
tornię kosmicznego teatru-to Jest siłą Gackiego i zarazem jego . słabością. Gdyż dyna-- 
mizm o wysokiem napięciu, poruszający organizację poetycką Gackiego nie napotyka 
na opór rzeczy kształtowanych. Stąd płynie nieopanowanie konstrukcji utworu, rozsa- 
dzanego agresywną dynamicznością jego twórcy; - świadomość braku koordynacJi 
między posiadaną baterją dynamiczną, a zewnętrzną materją poetyckiej sCf"ny, nadaje 
całej książce wyraz bolesnego gniewu: 
Patrz! ziemia i niebo z ciebie drwi. 
Najbardziej dojrzałym i skoordynowanym jest wiersz "Przemiany", epicki śpiew 
rewolucyjny owiany liryzmem rezygnacji. Dodany do pism artykuł p. t. ,,0 sobie, 
próba autoanalizy formalnej.', będący ciekawą próbą zbadania charakteru własnych 
poszukiwań twórczych, usiłuje równocześnie oczyścić bardzo zachwaszczone po- 
glądy na nową' sztukę. Autor daje trafną i wyczerpującą definicję metafory 
i w sposób konsekwentny wyznacza tę drogę, jaką - zdaniem autora - powinna 
pójść nowa sztuka. Chodzi o jej ewolucję, co Gacki streszcza .w zilamiennem zda- 
niu, zamykające
 całą książkę: "On (artysta dzisiejszy) poszukuje. I dlatego ważniej- 
sza jego droga niż to, co w tej chwili bezpośrednio dać możp.". OkładIrn Tytusa 
Czyżewskiego (teatralna :maska) jest trafną i dobrze zastosowaną ozdobą książki 


STAN/SŁA W BRUCZ. . 


\ 
ZMIERZAJĄC DO WSZECHSTRONNEGO OŚWIETLENIA 
ZAGADNIEŃ SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ - OTWIERAMY 
ŁAMY NASZEGO PISMA DLA KRYTYKÓW I ARTYSTÓW 
WSZYSTKICH OpŁAMÓW, GWARANTUJĄC ZUPEŁNĄ 
........ SWOBODĘ WYPOWIADANIA INDYWIDUALNYCH 
POGLĄDÓW. 


REDAKCJA. 


48-
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0025.djvu

			ZIEMIA NA LEWO. A" STERN. B. JASIEŃSKI. WYD. ,.KSIĄ2Kr
 
WARSZAWA. 1924. 


J . 


l: 
. 
, : 
.:. 


.f' ,:r 


.) . 


. I 
, 


49 


.. 


M
 n p.)niekąd obJwiązek zaJemoosu.'n....ać praktycznie możliwości krytyki for- 
malnej. której zadanie- określiłem jako dochodzenie do konstruktywności całości i kd- 
dego elementu (..Próba autoanalizy formalnej" str. 35) Demonstracja może b}'ć tem 
.więcej interesująca, że oiotyczy ona jednego z najważniejszych etapów Nowej Sztuki- 
Ziemi na Lewo". 
Ograniczam sit; do protokularnego zestawienia wyników: 1 iłlo.mentem ideolo- 
gicznym jest u Bruno Jasienskiego degradacja pojęć wyższego rZt;.du do pojt;t niż- 
'szego rz
du - u Sterna nagromadzfnie szeregu równoległych antytez. Przykłady: 
Marsjljanka (jasieńskiego) - dziewczyna z portu w niebieskim kolnierzu mary- 
narskim. O bogu pisze: o twe raje, któreś nam ukradł z aniołami. rzucamy kości; 
pan bóg poje.;hał na wakacje; patrzał na wszystko z góry, nasz bezpartyjny pan 
bóg i t. p. Podub"a metoda jest właściwą komizmowi (wIg Bergsona). Tu sluży 
celom ryzyliownej hyperboli, która ma swój odpowiednik jak zobaczymy w kompo- 
zycj!. Powyższe cytaty są przykładem degradacji dydaktycznej. Jesieński przepro- 
wadza ją również w formie metaforycznej: (np.) słońce plomienny żandarm. 
Tych samych celów dosit;ga Anatol Stern w szeregu antytez. Ale w ten spo- 
'sób pojt;ci
 nIe są degradowane lecz zrównane. Dalsza analiza wykate, że prawo 
równoległości organizuje całokształt elementów poezji Sterna. Przyklady: w ogro- 
dzie o dojr
ałe gr-anaty opierają sit; z uśmiechem cit;żarne kobiety; blyski wyplute 
przez armatl. j..k' pestki mordi; i t p
 Prócz antytez niejako fizykalnych są i ściśle 
pOJt;ciowe: czerwony trocki i papież purpurowy podają sobie rt;ce; czlowiek, który 
jest pożerany przez bogi i sam je
t sit; pożeraczem i. t d. 
2. Kompozycja. Z trzech cZt;ści zbudowana jest hyperbola utworów Jasien- 
skiego; symbolizuj"ąca. pewien zasadniczy wykres. psychiczny. CZt;ŚĆ pierwsza to coś 
w rodzaju współczesnej inwokacji. ,.Nle bt;dt; wit;cej sławił żadnej z dam..." "Już da- 
wno Panie duch mój gotów..." Cz
ść droga tematyczme opisuje poprostu światową 
rewolucjt;: Z jakimś fanatycznym uporem gromadzi poeta szczególy tego samego zda- 
nrenia: nagi poplamiony bruk (3 razy); bladych ludzi pierzchające garstki (2 razy); 
tuman przestrachu nad miastem (2 razy) i t. d Nagle przerwanie się konwencjo- 
nalnego. porządku .rzeczy zmusza do coraz silniejszych deformacji. Należałoby ze- 
stawić poszczególne motywy kubistów, aby dokładnie unaocznić, że ta sama tendencja 
deformacji objawia sit; tu w śr01kach obrazu poetyckiego. Naprzykład: para cu- 
downych kiszek u ramion n"am dynda mo
emy Je zginać, rozginać, pod
osił. opusz. 
czać de kto chce powiedźcie-! powiedzcie sami i jako wspaniała win
a!; slC\ńce przy- 
gniótlszy. kolanem skóry dymiące się połacie dlugo do mit;sa obdzleról.ł nasz okrwa- 
wiony 
cyzoryk. To są istotnie deformacje na miart; Picassa! Jasienski próbuje również 
innego. środka: chce oddać ;ednoczesnośc kilkunastu zdarzeń. Część 3-to program. dla 
którego poeta nie znalazł jednak nowych walorów formalnych. Pozostały-"treści"j 
Proces, który Jasieński opisuje jest u Ste
na wyzwolony w formie przejrzy- 
stej gry zintelektualizowanej wyobraźni. Budowa tematyczna zostaje przekreślona. 
Stern nie stopniuje antytez ani nie wiąże ich w cdu udoA'odnienia jednej określonej 
ideji, .a wi
c. nie posługuje sit; żadnym ze środków logiki uczuć. W tem znaczeniu 
jest to protest przeciwko uczuciow{)ści retorycznej Poszczególne antytezy, metafory 
i Ł p. dzialajil samodzielnie, jako zorganizowane cabści emoncjonalno-umysłowo- 
obrazowe. Budowa streficzna (tak należałoby Ją naTo wać) wymaga - choć brzmi to 
parodokalni.. - b. konkretnej anegdoty. 
Anegdota -.sprawa wileóska poety - była również impulsem dl! "Karnawa- 
łów.. "Zdobycie Paryża" jeśli s
dzić z fragmentów jest historją ucznia, który Dod 
wplywem lektury Iljady ucieka na wojnt;. Najcharakterystyczniejszą, jest" Wojna 
Miłości"; konferencja genueńska i jej na(towe sprt;żyny, spotkanie papieża z delega- 
tem sowietów i t. d. Pot.ta.wtrąca coiraz krótkie djalogi, wyrażenia gwarowe (dobra' 
pewnikiem), a nawot reminiscencje mite>logiczne (Nike-tarczami tłuszczu przepasa- 
ny obszarnik). Pozwalam sobie 'Wreszcie na bardziej zasadnicze wyjaśnienie. Odrzu- 
cenie jednolitej tematycmości prowadzi konsekwentnie do przyjt;cia szeregu mo- 


"I . -..
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0026.djvu

			,. 


(' 


'I 


... 
2liwych punktów wi
zenia - wieloś
 


}widualności AneJ1;dotyc.t..nezji hiszpańskiej - T_ Peipera) 
Kiedy w rezultacie otrzymujemy szeregi obrazów, spostrzeżeń, nawet fragmenty 
anegdot i t. d. "i 't. d.. -krytyka paseistyczna nazywa to nielogicznościIł, nonsensem. 
Tak, to jest nielogiczność pSJchologiczna. o ile sit; wierzy, że psychika jest logIczną. 
albo te w proces logiczny powinna być wdrożona. Anatol Steru jest na m
szYlpt grun 
cie twórcą nowe) nawskroś djalektyr.z
ej poezji. Wyrafinowanie j
j i 
 powiedzmy 
starym terminem - rzetelność wobec siebit; samego, to tylko dla niewielu pozostało 
sprzeczności.. ' 
3 Metofory i obrozy Bruno Jasieńskiego mają charakter przew
żnie sta- 
tyczny. 'Przykłady: ktoś olbrżymi rt;ce w górę wzniósł i w b
achc; słońca długo 
bił jak w bf;benj pocót twarz twa jak kula rtt;ci słońcem czamem nad nami wisi; 
pomost warg; krzyk wstrząsający wiatrem jak dzwigar. Jasieński nie nadużywa meta- 
for. Z 'opisowości wynikają jego jakby stalugowo komponowane c'ałe sceny ob-razowe: 
kl
cząca Marsyljanka; sceny burzy, aniołowie umywający nogi na skr;łju zielonej 
drogi; anioł schodzący z ołtarza i t. d. Cytuj
 wresżcie jedeń obraz o odrc;bnym cha- 
rakterze. istotnie fascynujący:' "w jeden duszny. zmierzch' be;dt; s
edł tłumem i jak 
lampa migał". . " - . 
Stern daje obrazom i metaforom linje; dynamiczną. Przykłady:, jak . ,struny 
dzwie;czą moje silnie napit;te jelitaj t,) nowy celulojdowy wąż taśmy kusi je; hałasu 
krany; trzepoty szyldów; rozkoszy rozżarzony but; korytarz skwarnego dnia; dźdzem 
krzyków go obrzućmy tych radosnych kul i t. d. 
Wyobraźnie; Jasieóskiego nazwałbym plastyczną, Sterpa raczej kolorys
yczną 
i ruchową. [U Sterna w 6-iu wierszach tomu spotkałem: szkarłat (2 razy), czerwień 
(6 raży). krwawy (5 razy)l. Poszczel!J
/ne wyobrażenia: z jE"dnej strony są t9 wyo- 
brażenia industrji współczesnej (winda, dzwigar, kino, telegraf. drednout, pr
peller, 
kulomioty, auta i t. p. {- te są naogół rzadkie po 1 razie)j drugą kategorję stanowią 
wyobratenia ł:zeczywistości codziennej dotychczas w poezji nieużywa
c (jest ich' 
zbyt wiele, abym mógł cytować); wreszcie wyobrażenia: .brzuch. płuca, tusza, mic;so 
i t. p; podkrE'ślające tendencje materj
listyczne. Interesójący
 'szczegółem są wyobra- :. 
unia antyczne u Sterna: Herak)es, Anteusz, Acbilles i t.. d., które. jak widzieliśmy, 
ulegają' żupełnej deformacji (Nike:"':"" obszarnik)." " 
. 4. . Czterowieszowe strofy Jasieńskiego powtarzają na mniejszą skalt; proces. 
który wyznaczył linje; kompozycji. Jest zrozumiałem, że Stern bt;dzie dążył d.
 rers 
.libre'u, wzgl. w utworach ściśle "streficznych" do dystychów. Naturalny !D, koniecz- 
nym zamkni
ciem strofy JasieńskieJ1;o bc;dzie składany asonans z wyr.dnym . ;łkcen- 

em (najczt;ściejł na otwartc:j samogłosce. wzgl. spółgłosce wargowej. Istotnym t y- 
wiołem Stenia be;dzie łamana rytmika, wiersz o kilku średniówkach, p.«?dkreślający 
jej charakter dynamiczny użewnętrzniający, niejako szczególną djalt:ktykc;; w:yobIażni. 
. Nie rozporządzam ani dostatecznym miejscem. ani nie wi
ze; p
trzeby zająć 
si
 dzisiaj' bardziej szczegóiówą analizą. Sądze;, że została już uwidoczniona myśl. 
o którą mi właśnie chodziło: 
 katdy poeta posiada własną, jednq. c,ęątralną zasa- 
de; formalną, która organizuje gros pozostałych elementów poetyckich.. Ta zasada 
formalna j
st jednocześnie eS,encjonalnym wyrazem jego istotnej postawy wobec 
rzeczywistości. To jest konstruktywizm i teotrja wartości formalnych. U.botznym wy- 
nikiem jest wskazanie kilku nowych wartości, wniesionych przez poetów Nowej Sztuki: 
obrazy zdeformowane, asonansowanie, łamana rytmika, forma streficzna (anty-tema- 
tycznoŚĆ) i t. d. ' . . . . 


'. 


St. K. G 


50
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0027.djvu

			REFLEKSJE LITERACKIE 


I NIE LITERACKIE. 


Pisałem niedawno: krzyknie pierwszy - ten jest dzisiaj futurystą- 
brak mi tchu. Mógłbym się wyrazić jeszcze inaczej: Nowa sztuka jest 
rzeczą trudną. Albo je,szcze, jeszcze inaczej np. slowami Papiniego: 
zostałem futurystą, aby przezwyciężyć siebie. Sztuka dynamiczna - to 
mogłoby równiet być określenie potrzebne. Jest Więc Nowa Sztuka, 
rzeczą trudną, jest także przezwyciężaniem siebie, jest ostatecznie sztuką 
dynamiczną, - ale stanowczo nie jest - dogmatyczną. 
Gdy usiłuje się utrzymać najwyższy z osiągniętych poziomów inte- 
lektualnych, prąc nieustannie do rozszerzenia skali naszej wrażliwości, 
gdy ciągle jest się zmuszonym odtwarzać przebieg niezmiernie skompli- 
kowanych procesów - mÓwi się w pewne) chwili: przystańmy! trzeba już 
odrzucić ogniwa najdalsze. To jest równiet praca antydogmatyczna! Do- 
strzegam wówczas pewien szczególny komizm (albo odwrotnie) w tern, 
2e te ruchy pro i contra odbywają się w abstrakcyjnym z
oła powietrzu-'- 
w samej Nowej Sztuce. Poza spolecznośc"ią kulturi:ilnie twórczą. 


- Jeżeli Nowa Sztuka jest niekonstrukcyjna, niepłod:!a, i t-. d. - 
jest chyba tylko s.zkodnikjem. Przypuśćmy. Nie Widzę jednak, aby uświa- 
damiano sobie dostatecznie jasno, że umysłowość Polski (ta tWórcza) 
jest tern, co dopiero' zorganizować trzeba. W dziedzinie ściśle artystycz-- 
nej wegetują nadal rozmaite formacje tradycji lirycznej literatury polskiej, 
które, moim zdaniem, są dziś artystycznie i społecznie wyjałoWione do 
dna. Doprawdy nie wiem, jak określić (np.) tego rodzaju enuncjacje naj- 
ruchliwszej bodaj grupy literackiej: "Poezja jest jak drzewo pączkujące 
zielonemi listeczkami słów - Poezja każdego poety jest jak gwiazda 
zawieszona- wśród gWiazd"... W dodatku to mają być "piawdy. podsta- 
woWe"! Do licha! Może ktoś chcieć Polski monarchicznej, demokratycz- 
nej, komunistycznej i t. d., ale przedewszystkiem'- i o to nam chodzi - 
trzeba pracowa
 dla umysłowości Polski, jako Polski nowoczesnej. 
Uwija się u nas kilkunastu poetów (mily poeta, utalentowany poeta, sztuka 
dla - sztuki mięsa) kilkunastu krytyków (staropolskie gawędy przy ko- 
minku, znóW talent, znów wpływologja i tak w kółko) bez kośćca, którzy 
niechcą, poprostu nienawidzą wszelkich prób rzetelnego przemyśle-nia 
któregokolwiek' z zagadnień nowoczesnych. Nie twierdzę, aby Nowa 
Sztuka była tą jedyną możliwa drogę Wyjścia. TWierdzę jednak, te szereg 
istotnie ważnych spraw podejmuje, spotyka je bez obłudy, -' jest wysił- 
kiem, idzie po drodze największego oporu. . 


- Powiązałem tu ściśle sprawy artystyczne ze sprawą kultury spo- 
łecznej. Sądzę boWiem, że dotychczasowa rola literatury W Polsce, oraz 
wyjątkowe warunki polityczne dają podstawę, ba! zmuszają do stworzenia 
sztuki par excellence życiowo twórczej t. j. takiej, którą Nowa Sztuka 
wszystkich krajów stworzyć usiłuje (faszyzm - futuryzm; konstruktywizm- 
komunizm). Dotychczasowa sztuka o tendencjach społecznych obracała 


51
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0028.djvu

			się W wązkim kręgu "idei społecznych", Nowa Sztuka jest społeczną 
przez wewnętrzną formę konstniowania artystycznego. Potrzebny nam 
jest Grabski literatury. 
- Nie wahałem się zestawić kilku określeń Nowej Sztuki, chciałem 
bowiem wskazać na możliwość djalektycznego przybliżania się do pewnej 
postawy ideologiczno - artystycznej. Metody, któremi Nowa Sztuka się 
posługuje są jedynie szeregiem hypotez, które w pewnym zakresie, 
z pewnego punktu widzenia są prawdziJwe i są istotnie płodne. 
A więc: krytyka formalna jako przedmiotowa analiza tworów sztuki; 
unaocznianie procesów zachodzących w zakresie industrji, jako jedna 
z dróg do wyznaczenia elementów dzieła sztuki; djalektyka myślenia; 
krytyka tematyczności i dotychczasowych form wypowiedzenia uczucio- 
wego i t. 'd. i t. d. 


- I to wszystko może być z 
runtu błędne. Ale nam chodzi o coś 
innego (dlatego Właśnie ten zeszyt "Almanachu" tak jaskrawo podkreśla 
tendencje i osiągnięcia Nowej Sztuki w Polsce) o to: źe tu są zagad- 
nienia, które domagają się rozwiązania. Ci czy. inni, tak cźy inaczej, 
wszystko iylko nie. - partykularz. 


STEFAN KORDJAN GACKI. 


.......' 


'. 


Antologja Nowej Poezji Rosyjskiej pod red. Anatola Sterna (z. ob- 
'szernym wstępem historyczno 
 krytycznym redaktora) ukaże się wkrótce 
nakładem ..Książki" i zawi
rać będzie przekłady z poetów: futurystów- 
kontraktywistów (Majakowski. Kamieński. Pasternak. Asiejew. Pietni- 
kow. Kruczonych. Tretiakow); imaginistów (Jesienin, Szerszeniewicz. 
Marienhow, Klujew); proletkultców: (Gastiew, Gerasimow) i inn. Większości 
przekładów dokonał świetny tłumacz poezji rosyjskiej Bruno Jasieński. 


W następnym zeszycie ..Almanachu" ukażą się przekłady z na- 
stępujących poetów awangardy francuskiej: Guillaum Apollinaire. Blaise 
Cendrarse. Max Jacob. Jean Coieau, Paul Morande, Nicolas Beauduin 
i inn. 


I 4 


'.52
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0029.djvu

			ODPOWIEDŹ. 


ANATOLOWI STERNOWI NA ZARZUTY CO DO KSIĄlKI 
\ P. T. "TEATR". 


Na tle zupełnego 'pra\vie przemi!cze
ia przez krytyk*; książki mojej p. t. "Te- 
atr', tembardziej przyjemną jest dla mnit: rzeczowa j grzeczna napaść Anatola 
Sterna, na którą odpowiem z prawdziwą rozkoszą. Pomijam tu wzgl*;dnie przychylnIl 
ocenę M. Orlicza w "Scenie Polskiej" i wzmianki pp. T. S. w "Czasie'. i Pt.ipe- 
ra w "Zwrotnicy". Dwaj ci ostatni panowie, nie mówiąc nic prawie o mojej teorji 
i wywlekając znowu załatwiąne już w książce mojej nieporozumienia. wynaleźli 
nowy "punkt zlekceważenia", rzekomą niezgodność mojej teorji z moją pracą arty- 
styczną. Na tle zupełnego niezrozumienia procesu rozwojowego in;ływidualnolłd 
artystycznej, która rozwija si*; zawsze od formy, jako środka wyrazu dla treści ży- 
ciowych, \V kierunku Czystej Formy, panowie T. S. i Peiper ułatwiają sobie zadanie 
w ten sposób, że konstatując lekkomyślnit: niby niezgodność teoryi z praktyką, 
zwalniają się z obowiązku zrozumienia i przedstawiema teoryi, przyczem nie mówi
 
nic o moich sztukach. a czytający wzmianki teF;o rodziaju krytyków, ma tylko wra- 
:lenie, że ich ofiara jest czemś sprlecznem w sobie i niewartem zastanowienia.- 
Stern mówI o mojej teorji i na tern polega wartość jego krytyki. Dzieli ją prze- 
paść' od czasów jednodniówek futurystycznych. 
Pomijam kwest je filozoficzne i przejdę do zarzutów dotyczączy("h tylko mOJe) 
.estetyki, zwracając uwagę na fakt ogólny. że krótka napaść, może być jedynie odparta 
w bardzo długiej odpowiedzi. W książce p. t. "Szkice estetyczne'" (rozdzial VJl) 
i w polemice z Leonem" Chwistkiem w dorlatku do "Teatru", określiłem dokladnie 
czemu kryterya dla odróżnienia dziel Czystej Formy od dzieł realistycznych i od- 
różnienia rzeczy lichych od arcydzieł, muszą być w pewnych granicach chwiejne. 
Polega to na subjektywizmie, panującym w całej sferze sztuki na tle wielości twór- 
ców, widzów i dzieł sztuki w związku z brakiem sprawdzianów użyteczności. Po- 
eg
 to te.ż na tern, żę każde dzieło malastwa, muzyki. teatru i 
.. d. z
w:iera elementy 
tycIOwe I czysto,- fot\malne, tylko w różnych proporcyach. NJezalezme od .tego czy 
życiowe treści (przedstawienia przedmiotów świata zewnętrznego i wyrażenia uczuć) 
są zdeformowane dla celów formalnych, czy nie. różne może być ich zaakcentowa- 
nie w danem dziele. W szeregu (b. trudnym do ułożenia) od rzeczy realnej do 
dzieła sztuki czystej. dostatecznie 'daleko od siebie stojące elementy szeregu, m()oo 
żerny charakteryzować jednoznacznie. Granica jednak w danJm miejscu, sZt:regll 
musi pozostać chwiejna. To samo stosuje si*; do szeregu knotów i arcydzieł, z tem 
zastrzeżeniem, że szereg taki jest jeszcze trudniejszym do ulotenia. Musimy posłu- 
giwać si*; choćby koncepcyą takich szeregów dla wyjaśnienia kwestył, mimo, że 
praktycznie (szczególniej drugie
o) nawet wzgl*;dnie objektywnie skonstruować sit; 
Oleda. Jednak kolor żółty różny jest zasadnic
o od zielonego, mimo iż przejście od 
jednego do drugie
o jest nieznaczne. Nie chodzi o samą ddormacj
 rzeczywistości 
jako taką. tylko o to, czy rzeczywistość sama jest w danem dziele czemś glównem, 
(:zy też jest pretekstem koniecznym do stworzenia Czystej Formy. Ale dla jednego 
widza już ,obraz Tycyana jest dostatecznie abstrakcyjnyni, a dla drugiego obraz Pi- 
cassa jeszcze nim nie jest. Wainem byłoby to, czy na obrazy patrzymy z punktu 
widz:enia przedstawionych tam przedmiotów, czy też z' punktu widzenia Czystej 
FormJ'. To samo stosuje sił; do teatru, rzeźby, muzyki i poezji. Każdego, który 
mojej estetyce zarzuca brak objektywnych kryteryów dla określenia proporcyi ko- 
niecznej elementów formalnych, od której zaczynamy liczyć dzieła Czystej Formy, 
lub brak kryteryów oceny wielkości dziel sztuki, proszł; o podanie takowych. Nikt 
tego uczynić nie jest w stanie, z tym salIlym stopniem niemotliwości, iak nie jest 
wstanie zrobić perpetuum mobile. Z chwilą kiedy to uczyni, upadnł; przed nim 
na brzuch i odwołam wszystko publicznie. Mimo to mówienie o idealnem dziele 
sztuki w teoryi jest motliwe, tak samo jak mówienie z subjektywnego punktu wi- 
dzenia o formalnej stronie dzieła rzeczywistego, a nie tylko o elementach życio- 


63
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0030.djvu

			, 


wych, czem zajmuje siC; dzisiejsza krytyka, nie mająca o Czystej Formie pojc;cia 
Stern jako futur,ysta i człowiek niena
ycony formą, odrzuca całą przeszłą sztukC;. 
mieszając realizm z niewystarcźającą mu pod względem komplikacyi j perwersyi 
Czystą Formą. Te dwie sfery trzeba teorytycznie odgraniczyć. 
Definicjc; Czystej Formy podałem już wieJe razy: jest to bezpośrednio działa- 
jąca konstrukcja jakichkolwiek elementów i to działająca niezależnie od tego, czy ele- 
menty te tworzą prócz tego kompleksy zbliione do rzeczywistości, czy też od niej 
oddalone. Dlacze
o przy założeniu przewagi ekmentu formalnego dane dzieło 
musi być bezsensowne, aby być niezaprzeczalnie Czystą Formc; jest dla mnie nie- 
zrozumiałe. To, że dla nas. dla ludżi naszej epoki. tak być musi na tle tego, że nie 
możliwą jest rzecz rlziałająca bezpośrednio i stworzona w ramach dawnej kompozycyi 
nie wymagającej deformac:yi - jest jasne. Ale ogólnie Czysta Forma nie implikuje 
deformacji. Twierdzenie, że teatr w mojem znaczeniu jest niemożliwy z powodu 
znaczeń słów i dzi
łań jest nie'5łuszne, ponieważ właśnie znaczenia te::' uznałem za 
elementy artystyczne na równi z jakościami czystemi i to je!'t nowością mojej teorji. 
Według mnie, dany wiersz lub sztuka są dobre, o ile różnorodne elementy stanowią 
w nich absolutną całość ,o ile znaczenia, obrazy i dzwięki w poezyi rio p. tworzą, 
w ogólnej konstrukyi nowf' jakości poetyckie, lub w związku z rzeczywistą, akcją, 
nowe jakości teatralne, a nie są t,ylko środkami przedstawienia życia. Na zbiciu 
ty(.h elementów w jednorotine nowe elementy polega tajemnica twórczości arty- 
stycznej w tych sferach, poza zdolno
cią konstruowania całości. To, że wynik zależy 
też od widza, który wielość wrażeń całkuje, jest fatalnością sztuki tak istotną, i nie- 
uniknioną, jak to, że ciała posiadają cic;żar. 
Sądze, że kiedy lud.de zrozumieją. że teatr jest miejscem dla przeżywania 
sztuki, a nie dla przedstawiania życia i poglądów na nie, teorja moja przestanie być 
uważana za zabójstwo teatru i pomoże do powstania jego w istotnej postaci. Na ra- 
zie, na tle t. zw: "Kołtuństwa", braku inteligencyi i art}'stycznej kultury u ludzi, 
nadających ton wszystkiemu, na tle tego, że sLtuka nasza zamiera pod naturali- 
stycznym ,.zaborem", że wątłe jej ciałko oblepione jest pasożytami - krytykami, 
żyjącemi jej krwią i otumaniającemi pualiczno
ć, na tle braku "swojskiej" odwagi 
i małpowaniu nie::istotnych odpadków zagranicy. sytuacja jest u nas beznadziejna 
O ile nie powstanie u (las potc;żna "mafja" nowych autorów. rezyserów. aktorów i kry- 
tyków. walczących wspólnie z falą este::tycznego nieuctwa, głupoty i nieuczciwości. 
teatr nasz zginąć musi. 



 


STANISŁA W IGNACY \rJTKIEWICZ. 


ZARYS NOWEJ POETYKI. 


. Jeżeli nazwiemy poezję mową, emocjonalną ludzkości, to jasnem jest, iż w za- 
leżności od stopnia pobudliwości poetów-wytwórców i czytelników - odbiorców, od 
wysokości napic;cia. czasu trwania emocji powinna ulegać zmiame forma zewnc;trzna 
wypowiedzi poetyckiej. Jeden rzut oka na rozwój poetyki w ciągu wieku 19-9o . 
pozwala stwierdzić, iż świeży wówczas i potc;żny prymityw dany przez romanty- 
ków, przeszedłszy znamienną, ewolucję, w końcu stulecia wyczerpuje siC; niemal 
doszczc;tnie. Tężec poromantyczny powodujt" skostnienie formy, uwarunkowane ka- 
nonem ekspam.ji lirycznej, której stopie.ń - wyższy lub niższy - osiągano sposobem 
gromadzebia eleme::ntów uczuciowych określonej natury. Wyraz liryczny. który nie- 
mal wyłącznie decydował o wartości poetyckiej wiersza, podyktował prawo jedno- 
/ilej tonacji lirycznej. Stosowanie tego prawa przyczyniło siC; do ujednostajnienia 
rytmiki i metryki poszczególnyc
 form wewnc;trznych (oda, elegja, stansa. sonet), 
intonujących pewien określony' motyw liryczny. 
W poujr zarQwno francuskiej. jak i polskiej, pokrewny.ch ,ze wzglC;du na je- 
dnoŚĆ wersyfikacji sylabicznej, usta),a siC; r}'tmika zmodyfIkowanego aleksandrynu, 
składają,cego siC; ze stóp metryki klasycznej (dytrocheje, dyjamby, daktyle). Forma 
f).}
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0031.djvu

			ta - jeżeli o Francję chodzi -ukształtowana przez klasyków, udoskonerona przez ro- 
mantyków i parnaSistów, kunsztownie wycyzelowana przez symbolistów zostaje 
- w 80-tJ'ch latach rozluźniona wynalezieniem vers libre'u, dokonanem przez epigo- 
nów sJmbolizmu, Viele-Griffin'a, Gustawa Kabna i Jules'a Laforgut.Pa. Wówczas 
uchodziło to za re
olucję. Nazywano vers libre nową erą w metryce poetyckiej. 
Uważano go za przełamanie znienawidzonego strofizmu. Dzisiaj możemy ocenić należy- 
cie te wartości vers Jibre'u. które wpłynl;ły na kształtowanie się- no.we-j metryki: 
l. Zwiększenie Ilości średniówt:k. Przyśpieszony oddech ludzi dzisiejszych 
kwestjonuje hypotezę o naturalnym sześciotchnieniowym wydechu z jedną pauz
 
po trzeciem tchnieniu (wskazuje sil; na możliwość dociekań fizjologicznych). 
Staje się wątpliwą racja panowania (hekzam,.trycznego) wiers3a sześciostopo- 
wego z jedną średniówką po trzectej stopie. Szybkie, zadvszane tempo tycia refor- 
muje antropofonikę wiersza. Sktaca się jeJ{o długość i trwaQie prozodyjne poszcze- 
gólnych stóp (tchnień). Wyłania się potrzeba zwi
kszenia ilości odpocUnkowych 
pauz - średniówek. Pociąga to za sobą: 
2. Przekreślenie jednomlernośei ilościowej zxlosek. Dowolna długośf wierszy, 
nie posiadających je:lnakowej ilości zgłosek daje absolutnę swobodt: wypowiadania 
się. Dowolne umiejscowienie akcentów podrzędnych i X1ównych. 
3. Zniesienie rozkawalkowania stroficznego. Według doty€hczasowych praw 
wersyfikacji, każda strofa powinna b:yła stanowić zakończony moment logiczny, ko- 
nieczne ogniwo w rozwoju koncepcji wiersza. wynikające z poprzedniego i zapo- 
wiadające następne. Wolny wiersz obala panowanie strofy i wprowadza całkowit
 
swobodę następowania po sobie obrazów, nieza/eżnq od dyscypliny mrślou'o-Iogicznej. 
Naturalną konsekwen:ją tego jest: 
4. Prawo ju.rtapozycji, które: polega na tern, iż każdy poszczególny wiersz 
tworzJć powinien samoistną całość obrazową, nie związaną niczem z sąsiadującemi. 
Znosi się niezbędne dO
J'chczas spójniki. pozorujące łączność logiczną zdań Każdy 
wiersz 2yje własnem swojem' życiem, posiada własny organic?n}' oddech, tl;tni 
wewnętrzną dynamiką swego tematu. 
!>. Reforma eufoniki. Vers libre'y!.ci łamiąkonwen
ję rymową i, podjąwszy 
przykazanie Verlaine'a: .,przytrzyj rymom krawędzie". śWiadomie !lto
ują asonanse 
i dJ sonanse. U Laforgue'a spotykamy takie asonanse, jak: arbr
-candelabre, lune- 
plum e; d) sonanse, jak: cherche - demarche, extase - epouse). 
Stwierdzić należy, - że vers libre szeroko uprawiany i udoskonalony przez 
falangI; poetów francuskich lTris:an Corbiee're. lsidore Ducas,se. Alfred Jarry j wy- 
żej w
'mienieni), był jednak tylko bardzo wyrafinowanem, krańcowem odprężeniem 
starego szablonu formalnego, kanalizował bowiem w rozszczepionych. zniekształco- 
nych strofach jednolitą tonację liryczną, ukrywał pod zewnl;trznością swobodnej de- 
. zartykulacji kościec równomiernego rytmu uczuciowego. 
'Nadciągający futuryzm podejmuje zdobycze vers libre'u. zrywa zupel- 
nie z zasadą jedności wyravu lirycznego i zapoczątkowuje prawdziwą rewolucjf; 
metru i rytmu. Marinetti opanowany pasją maksymalnego wyzyskania w poezji praw 
rządzących życiem wsp6łczesnem, tworzy 
słowa wolne", usiłujące ujar
mić simul- 
taneistyczny koszmar dziejącej sif; rzeczywistości \Vydobyty nazewnątrz i wdrąton} 
w życie aparat &ubjektywnego odczuwania pnety zatrzaskuje w słowa przepływa- 
jące dookoła, krzyżujące się i pokrywające, jednoczesne w akcji i ruchu, polifoniczne 
w brzmieniu :zycia zewnętrznego. Słowa te umieszczone obok siebie, wyzwolone 
z wszlkich praw podporządkowania koIilpozycyjne
o, dają u/wór synchronistyczny 
o skrócone I, dynamicznej, urywanej ,!,/mice, dalekiej od wszelkIej jednolitości lirycz- 
nej. Gromadzenie motywów uczuciowych;o jednakowym stopniu napięcia zastąpione 
zostaje przez stopniowanie lub szeregowanie różnorodnych element
w emocjonal- 
nych o zmiennej -sile natężenia i barwy. Zburzenie starych konwencji metrycznych, 
i 
ufonicznych, naj szersze zastosowanie wewnętrznych kombinacji dźwi
kowych, 
jak onomatopeja, aliteracja, kons(\nans, znamionuje przełom radykalny. Wszystkie 
słowa i rozmiary zostały zmieszane i z tego tworzywa zac
to budować now
 fo
 
Widzimy, że późniejsi futuryści z pod znaku Marinetti'ego i francuscy poeci- ku 


.55
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0032.djvu

			biści z Apollinaire'em na czele-wracają do strofy wzbogaconej całym araratem 
nowych wartości, opartych na zgoła odmienn)'ch prawach rytmicznych. Szeroko 
stosowany wiersz o lamaJle; rytmice (Apollinaire, Cendrars) składa się z dwuch 
trJpodji z nieregularnie umiejscowioną średniówką, jedną lub dwie
a, 'ożywionych 
różnotempowym wirem rytmicznym. Znika;ą rymy czasownikowe i przymiotnikowe, 
ustępując miejsca pelnym i etymologicznie dalekim rymom sylabic!nym (mourir- 
murirent, heros - taureau, fIeurs - vl)leurs). Asonans traci dotychczasowy charakter 
rymowy i staje się przezwyciężeniem starej zasady eufonicznej, hołdującej jak naj- 
bliższej współdźwięczności k!)ńcówek. Zarówno jak metafora, (dążąca ku maksymal- 
nemu oddaleniu członów - obrazującego i obrazowanego), stara się asonans rozpiąć 
ponad swoimi ..kadnikami jaknajszersze sklepienie wewnętrznej analogji dźwiękowej 
(Londres - rencontre - honte, levres - feves). 
W Polsl e kształtowanie się poetyki przebywa dro
ę analogiczną do francu- 
-skiej z pewnem jedną"- bardzo znaczne m opóźnieniem. Tradycyjny 13-to zgłoskowiec, 
którego narodziny znajdujemy u Reja i Kochanoskiewgo, ewolucjonuje poprzez 
świetne próby pseudo-klasyków (Koźmian, Feliński, Wężyk) i w poezji ltłickiewi- 
eza osiąga szczytowy stopień doskcnałości. B-to zgłoskowiec i 11.to zgłoskowiec, 
-(którego mistrzem był Słowacki), panują niepodzielnie na przestrzeni całego wieku 
19-9o z odchyleniem w stronę prawidłowych i jednostajnych rozmiar6w metrycz- 
nych (daktyle dytrocheje, dyjamby, anapesty, amfibra 
hy) z takie m zamiłowaniem 
uprawianych przez Asnyka, Faleńskiego i H.ydla. Doprowadzone do perfekcji przez 
poetów Młodej Polski (Kasprowicz, Tetmajer i szczególnie A. Lange) w ciągu osta- 
tnich dziesiątek lat usychają mimo godnych uwagi wysiłków Lec
onia, który dąży 
do stałego i regularnego umiejscawiania akcentów podrzędnych (Sejm, Jacek Ma- 
krewski) i Słonimskiego, budującego kunsztowne, po parna
owsku wycyzelowane, 
chłodnym patosem przepojone strofy. Próby tego ostatniego poczynione w zakresie 
vers libre'u należy uważać za nieudałe ze względu na jednorodność nuty lirycznej 
podszytej tendencją ideową i zgoła chybione asonanse pochodzenia rymowego 
{wszystkie -listków, zużyto - uwity). 
Dopiero futuryzm polski wyznacza linję zwrotną w kierunku gruntownej re- 
formy wersyfikacyjnej. Wypuszczenia "słów na wolność" dokonywują u nas "Na- 
mopaniki" Wata, usiłujące zatomizować słowo i wydobyć zeń jego najgłębiej 
ukryte walory dźwiękGwe. Pierwszy istotny, właściwym "wolnym wierszem" pi- 

ny, poemat - to "Pieśń o Głodzie" Jasieńskiego, cala oparta na świadomie two- 
rzonych, najczęściej składanych asonansach. "Mistrzem łamanej rytmiki jest Stern 
kt6rego poematy (Karnawały. Zdobycie Paryźa) czarują niepokojąco - szarp aną 
przeczule
ie - chropawą melodyką. Peiper i Czyżewski dają pierwsze utwory 
-schematyczne. Brocz pracuje nad zreformowaniem 13-to zgłoskowca, wznosząc doń 
aliteracje, wewnętrzne rymy i skróconą metrykę trocheiczńą. Braun od
wieża przy 
pomocy nowych zdobyczy technicznych stare formy wewnętrzne jak cda i sielanka. 
Asonans, przez poetów tych podniesiony do najwyższej godności, datuje się 
w poezji polskiej od bardzo dawna, spotykamy go bowiem w pieśniach ludowych- 
i przysłowiach (co nagle to po diable), u Kochanowskiego (zakon - Polakom, do- 
brze - szczodrze). Stosowano go jednak jakby pod przymusem, niechętnie, na 
-skutek narzucającej się konieczności, starając się ściągnąć go do poziomu wsp6ł:" 
dźwięczności rymowej. Poeci Nowej Sztuki, swiadomie pracujący nad udoskonale- 
l1iem asonansu, usiłują pok.onać jego zewnętrzną końcówkową współdźwięczność, 
oddalają jak najbardziej jego składniki, wydobywając jednocześnie ukrytą analogjl; 
dźwiękową. Spotykamy .u nich najr6żnorodniejsze odmiany asonansu: trzepot-epok, 
masztów-radżów, żałob-galop (Stero), składane-łachman-strach nam, pan b6g - jam. 
bów, miszmasz - krzyż masz Uasieński), pełne asonanse słowne - lampa -lampas, 
-obca-obcas (Brucz) niepełne słowne - czerp - czerep, kart - karat (Stero) dyso- 
nanse - dr6żki - dorożki (Wat) aso - dysonanse - garść - skraść (Stero), męskie- 
rży - żył, płyt - kły (Brucz). Praca nad asonansem ogromnie rozszerza zakres mo- 
żliwości poetyckich, albowiem zestawienie jak najbardziej odległych elementów 
słownych na zasadzie ich wewnętrzej współdźwięczności daje niebywale efektowne 
poł
czenie obrazowe. STAN/SŁA W BRUCZ. 


56'
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0033.djvu

			RYTMIZACJA RUCHU W KINIE. 


f 


57 


Ruch - ten rdzenny, naj istotniejszy, kardynalny element kina, składnik niezbędny.. 
główny, pierwiastek podsławowy'- można na podobieństwo gliny urabiać, modelować: 
stwarzać orkiestrację ruchu. Będ
ie to rytmizacja ruchu, rytmizacja akcji. O ..treści" 
możemy tu nie mówić. Akcja jes. formą treści, jej szatą zewnętrzną, kształtem treści 
jej objawieniem zmysłowem. I w
elki spór, czy ruch można. wyodrębnić jako ab
 
strakcję i oderwać od treści, powinien ustać. Teoretyk zajmują
y się estetyką kina. 
powinien rozważać ruch sam w s
bie, ruch jako taki z usunięciem za nawias" treści" 
(pomimo tego nawet, że w wielu ;."ypadkach -'w groteskach filmowych bodaj czy nie 
zawsze - rytmizacja ruchu staje się s-.:la treścią'), powinie
 zajmować się tylko formal- 
nemi wartościami kina. 
RytmizacjI ruchu nie należy mieszać *) z tempem filmu, które określiliśmy **) 
jako stosunek czasowy trwania poszczególnych fragmentów. Z rytmiką ruchu spotyka- 
my się w każdym fragmencie, w każdym (.
dcinku filmu, w każdej poszczególnej scenie 
odfotografowanej z jednego ustawienia aparatu. . 
Ruch, który, prze.biega w takiej ..całostce", posiada swą odrębną modulację, okre- 
_ śloną szybkość i kierunek; daje więc rzut grafi 3 zno-geometryczny. 
Kiedyś, np. w komedjach i komedyjkach francuskich (z Li
derem, Kubusiem 
stale kogoś ścigano, ktoś padał, przewracał napotkanych przechodniów i t. d. i t. d.) 
Biegu jednak nie dynamizowano. Nie było żadnego stopniowania ruchu. Wszystko 
zależało od przypadku mniej, lub bardziej szczęśliwego. 
Spójrzmy teraz na buffonady amerykaiskie, na groteski z Harold Lloydem i ..Fat- 
tym, na duńskie komedje Pata i Patachona': W sztukach tych ruch jest już opanowa- 
ny. Może jeszcze niezupełnie. Opanować go zaŚ można potrójnie: 
Po l-sze. Osoby (wzgl. auta, lokomotywy, motocykle i t. p.) wykonuwują swe 
q:ynności z szybkością' ułożoną w pewien postęp - wzrastający, lub malejący. 
Po' 2-gie. Operator pod dyrrktywą resysera wykonywa takę, lub inną ilość obro- 
tów korbą .na sekundę: dowolna - w pewnych granicach - zmiana tempa ..kręcenia". 
, Po 3-cie. Triki, wycinanie taśmy, zdjęcia t. zw. lupą czasową, które przy wy- 
świetlaniu na ekranie dają dziesięciokrotne zmniejszenie normalnego ruchu. Widzieliśmy 
takie zdjęcie w: math'u bokserskim Dempsey-Carpentier, w filmie sportowem ..Na .niei- 
. nych szczytach" oraz w scenach jazdy konnej Maksa w parodji ..Trzech Muszkieterów". 
Każdy z tych sposobów, a tembardziej kombinacje ich, stwarzają nietylko zna- 
komite - same przez się - efekty kinowe, ale otwierają horyzonty dla no,vych wartoici 
estetycznych kina. 
Np. jednoaktówka "On i policjanci" z Horold Lloydem: On wskakuje do łódki, 
uderza wiosłami o wodę, łódka odbija od brzegu... nagle szybkość ruchu niepomiernie 
wzrasta, skokiem dziwacznie prędkim, fantastycznym... i łódka imiga po wodzie jak 
strzała. , 
Albo komedja "On, ona i Hamlet" z Pat i Patachonem: Pat siedzi na maszynie 
rolniczej, zaprzęgniętej w szkapę. Patachon przy grabiach. Z początku ruchy leniwe. 
miarowe, - spokojna jednostajna rytmika. Przełoiona pensjonatu nagli służbę do szyb- 
szej pracy. Posłuszni rozkBz
m chle.bodawczyni przyspiellzają robotę. Zachodzi modu- 
lacja ruchu, zmiana szybkości i k,ierunku, akcja nabiera swoistej. kinematograficznej 
rytmiki: jakgdyby orkiestracja ruchu, odegrana przez duet. 
Pełniejszą orkiestrację ruchu spotykamy w komedji ..Ja się nie ożenię'" w sce- 
nach pościgu kobiet za F atty'm. Kilkanaicie osób bierze tam udział. Równiei świetn" 
i obfitą orkiestrację ruchu widzimy często w ruchu ulicznym wielkiego miasta, o ile 
sceny te są dobrze zaaranżowane. Piekielny, zawrotny ruch w śr-Ćdmieściu New-Jorku. 
czy Chicago, oddano w filmie Sublokator w sposób frapujący. 
Powyisze przykłady podkreślają głównie modulację szybkości. Chociai w rytmi- 
ce ruchu ulicznego kolosalną rolę odgrywa względny kierunek ruchu. 


*) Jak to' uczynił Irzykowski na str. 105 w ..Dziesiątej Muzie- (- ksiąika. która 
powinna znależć się w rękach każdego inteligentnego człowieka!) 
**) Film Polski Nr. 4- 5 rok 1924. ..Kino jako muzyka wzrokowa",
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0034.djvu

			Co do szybkości, to niekoniecznie powinna ona rosnąć. Może i maleć. Może 
.przebiegać kapryśnie i fantastycznie. Musi, jednak być przemyślana, a nie dowolna. 
'bezładna i wciąż monotonna. 
Zmiany' kierunku mają również swą wartość, nietylko dzięki temu, że wprowa- 
dzają do akcji urozmaicenie. Albowiem kierunek ruchu, sam przez się, wysuwa pewne 
predyspozycje uczuciowe, coś oznacza, coś może symbolizować. , 
"Ze i tu ni
 powinna panować anarchia i dowolność, wyjaśni choćby następujący 
przykład: W filmie ..Wyspa łez" (S. O. S.) w czaSie, gdy okręt tonie, telegrafista sy- 
gnalizuje o katastrofie. ' 
Na ekranie kilkakrotnie pojawiają się ogniste litery S. o. S., a biegną wciąż 
w jednym i w tym sęmym kierunku. Czy nie osiągniętoby większej plastyki, pelni 
calkowi/e;, gdyby zmieniano kierunek biegnących liter? 
Czy nie należałoby podkreślić, że idą na ..wszystkie strony świata" (w napisie 
na filmie), i rzucić te ogniste litery, przez ekran raz w kierunku prawym, drugi -lewym. 
trzeci od widza, czwarty do widza, wreszcie ukośnie i t. d.? ' 
Dynamikę ruchu można jeszcze spotęgować w inny sposób. Nadać kolejno nastę- 
pującym po sobie scenom przyśpieszenie wzrastające. 
A więc ruchem można operować jako czemś konkretnem. Modulacja ruchu umie- 
jętnie w kinie przeprowadzol}a może przyśpieszać tętno krwi; może d.ać nam nowe 
nieznane wzruszenia estetyczne, prawem rezonansu nastroić' nas uczuciowo, wprawić 
nasze jestestwo w taki stan wibracji nerwowej, który otworzy nam nowe perespektywy 
uczuciowe, lub przez asocjację wywoła przeżytą lub nieprzeżytą gamę wrażeń. 


LEON TRfSTAN. 


PLASTYKA. 


BLOK l - 2 CZASOPISMO AWANGARDY 
ARTYSTYCZNEJ. 



 


Publiczność lubI sensacje;. Krytyka nie lubi nowatorstwa. Szczególnie tego 
o którym Archipenko. porównywując go z chińszczyzną, miał powiedzieć: "trzeba 
siC; jej nauczyć. wtedy siC; ją zrozumie". "Propozycja nauczenia siC; sztuki jest bIuź-. 
nierstwem". Subjektywność t. zw. bezpośrednia scena estetyczna - chroni od tej 
subjekcji. Sąd ze, że dla ostatecznego ugruntowania swego zawodu powinni krytycy 
"subjektywni" corychlej zrzeszyć się w prawny związek "subjektów" Rzplitej. Do- 
J.liero wówczas ,możnaby swobodnie przemówić do wszystkich niezrzeszonych: su- 
bjektywizm. ten któremu wydaje się, że jest ukonstytuowany raz na zawsze. jE'st 
-ordynarnym samoszantażem. Rzeczy "niezrozumiałe" stają się nieraz "jasne", gdy 
poznajemy ten szczególny system założeń, z których wynikają pozornie nieskoor- 
-dynowane poczynania. Jestem zmuszony szematyzować. WidzC; dwa zasadnicze 
momenty. wyznaczające w naj ogólniejszych ramach, twórczość i wypowiedź ide- 
-alogiczną Bloku. I) Rozwój odrębnego materjału plastyki. 2) Wpływ techniki 
'Współczesnej.-Cezanne odważył siC; poraz pierwszy ująć rzeczywistość widzialm, 
w szeregu płaszczyzn. Od tej chwili poprzez kubizm. futuryzm. suprematyzm 
.materjał plastyki ulega nieustannemu różniczkowaniu się, aż w konstruktywizmie 
dochodzi do najprostszych elementów-form geometrycznych. Rzeczywistość przed- 
.miotowa-naśladowana. wyrażana, szematyzowana-zostaje całkowicie wyeIimowaó'a. 
Pozostaje konstruowanie. Naprzykład: gdy akt ludzki został "odtworzony" w określonym 
,systemie płaszczyzn (kubizm) trzeba już, tylko prz:yjąć, że istotna czynność arty- 
styczna polega na samym konstruowaniu tych płaszczyzn. aby mieć prawo przed- 
miot ("rzeczywisty" akt naturalisty) odrzucić i - tu rozpoczyna siC; konstruktywizm. 
.Rozpoczyna się również próba niebezpieczna: pozbawieni norm rzeczywistości, 
w pewnym znaczeniu b konkretnych, oddani jesteśmy na pastwę ukoronowanej 
intuicji .Interesujący paradoks: konstruktywizm jako sztuka subintuicyjna! Tu wkra- 
cza technika-potworna industroja XX w:-z której konstruktywizm przejmuje szereg 
określeń formalnych. CelowoŚĆ, uproszczenie. ekonomja. Mają one niejako wy- 
znaczać proces konstruowania. Ale znów - jako widzowie-możemy tvlko w przy- 


58
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0035.djvu

			bliżeniu stwierdzać (np.) celowość danej konstrukcji. Prace T. Żarnowerówny. naj- 
zdolnielszt:j przedstawicielki Bloku zdają si
 dowodzić, że paradoks konstruktywiz- 
mu jest nie do przezwyci
żenia. Czy go jednak przezwyci
żać trzeba? , 
Konstruktywizm (w pewnym swoim odłamie) wysnuwa dalsze konsekwencje. 
A więc przedewszJstkiem: "vrzekreślenie sztuki" - jak to formułuje Blok. Dla nas 
są to konsekwencje bł
dne, wnioski prowadzące do absurdu. Nowa Sztuka 
literacka musi si
 przeciw nim zastrzedz z całą stanowczością_ Ten b. elementarny 
szemat... Kończ
. . 
- Panowie "subjekci" mają głos
 


St. K. G. 


MECHANO-F AKTURA (l WYSTAW A PRAC). 
HENRYKA BERLEWIEGO. WARSZAWA .1924. WYD. "JAZZ". 


Prace Berlewiego. które utworzyły jednolitą i skończoną w wyrazie wystawę; 

Austro-J)aimlera" dają nam gwarancj
. że konstruktywizm nie prowadzi ku zagładzie 
sztuki, że nie skazuje ją na ro
płyni
cie si
 w industrji pod naporem źle poj
tych 
zasad ut Y litaryzmu. 
. Widzimy bowiem w jego pracy system oparty na kanonie. Ustosunkowanie 
matematyczne form mechanicznych. Koncepcja wynikła z inspiracji twórczej 
zostaje uj
ta w karby organizacji i budowy koniecznej i jednolitej. Elementarne 
i oczyszczone-prymitywy formy tworzą taką, a nie inną konstrukcj
 o fakturze spro- 
wadzonej do wspólnego mianownika (charakteru) płaszczyzny i stopniowania wy- 
razu powierzchni. Prace Berlewiego S2ł twórczą syntezą kształtów przenikających 
życie współczesne, przetworzonych na płaszczyźnie dwuwymiarowej. w kompozycji 
zwartf' i statyczne. Są ostatniem dopi
ciem prądu. Broszura Berlewiego p. t. "Me- 
cbano-Faktura" przekreśla zakusy wybiegania poza płaszczyzn
, tern samem ekspe- 
rymenty przestranne; dąży do ujednostajnienia faktury; porządkuje' poglądy na 
działanie emocjonalne form. 


SI. Br. 


NA MARGINESIE. 


Nowy manifest Marlnełtl'ego, w kt61J'm wódz futuryzmu włoskiego wy- 
syła do djabła demokracj
. równość i sprawiedliwość, wywarł widocznie nader do- 
datnie wrażenie na grupie Skamandra, jeśli sądzić z zaszczytnego miejsca, na któ- 
rym został wydrukowany w 'J Wiadomościach Lłterackicb" (Nr. 18). Wartoby wy- 
tłumaczyć zdezorjentowanemu czytelnikowi, w imieniu "Wiad. Lit.", że chodzi tu 
im tylko o ukazanie wewnętrznych sprzeczności w futuryzmie. I wartoby 
dodać, już w naszym własnym imieniu, te poza pozorną wrogością haseł, futuryzm 
włoski i rosyjski pokrywają si
 Ole tylko w jednym punkcie swej ideologji' arty- 
stycznej, że wspomnimy o równoczesnej i identycznej w obu krajach (czytby przy- 
padek?!) fazie współczesnego konstruktywizmu artystycznego. Ideologja polityczna 
nie stanowi jeszcze o charakterze estetyki danego kraju. "Oryginalna i wyszukana 
poezja" jest nieodłączna od każdej twórczości - faszystowskiej. czy sowieckiej. Nie 
należy dowierzać hasłom. I tylko bardzo powierzchowny obserwator s
dzi o zawar- 
tości magazynu z treści jego szyldu. . 
W "Wiadomościach Literackich" również (Nr. 21) zamieścił K. Irzykow- 
ski ,artykuł p. n. "Talent, jako fetysz", w kt61J'm biorąc imp
ls z enuDcjacji..."Bloku't 
rozprawia si
 z naszymi fp.tyszystami talentu. Umieszczenie tego artykułu czyni za- 
szczyt bezstronności pisma, którego czołowi współpracownicy ryzykują wciąż jesz- 
cze zdania: "bez... tchnienia talentu wszystko pozostanie najwyżej szkolnem wypra. 


59
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0036.djvu

			cowaniem". (Iwaszkiewicz). Tan sąd określa Irzykowski, jako "jedną z tych prze- 
wielu prawd w estetyce, które są prawdą, ale są zupełnie obojetne i bezpłodne
 
Kasza krytyka nadużywa pojęcia toalentu, ponieważ ono daje najwięcej pola do do- 
wolności i uwalnia od dowodów i my
lenia". Zdanie to wita polska lewica literacka 
z entuzjazmem. Pomimo wielu niewłaściwych i mało istotnych utarczek, za które 
odpowiadamy wespół z Irzykowskim, nie wątpimy ani na chwilę, że kiedyś będziemy 
mogli spotkać się z tym najświeższym i na]sprężystrzym intelektem starszej generacji' 
w jednym sZ,eregu walczących przeciwko obskurantyzmowi artystycznemu w Polsce. 
Sprawozdawca "Rzeczypospolitej" (z dn. 25. V. b. r.) nawiązując do artykułu. 
Irzykowskiego (którego ocz;ywiście nie zrozumiał) zapytuje: jeżeli nie talent 
 to co? 
Ależ Irzykowski mówi wyraźnie: twór jest ważny! Pozostaje nieroztrzygniętą inna 
spriwa: jak badać ten właśnie twór? Tu spotykamy się z założeniami krytyki for- .' 
mainej, której Irzykowski nie poruszył. 


, r. n. 
W swej recenzji z "Wniebowstąpienia" M. Rytarda, Dajciek
wszego bo- 
daj poety "Skamandra", pisze. p. ji."... .kraj, który nie ma przeciętnej literatury 
nie moźe sobie pozwalać na poetyckie. nadbudowy. . Wszelkie usiłowania w tym 
kierunku futurystów, neofuturystów (?), ekspresjonistów i formistów z góry były 
skazane na bezpłodność". WJsiłki futurystów w kierunku osiągnięcia poziomu prze- 
ciętnej literatury zostały skazane na bezpłodność? Dzięki Bogu! Ale czy brak nam 
istotnie przeciętnej literatury? Czy p ji. nie zalicza czasem p.' Olechowskiego 
i p. Staśkę d'o klasyków polskich? Ale czem wówczas będą dzieła p. ji. 'jeśli nie 
właśnie ,;poetycką nadbudową". Życzylibyśmy im tego z całego serCR. Jest to je- 
dyne usprawiedliwienie istnienia dzieła sztuki. 
Boy-Żeleński w artykule p. t. "Przyjacielu, motorniczy tramwaju Nr. 7" po- 
lemizuje z uroszczeniami literatury dla tłumu. Jest tylko literatura eHt), - twierdzi 
Hoy. Pł:ostytutki alfonsi i t. d. są podobno ludżmi. niezwykle cnotliwemi. Tłum 
czyta "Trędowatę", p. Prezydent Rzeczypospolitej też. Żarty na stronę! Nie chodzi 
o to dla kogo się pisze ale co się wpraźa. Przecież p. Boy nie sądzi, aby (np.) sie- - 
lanki 1'3 w. były pisane dla świniopasów z pod Kołomyi. Przy pomocy nowych 
wyobrażt:ń rozszt:rza się wrażliwość i świadomość właśnie elity. Tak jest dziś, tak 
b:yło zawsze. W dalszym ciągu artykułu napi
am'go z wielkim umiarem spotykamy 
dwie niezmiernie cenne myśli o literaturze' współczesntj: zintelektualizowanie sie 
jej i zmechanizowanie. . Nowa sztuka przyjmuJe je całkowicie. 
Na dorocznym zebraniu Tow. Zachęty Sztuk Pięlmych doszło. jak 
wiadomo do burzliwej scysji między artystami a t. zw. miłośnikami. W rezultacie 
"rytmiści" wyprowadzili się gremjalnjt: z "Zachęty" wraz ze swemi
 obrazami.' A wiec' 
i pp. r).tmiści odczuli ną własnej skórze skutki rodzimt:go wstecznictwa artystycz- 
nego, (bo to przecież reprezentują miłośnicy). Czy to pozwoli im b. rzećzowo.ocenić' 
stanowisko "bIQkistów" ,którzy świadomie
uniezależnili się od miejscowych "salonow"? 
W każdym razie... ż uznaniem notujemy zdecydowaną d'emonstrację artystów. 
P. A. Wat prosi nas o wyjaśnienie, że list jego publikowany p. 1:. "Przeciw 
zdziczeniu" dotycz) ł jedY[lie poszczególnego, wypadku, nie występując przeciw oso- . 
bom ani ideologji lewicy literackiej. _ 
Tytus Czyżewski wystawił w paryskim "Salon Intenpendants
 cały szereg.- 
nowych płócien o których prasa warszawska ("Swlat"!) wyraziła się z dużym 
uznamem. Trzeba widać powrócić z plombą zagraniczną aby być w Polsce zrozu- 
mianym. - Co do . samej wystawy oczekujemy uwag naszego przyjaciela z Paryża. 
które zamieścimy w nr. 3. 



. 


r.-:\ 

 


6()
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0037.djvu

			, 


, 


.r
		

/DIGCZAS001052_1924_002_0038.djvu

			Nowej 


Czasopisma 
Sztuki ."w kraju i 


\' 
., 


. 


zagranicą. 


La Nouvelle Revue Fran
aise La Vie de Lettres 
red. J. Rivićre red. N. Beauduin, W. Speth 
rlle d. Grenelle 3. Paru. rlle de Chartres-N. 20 Paris. 
- 
Noi L'Esptf Noveau 
red. F. T. Marinetti red. Ozenfant J JeanBeret 
.ia Treriso 19a Roma. me de Cherche-Midi 3 Paris. 
7 dni 
red. Tairof Ma 
7 eolr Kamera/nr Moskwa. Ama/ienstr 26/11 Wie4en. 
Leł Der Sturm 
red. W. Majakowski red. H. Walden 
Moskwa. Postdamerslr. 13
a Ber/in łV. G. 
- 
Z9Jrotnlca 
red T. Peiper Blok 
jagleloTl81t1l 6 Krak6w. Wsp6/na 
O łVars.l'awa. 
- - 


Postulaty najnoVlszych klerunkóVl plastyki zostały praktycznie zaltoso-' "- 
Vlane Vl pracach biura "REKLAMA-MECHANO" 
"REKLAMA-MECHANO" przyjmuje wszelkie zarnóVJienia w zakres re- 
klamy Vlchodzące. 
CELOWOŚĆ! SZYBKOŚĆ! TANIOŚĆ! 
Na iądanie okazowe prospekty. Adres biura: Senatorska 38 , tel. 155-28. 


Tłoania Tow. Straty Krelowej Sp. z ogr.odp., Warszawa. Jasna 16 8.